Kleptokracja Putina. Karen Dawisha demaskuje gang Putina

Wojciech Rodak
Wojciech Rodak
Władimir Putin i Dimitrij Miedwiediew
Władimir Putin i Dimitrij Miedwiediew Ivan Sekretarev
[KLEPTOKRACJA PUTINA] Książka Karen Dawishy "Kleptokracja Putina. Do kogo należy Rosja" opisuje mroczną drogę do władzy gangu Władimira Putina. Nie pozostawia wątpliwości - na Kremlu rezyduje bezwzględna mafia w przebraniu imperialistów.

Karen Dawisha jest wybitną amerykańską politolożką od lat zajmującą się badaniem przemian politycznych w Rosji i całym obszarze postsowieckim. Pracowała na kilku prestiżowych uczelniach w Wielkiej Brytanii (m.in. London School of Economics) i Stanach Zjednoczonych. Wiele lat temu, jeszcze w latach 80., była ekspertem w Departamencie Stanu USA.

W swojej najnowszej książce "Kleptokracja Putina. Do kogo należy Rosja" (ang. "Putin's Kleptocracy: Who Owns Russia?") szczegółowo opisuje drogę do władzy Władimira Putina i jego przybocznych. Przedstawia nieliczne pewniki dotyczące jego owianej tajemnicą kariery w KGB, pokazuje etapy formowania się jego drużyny oraz - co najciekawsze - wyjaśnia mechanizmy wielu szemranych interesów i spisków, które owa grupa mała na koncie.

CZYTAJ TAKŻE: Felsztynski: Trzecia wojna światowa wybuchnie we wrześniu. Putin się nie cofnie - trzeba go...

Spośród wielu pozycji na temat obecnego prezydenta Rosji pracę Dawishy wyróżnia ilość zebranego materiału źródłowego - przypisy, pełne informacji równie cennych jak te zawarte w głównym tekście, stanowią aż połowę objętości książki. Składają się nań m.in. niedostępne już artykuły z rosyjskiej prasy, które Putinowska cenzura zdążyła usunąć z sieci, unikatowe dokumenty, akta spraw prowadzonych przeciwko ludziom Putina na Zachodzie, a także zapisy rozmów, które autorka odbyła ze swoimi informatorami ze sfer bankowych i wywiadowczych. Największą siłą książki Dawishy jest pedantyczna analiza niejasnych lub pozornie oderwanych od siebie wydarzeń z najnowszej historii Rosji, które autorka łączy w logiczną, spójną i przystępną całość.

Doprowadziła ją ona do wniosku, że ważniejszy niż fiasko demokracji u naszego wschodniego sąsiada, na którym wcześniej koncentrowało się wielu naukowców i analityków, jest fakt powstania tam nowej, niezwykle silnej formy autorytaryzmu.

"Zamiast patrzeć na rosyjską politykę jako na kruchą demokrację, którą pociągnęły w dół historia, przepadkowi autokraci, powszechny bezwład, niekompetentni biurokraci czy zachodni doradcy, dowodzę, że od początku demokratycznych przemian w Rosji Putin i jego przyboczni zmierzali do stworzenia autorytarnego reżimu rządzonego przez silnie powiązaną klikę… dla której demokracja była raczej dekoracją niż kierunkiem rozwoju" - pisze we wstępie.

CZYTAJ TAKŻE: Garri Kasparow: Putin rządzi Rosją jak szef mafii

Ta teza, jak też liczne przytaczane przez Dawishę dowody na jej poparcie, wydała się wydawnictwu Cambridge University Press, z którym wcześniej współpracowała autorka, na tyle kontrowersyjna, że… odmówiło ono jej wydania. Argumentowało, że brytyjskie prawo dotyczące zniesławień pozwoliłoby bohaterom książki wygrać procesy sądowe, co pociągnęłoby za sobą konieczność wypłaty sporych odszkodowań - na to nie mogliby sobie finansowo pozwolić. Ostatecznie "Kleptokrację Putina…" wydał w USA Simon and Schuster, zastrzegając, także w obawie o pozwy, że książka może być dystrybuowana tylko na terenie Stanów i nie będzie tłumaczona na żadne języki obce. Można ją jednak bez trudu nabyć nawet w polskich sklepach internetowych.

