Gorąco na granicy Serbii i Kosowa. Putin miesza w bałkańskim kotle

Grzegorz Kuczyński
Grzegorz Kuczyński
AP/Associated Press/East News
Udostępnij:
Niewiele brakowało, a na Bałkanach mogło dojść do zbrojnego konfliktu – co byłoby bardzo na rękę Rosji. Zresztą to jej sojusznik Serbia parł do starcia. Kosowo, pod presją Zachodu, odsunęło w czasie wprowadzenie nowych regulacji dotyczących rejestracji samochodowych. To jednak nie rozwiązuje problemu, bez wątpienia Kreml będzie zachęcał Serbów do agresji.

Kosowo boi się powtórki „krymskiego scenariusza” przez Serbię od lat. Zajęcie siłą nawet bardzo niewielkiego obszaru w Kosowie „z uwagi na ochronę ludności” postawiłoby siły NATO w bardzo trudnym położeniu. Sojusz stanąłby przed wyborem: interwencja i wynikająca z tego eskalacja konfliktu (wojna mogłaby się rozlać na całe zachodnie Bałkany) lub bezczynność i wynikająca z tego utrata wiarygodności NATO. Taki jest właśnie cel Rosji zachęcającej Serbię do wojny kolejny już raz – tym razem jednak jest to groźniejsze z racji na wojnę na Ukrainie.

Gorąca noc nad Ibarem

Napięcie na linii Belgrad-Prisztina wzrosło w niedzielę wieczorem. Miało to związek za zapowiadanymi przez Kosowo zmianami dotyczącymi honorowania dokumentów kierowców. Belgrad uznał to niemal za casus belli i zagroził wojną. W odpowiedzi władze Kosowa zamknęły dwa przejścia graniczne z Serbią po tym, jak mieszkający na północy Kosowa etniczni Serbowie zablokowali drogi i oddali strzały do policji, protestując przeciwko nakazowi zamiany serbskich tablic rejestracyjnych samochodów na kosowskie. Serbowie zablokowali ciężarówkami wypełnionymi żwirem i innym ciężkim sprzętem drogi prowadzące do przejść granicznych oraz wznosili barykady. W miastach zamieszkiwanej przez Serbów północy Kosowa rozwieszono banery informujące przejezdnych w wjeździe na obszar Wspólnoty Gmin Serbskich - postulowanej przez kosowskich Serbów i Serbię jednostki autonomicznej w ramach Kosowa.

Wraz z wojennymi pogróżkami prezydenta Serbii Alaksandra Vucicia w Kosowskiej Mitrowicy, na moście przez rzekę Ibar dzielącą serbskie i albańskie dzielnice miasta, wieczorem pojawiły się siły KFOR, czyli kontyngentu NATO w Kosowie. Przez kilka godzin sytuacja była napięta, aż pojawił się komunikat Kosowa. Rząd w Prisztinie odłożył o miesiąc wdrażanie planu, który nakłada na etnicznych Serbów zamieszkujących północne Kosowo wymianę tablic rejestracyjnych samochodów z serbskich na kosowskie w ciągu 60 dni. Nastąpiło to po konsultacjach Prisztiny z ambasadorami UE i USA. Jednocześnie kosowski rząd premiera Albina Kurtiego potępił blokady dróg i ostrzelanie policji przez uzbrojone osoby. Odpowiedzialnością za „agresywne działania” obciążył władze Serbii.

Spór o tablice

Spór o pojazdy wybuchł już we wrześniu 2021 roku po tym, jak władze Kosowa nakazały wszystkim kierowcom wjeżdżającym do Kosowa z Serbii używania tymczasowych, 60-dniowych, drukowanych tablic rejestracyjnych w odpowiedzi na środki stosowane w Serbii wobec kierowców z Kosowa, które obowiązują od 2008 roku, kiedy to kraj ten ogłosił niepodległość od Belgradu. Należy przypomnieć, że 14 lat po ogłoszeniu przez Kosowo niepodległości, około 50 tysięcy Serbów żyjących na północy Kosowa używa tablic rejestracyjnych i dokumentów wydawanych przez władze serbskie, odmawiając uznania dokumentów państwowych Kosowa.

Etniczni Serbowie na północy Kosowa od czasu wojny w 1999 roku używają tablic samochodowych wydanych przez serbskie instytucje, na których widnieją akronimy kosowskich miast, takich jak KM (Kosovska Mitrovica), PR (Prisztina) lub UR (Urosevac). Rząd Kosowa uważa te tablice za nielegalne, ale toleruje je póki co w czterech północnych gminach, w których większość stanowią Serbowie. Nowe przepisy oznaczają zmianę dotychczasowych tablic nowymi, z akronimem Republiki Kosowa, czyli RKS. Prisztina chciała, żeby od 1 sierpnia Serbowie mieli dwa miesiące na wymianę tablic i dokumentów.

Belgrad nie chciał się na to zgodzić. Serbia, która utraciła kontrolę nad Kosowem po kampanii NATO w 1999 roku, odmawia uznania niezależności swej byłej prowincji i od 2008 roku, czyli od ogłoszenia przez nią niepodległości, nie zgadza się na używanie na swym terytorium tablic z kosowską rejestracją. Większość krajów UE uznaje Kosowo, choć Rosja i Chiny, sojusznicy Serbii, tego nie robią.

