Przypomnijmy: koszmarny wypadek na Słowacji spowodowali piraci drogowi z Polski. W niedzielne popołudnie, 30 września 2018 roku, na trasie z Korbielowa do Dolnego Kubina ścigali się swoimi luksusowymi samochodami.
Jeden z kierowców podczas wyprzedzania nie zdążył powrócić na swój pas i czołowo zderzył się ze skodą fabią. W zderzeniu luksusowego porsche ze skodą fabią zginął 57-letni mieszkaniec Orawski Podzamek, który wiózł samochodem swoją rodzinę - 50-letnią żonę oraz 21-letniego syna.
Jak doszło do tragicznego wypadku na Słowacji?
Do tragedii doprowadzili Polacy kierujący porsche, ferrari oraz mercedesem. Jednym z Polaków biorących udział w zdarzeniu był 27-letni Adam Sz., syn bogatego biznesmena, właściciela firmy z Poznania z branży usług poligraficznych. Żółte ferrari należało do jego ojca.
Mężczyźni urządzili sobie na słowackiej drodze nr 78 wyścigi. Nie zważając na znaki oraz linie na asfalcie starali się wymijać inne samochody. Dwójka z nich się jednak przeliczyła i nie zdążyła powrócić na swój pas jezdni. O ile kierowca ferrari zdołał "uciec", to osobą za kierownicą porsche czołowo zderzyła się ze skodą fabią, którą podróżowała rodzina.
Słowacki sąd zdecydował o areszcie dla 42 letniego Marcina L. - kierowcy porsche, które brało udział w tragicznym wypadku na Słowacji. Dwaj pozostali mężczyźni - 27-letni kierowca ferrari Adam Sz. i 26-letni kierowca mercedesa Łukasz K. - początkowo mieli odpowiadać przed sądem z wolnej stopy. Ale w środę, 10 października 2018 r., sąd w Słowacji uwzględnił odwołanie prokuratury i zostali aresztowani.
42-latkowi, który spowodował wypadek ze skutkiem śmiertelnym grozi na Słowacji od 2 do 5 lat pozbawienia wolności. Kary nie unikną także pozostali kierowcy.
27-letniemu kierowcy ferrari na poznańskich numerach rejestracyjnych oraz 26-letniemu kierowcy mercedesa na warszawskich "blachach" grozi od 6 miesięcy do 3 lat pozbawienia wolności.
Jak poinformował tvn24.pl, śledztwo było prowadzone przez policję pod nadzorem prokuratury krajskiej (wojewódzkiej) w Żylinie. Jej przedstawiciel, Martin Kokles poinformował stację, że działania śledczych zostały już zakończone. Teraz, jak przekazuje prokurator, akta sprawy zostaną przedstawione stronom: poszkodowanym i oskarżonym.
– Wezwania zostaną wysłane. W stosunku do oskarżonych obywateli Polski zgromadzone w sprawie dokumenty będą musiały być przetłumaczone na język polski
– mówi tvn24.pl prokurator Martin Kokles.
Przyznał, że śledztwo trwało długo, ale - jak zaznaczył - wpływ na to miała m.in. pandemia. Zakończenie prokuratorskiej pracy odwlekały też wnioski pokrzywdzonych, którzy chcieli uwzględnienia kolejnych ekspertyz dotyczących roszczeń. Prokurator Kokles wskazuje też, że cała korespondencja z oskarżonymi Polakami musiała być tłumaczona.
Najsurowsza kara grozi Marcinowi L., który czołowo zderzył się ze skodą, w której zginął 57-letni mężczyzna jadący z naprzeciwka z rodziną.
– Aktualna kwalifikacja prawna wskazuje, że celowo dopuścił się narażenia ludzi na ryzyko śmierci lub poważnych obrażeń i spowodowanie śmierci osoby postronnej. Za to przestępstwo grozi od 15 do 20 lat pozbawienia wolności
– przekazuje prokurator stacji tvn.24.pl.
Zobacz też: Policja i sanepid wzmagają kontrole:

Zmiany w praktycznym egzaminie na prawo jazdy już obowiązują...