Co takiego napisała Dawisha, że zasięg rozpowszechniania jej książki został mocno ograniczony?

Wszystko zaczęło się w Dreźnie…
Władimir Putin był od 1975 r. oficerem operacyjnym KGB. Nie wiadomo, gdzie pracował i co dokładnie robił przez pierwszą dekadę pracy w wywiadzie. Spekuluje się, że mógł być agentem w Niemczech Zachodnich. Na pewno w 1985 r. trafił do Drezna w NRD.

Powszechnie przeczuwano wtedy, że sowiecki blok chyli się ku upadkowi. Dlatego też KGB postanowiło się na tę okoliczność przygotować. W ramach operacji "Luch" rekrutowano na terenie NRD agentów, którzy mogliby być wykorzystani po zjednoczeniu Niemiec. Jak wskazuje Dawisha, bardzo prawdopodobne, że Putin brał w niej udział. W 2000 r. niemiecki kontrwywiad uruchomił śledztwo w tej sprawie - nie przyniosło ono żadnych spektakularnych rezultatów. Przynajmniej oficjalnie…
Ponadto Putin zajmował się głównie pozyskiwaniem wiedzy na temat zachodnich wysokich technologii z RFN. Utrzymywał także łączność z członkami radykalnie lewicowej Frakcji Czerwonej Armii. Często mówił terrorystom, jakie rzeczy mogliby dla niego ukraść w RFN. Dostał od nich m.in. radio Grundig i głośniki samochodowe Blaupunkt. - Nigdy nie dziękował - wspominał jeden z członków FCA.
To właśnie w Dreźnie Putin poznał wielu ludzi, którzy do dziś są w jego najbliższym kręgu. Jednym z nich jest Matthias Warnig, wtedy oficer "bratniej" Stasi, dziś prezes spółki Nord Stream.

Petersburskie przekręty
Początek lat 90. w Rosji to czas wzrostu wielkich fortun i dzikiej prywatyzacji. W ręce byłych aparatczyków, komsomolców i agentów KGB wpadło łącznie około 4 mld dol. funduszy odziedziczonych po upadłej Komunistycznej Partii Związku Radzieckiego. W kraju z kulejącą gospodarką i nikłymi rezerwami walutowymi była to gigantyczna kwota. Nieliczna grupa mająca dostęp do tego kapitału za bezcen kupowała państwowe przedsiębiorstwa - tak zaczynała większość słynnych rosyjskich oligarchów, m.in. Borys Bierezowski i Michaił Chodorkowski. Putin też w tym okresie nie próżnował.

CZYTAJ TAKŻE: Felsztynski: Trzecia wojna światowa wybuchnie we wrześniu. Putin się nie cofnie - trzeba go...

Od 1990 r., dzięki protekcji KGB, Władimir Władimirowicz został zastępcą mera Sankt Petersburga Anatolija Sobczaka, odpowiadał za kontakty z zagranicą. Jedną z jego pierwszych inicjatyw był program "Żywność za surowce". Polegał on na tym, że miasto eksportowało, przez pośredników, swoje towary, m.in. ropę, węgiel, stal, a oni zobowiązywali się do sprowadzenia określonej w umowie ilości artykułów spożywczych. Jednak, jak pisze Dawisha, w ratuszu powstawały tak napisane umowy, by pośrednik nie musiał się z nich wywiązywać, gdyż kary za niedostarczenie żywności były symboliczne. Specjalistą od pisania takich dokumentów był nie kto inny jak Dmitrij Miedwiediew. Kasa Sankt Petersburga straciła co najmniej 100 mln dol. - można się tylko domyślać, co się z nimi stało... W radzie miasta pod przewodnictwem Mariny Salje powstała komisja śledcza, której dochodzenie wskazało Putina jako winnego nadużyć, co nie było trudne, ponieważ jego podpis widniał na wszystkich "dziurawych" umowach. Pomimo silnych ataków zastępca Sobczaka utrzymał stanowisko - miał wysoko postawionych protektorów, którzy kpili sobie z "kaprysów demokratów". Pani Salje była potem wielokrotnie zastraszana, aż w końcu wycofała się z życia publicznego i zamieszkała w maleńkiej wsi na pustkowiu. Wszystkie dokumenty obciążające obecnego prezydenta Rosji, które udało jej się zebrać, opublikowano dopiero po jej śmierci w 2012 r. w serwisie społecznościowym Facebook.