„KFOR uważnie obserwuje sytuację; jeżeli stabilność zostanie zagrożona, będziemy przygotowani, by interweniować zgodnie z mandatem nadanym nam na mocy rezolucji Rady Bezpieczeństwa ONZ” - przekazano w komunikacie opublikowanym przez KFOR w nocy z niedzieli na poniedziałek. Podejmiemy wszelkie niezbędne kroki, by zapewnić bezpieczeństwo w Kosowie - podkreślono. Zadaniem kierowanych przez NATO sił KFOR jest zapewnienie bezpieczeństwa wszystkim mieszkańcom Kosowa i zagwarantowanie im swobody przemieszczania się. Dodano, że siły KFOR są obecne na miejscu, a dowództwo misji pozostaje w kontakcie ze wszystkimi zainteresowanymi stronami, w tym władzami Kosowa i Serbii.

Rosyjska intryga

Ostatnia eskalacja sytuacji na granicy może mieć związek z działaniami Moskwy. Chociaż ludność Kosowa to w ponad 90 procentach etniczni Albańczycy, Serbowie nie chcą pogodzić się z utratą kolebki swej państwowości. Rosjas dała do zrozumienia, że dyplomatyczne uznanie przez ONZ niezależności Kosowa od Serbii nie będzie możliwe bez jej zgody. Putin często powołuje się na Kosowo, aby uzasadnić rosyjską aneksję Krymu, argumentując, że uznanie przez państwa zachodnie odłączenia się tego kraju od Serbii stworzyło precedens, który legitymizuje jednostronne deklaracje niepodległości innych terytoriów. - Próby destabilizacji Kosowa przez prezydenta Serbii Aleksandra Vuczicia, korzystającego z metod swojego mentora Władimira Putina, nie powiodą się – oświadczyła prezydent Kosowa Vjosa Osmani.

Nie jest przypadkiem, że Vucić nazwał premiera Kosowa Albina Kurtiego „nowym Zełenskim”. Niektóre rosyjskie media podgrzały atmosferę, pisząc depesze z tytułami w rodzaju „Vucić ogłosił, że armia Kosowa planuje o północy napaść na północną część Serbii”. Co już samo w sobie było określaniem Kosowa jako południowej części Serbii. Głos zabrało też MSZ Rosji, nazywając działania Prisztiny „kolejnym krokiem w stronę wygnania serbskiej ludności z Kosowa”.

Rosja jest strategicznym partnerem Serbii - Belgrad jest w dużym stopniu uzależniony od rosyjskich dostaw energii, kupuje od Rosjan broń, a Moskwa otwarcie popiera politykę Belgradu wobec Kosowa, zaś mniej otwarcie zachęca Serbów do rewizjonizmu i próby odebrania sąsiadom przynajmniej części tego, co posiadali przed 1999 i 1995. Ponad dwie trzecie członków wybranego w kwietniu 2022 nowego parlamentu Serbii są otwarcie prorosyjscy, zaś prowadzący politykę zbliżenia do Moskwy Vucić wygrał reelekcję już w I turze z ogromnym blisko 60-proc. poparciem. Serbowie są wdzięczni Rosji za to, że w Radzie Bezpieczeństwa ONZ wspiera politykę Belgradu względem Kosowa oraz Bośni i Hercegowiny. Należy też pamiętać o gospodarce. Rosjanie kontrolują serbski sektor energetyczny, a niemal całość importu ropy i gazu pochodzi właśnie z Rosji.

Wielka Serbia?

Pod rządami Vucicia odradza się idea Wielkiej Serbii – projekt odzyskania co najmniej części ziem dawnej Jugosławii. A więc obecna Serbia, a do tego serbska część Bośni i Hercegowiny, części Czarnogóry, Północnej Macedonii oraz oczywiście Kosowo. W 2019 r. obronny budżet Serbii poszedł w górę aż o 43 proc., a w 2021 r. osiągnął rekordową wartość 1,5 mld USD – a więc ponad dwukrotnie więcej niż w 2018 roku. Pomimo gróźb amerykańskich sankcji, Moskwa wysłała do Serbii w 2019 roku system rakietowy S-400 na ćwiczenia wojskowe. W 2020 r. Belgrad zakupił dużą partię czołgów T-72. W 2021 roku Kreml zezwolił na sprzedaż Serbii systemów obrony powietrznej Pancyr.

Dla Putina kraje byłej Jugosławii to kolejny front zimnej wojny prowadzonej z Zachodem. Obszar, gdzie Rosja ma możliwość osłabienia NATO i UE. Podobnie jak w przypadku strategii Kremla na Kaukazie, celem Rosji na Bałkanach jest zwiększanie napięcia, skłócanie sąsiadów i wywołanie konfliktów, tak by to Moskwa mogła stać się jedynym mediatorem i gwarantem bezpieczeństwa w regionie. Jednocześnie Rosja chce pokazać, że ani NATO, ani UE, ani ich członkowie nie są wiarygodnymi partnerami dla żadnego z państw bałkańskich.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na Twitterze!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na Twiterze!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Więcej informacji na stronie głównej Portal i.pl