CZYTAJ TAKŻE: Garri Kasparow: Putin rządzi Rosją jak szef mafii

Bardzo ważną instytucją powiązaną z Putinem był założony w 1990 r., z funduszy KPZR, Bank Rossija - istnieje on do dziś i jest objęty zachodni sankcjami. Według hiszpańskich śledczych miał on ułatwiać zastępcy Sobczaka i innym miejskim oficjelom inwestycje do spółki z petersburską mafią.

Kolejnym mętnym przedsięwzięciem naszego bohatera była Kooperatywa Ozero. Firma zajmowała się głównie inwestowaniem w petersburskie nieruchomości. Miała spory kapitał z tajemniczych źródeł. Jej założyciele są obecnie milionerami lub nawet miliarderami. Kiedy Putin został prezydentem, pełnili oni znaczące funkcje państwowe, np. Andriej Fursenko był długoletnim ministrem edukacji, Władimir Jakunin jest od 10 lat prezesem rosyjskiej kolei.

Władimir Putin zasiadał także w zarządzie St. Petersburg Real Estate Holding Company (SPAG). W 1999 r. niemiecki wywiad BND opublikował raport, w którym jednoznacznie wskazywał, że SPAG był pralnią brudnych pieniędzy dla rosyjskiej i kolumbijskiej mafii, np. kartelu z Cali. Spółka ułatwiała jej właścicielom, m.in. członkom petersburskiego gangu Tambow, wypompowywanie "lewych" pieniędzy z Rosji, a potem sprowadzanie ich z powrotem do kraju poprzez zakupy nieruchomości i innych zasobów. Co ciekawe, gdy kanclerzem Niemiec został Gerhard Schröder, śledztwo straciło impet, a nazwisko Putina w tajemniczy sposób zniknęło z dokumentów…
Kolejnym ciemnym przedsięwzięciem naświetlonym przez Dawishę jest sprawa Twentieth Trust. Była to firma budowlana, która powstała w 1992 r. w Petersburgu. Putin zlecił wypłatę z kasy miasta na jej konto pożyczek i zaliczek na łączną sumę 28 mln dol. Twentieth Trust nie zwróciła miastu ani grosza. Dziennikarze gazety "Nowaja Gazieta" przeprowadzili śledztwo. Z niego, a także danych wywiadowczych wynika, że pieniądze zostały przeznaczone na zakup nieruchomości i budowę willi w Hiszpanii. Co ciekawe, wznosili je rosyjscy żołnierze, którym za wykonaną pracę nie płacono - zmuszano ich groźbą i szantażem. Wśród gości odwiedzających owe rezydencje był - oprócz czołówki rosyjskiego biznesu i półświatka, jak odnotowały hiszpańskie służby - sam Władimir Władimirowicz. Często przyjeżdżał tam, używając fałszywych dokumentów. W 1999 r., jak już stał na czele FSB, zdarzyło mu się nawet przedostać przez hiszpańską granicę niczym przemytnik - przypłynął łodzią z Gibraltaru.

CZYTAJ TAKŻE: Felsztynski: Trzecia wojna światowa wybuchnie we wrześniu. Putin się nie cofnie - trzeba go...

Z informacji zgromadzonych przez Karen Dawishę wynika, że Władimir Putin był szarą eminencją Sankt Petersburga. To on decydował, kto w mieście wchodził do gry, a kogo do niej nie dopuszczano. Autorka wskazuje, że to jego osoba wiązała sfery KGB, urzędników i biznesmenów ze światem przestępczym, ułatwiając im współpracę. Milionowe fortuny wszystkich powiązanych z nim ludzi kwitły, choć o rozmiarach jego własnego majątku, bardzo skutecznie kamuflowanego, możemy tylko dywagować.

Jego działalność, m.in. wyżej wymienione niejasne operacje, nie uszła uwadze prokuratury i dziennikarzy. Pomimo tego Władimirowi Władimirowiczowi udało się uciec długiemu ramieniu prawa, ponieważ, gdy tylko rozpoczął pracę w Moskwie u boku ekipy Jelcyna, wszystkie toczące się przeciwko niemu postępowania wyciszono lub zamknięto.

Kariera u boku "Rodziny"
Władimir Putin trafił do Moskwy w 1996 r., po nieudanej kampanii samorządowej swojego szefa Anatolija Sobczaka. Najpierw objął stanowisko zastępcy Pawła Borodina, który stał na czele Departamentu ds. Prezydenckich Nieruchomości. Odpowiadał wtedy m.in. za sprzedaż zagranicznego post-partyjnego mienia - zyski miały zasilić będący w opłakanym stanie budżet państwa. Jednak, jak podaje Karen Dawisha, środki często ginęły gdzieś w drodze. Putin ze wspólnikami mieli m.in., "ukraść" jedno z rosyjskich centrów kulturalnych na terenie Niemiec. Wynajęli je na 50 lat za bardzo niską sumę, małej, nikomu nieznanej firmie, która następnie podnajęła je za normalną rynkową cenę. - Gdzie powędrowała różnica? Chyba nie trzeba wyjaśniać - mówił jeden ze szwajcarskich urzędników bankowych, który tropił ciemne interesy Jelcynowskiej "Rodziny". Taki etos nie był niczym niezwykłym w najbliższym otoczeniu Borysa Jelcyna. Zresztą ówczesny szef Putina Borodin był oskarżony o różne podejrzane operacje - w 2001 r. został nawet zatrzymany w Nowym Jorku pod zarzutem prania brudnych pieniędzy. Wyszedł na wolność po wpłaceniu wielomilionowej kaucji. Obecnie piastuje stanowisko sekretarza Związku Białorusi i Rosji.

CZYTAJ TAKŻE: Garri Kasparow: Putin rządzi Rosją jak szef mafii

Jelcynowska "Rodzina" doceniała zdolności Władimira Putina - awansowano go na stanowisko zastępcy szefa administracji prezydenta ds. kontaktów z regionami, a potem na szefa Federalnej Służby Bezpieczeństwa. Wszędzie, gdzie się pojawiał, wędrował za nim "najwierniejszy z wiernych" - Igor Sieczin, a z kolei za nim podążała reszta współpracowników z petersburskiego ratusza i "siłownicy", m.in. Wiktor Czerkasow, Siergiej Iwanow i Nikołaj Patruszew.

Operacja "Prezydent"
W 1999 r. Borys Jelcyn i "Rodzina" znaleźli się w opałach. Państwo było w katastrofalnym stanie. Kryzys finansowy mocno uderzył w społeczeństwo, jednocześnie na jaw wychodziły kolejne machlojki prezydenckiej ekipy. Wybory zbliżały się nieubłaganie, sondażowe notowania gospodarza Kremla pikowały, a opozycja zapowiadała, że w razie zwycięstwa zapełni więzienia aferzystami. Borys Bieriezowski i inni członkowie "Rodziny" postanowili działać.
Dawisha wskazuje liczne przesłanki, powołując się na dane wywiadowcze, dowodzące, że to emisariusze otoczenia Jelcyna zlecili Szamilowi Basajewowi i jego ludziom przeprowadzenie najazdu na Dagestan, który doprowadził do wybuchu w sierpniu 1999 r. drugiej wojny czeczeńskiej. Uważa, że chcieli w ten sposób wywołać panikę w kraju, by mieć pretekst do ewentualnego wprowadzenia stanu wyjątkowego i - co za tym idzie - odsunięcia w czasie wyborów. Autorka przedstawia dowody, że nie poprzestali na tym.

Jesienią 1999 r. dochodzi do serii zamachów bombowych na bloki mieszkalne. W Bujnaksku, Moskwie i Wołgodońsku ginie ponad 300 osób. Kreml obwinia za to czeczeńskich terrorystów. W kraju wszelkimi środkami podsycane są napięcie i paranoja. Jednak wtedy w Riazaniu dochodzi do incydentu, który mocno podważył zaufanie do rządowej wersji wydarzeń. Pewien czujny obywatel zobaczył paru mężczyzn, którzy wnoszą do budynku, w którym mieszkał, worki z napisem "cukier". To wzbudziło jego podejrzenia - wezwał milicję.

CZYTAJ TAKŻE: Felsztynski: Trzecia wojna światowa wybuchnie we wrześniu. Putin się nie cofnie - trzeba go...

Mieszkańców ewakuowano i zarządzono blokadę dróg. Miejscowym siłom bezpieczeństwa udało się schwytać podejrzanych osobników - okazali się nimi agenci FSB z moskiewskiej centrali. Mało tego, podsłuchano również rozmowę telefoniczną pomiędzy nimi a Łubianką, w której głos ze stolicy ostrzegał ich przed miejscowymi policjantami. "Cukier", po przeprowadzeniu analizy, okazał się silnym materiałem wybuchowym - heksogenem, który pochodził z wojskowych magazynów. Sprawa wyglądała poważnie, jednak i jej, jak wskazuje Dawisha, ukręcono łeb. Zatrzymanych wypuszczono na wolność, a szef FSB Nikołaj Patruszew, pretorianin Putina, poinformował, że całe zajście było tylko... "defensywnymi ćwiczeniami".

CZYTAJ TAKŻE: Garri Kasparow: Putin rządzi Rosją jak szef mafii

Gdy te tragiczne wydarzenia miały miejsce, Władimir Putin był już premierem, namaszczonym przez Jelcyna jego sukcesorem na Kremlu. W klimacie społecznym zdominowanym przez czeczeńską wojnę i stan niepewności kremlowska propaganda kreowała go na stanowczego i twardego władcę na "ciężkie czasy". Delfin "Rodziny" dominował w mediach - poparcie dla niego ciągle rosło. Jednak, jak dowodzi Dawisha, jego zwycięstwo w wyborach prezydenckich w 2000 r. nie byłoby możliwe bez oszustw wyborczych, w których dokonaniu pomógł mu, wtedy już częściowo przez niego zhołdowany, aparat państwa. Władimir Putin otrzymał, według oficjalnych wyników, 53 proc. głosów i wygrał już pierwszej turze.

Książę złodziei
W ten sposób rewanżystowska klika kagiebistów osiągnęła swój upragniony cel - mógł, za nacjonalistyczno-sowiecką propagandową fasadą prowadzić swoje kleptokratyczne operacje, w których miała sporą wprawę, na większą skalę. Na przykład z samych 50 mld dol., które Moskwa wydała na olimpiadę w Soczi, ponad połowa - jak dowodzi Dawisha - wylądowała w kieszeniach przyjaciół Putina.

Tylko osobisty majątek braci Rotenbergów - przyjaciół prezydenta z dzieciństwa, którzy dostali 15 proc. kontraktów związanych z imprezą - wzrósł w tym okresie o 2,5 mld dol. Skutek rządów Putina jest taki, że 110 miliarderów posiada 35 proc. bogactwa Rosji, podczas gdy połowa dorosłych obywateli kraju dysponuje majątkiem osobistym wartym średnio 871 dol. - mniej niż wynosi ten sam wskaźnik w Indiach. Tymczasem ceny ropy gwałtownie spadają, a podminowana sankcjami gospodarka Rosji pogrąża się w recesji.

Czy Putin i jego grupa zdołają utrzymać Rosjan w ryzach? Jeśli kiedykolwiek straciliby władzę, książka Karen Dawishy może stanowić dobrą podstawę do przygotowania wobec nich aktu oskarżenia.

Wojciech Rodak, [email protected]

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na Twitterze!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na Twiterze!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Komentarze 3

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

M
M.
A u nas rządzi POpaprana mafia i sprzedaje POlskę niestety...
x
xcryu
Do polityki nie idą ludzie uczciwi ani kryształowi, nie idą po to by się narobić, ale po to by zarobić.
g
gość
Nic nowego wszędzie to samo !
Wróć na i.pl Portal i.pl