Katarzyna Nakonieczna na portalu Histmag.org przyjrzała się kryminalnemu Lublinowi w czasach II RP. Swój tekst zatytułowała znacząco: „Upiór w wychodku na Lubartowskiej i inne lubelskie sensacje z lat trzydziestych”. Jednym z potwierdzających to źródeł jest lokalna prasa, np. „Express Lubelski i Wołyński”. Sprawdźmy, o czym pisał.
„Na własną rękę”
Ta zasłużona niezależna gazeta (choć powiązana z warszawskim koncernem tzw. „Prasy Czerwonej”), przedstawiała codzienność, w której powszechne były rozboje, kradzieże, brutalne morderstwa, a nawet strzelaniny na głównych ulicach. Społeczeństwo niechętnie dostosowywało się do narzuconych norm, ale za to bez oporów wymierzało sprawiedliwość „na własną rękę”.
Ówcześni badacze zastanawiali się nad powodami przestępczości i sposobami jej zwalczania. Wśród przyczyn tego zjawiska na pierwszym miejscu stawiano biedę. Bezrobocie i głód to integralne elementy międzywojennej rzeczywistości, szczególnie w miastach. Nędza niejednokrotnie kierowała ludzi na przestępczą drogę. Oprócz spektakularnych czy humorystycznych doniesień (np. o hałasujących kurach, które spłoszyły złodzieja), najczęściej lubelska prasa skrupulatnie odnotowywała kradzieże.
„Tym sposobem został upamiętniony chociażby »amator cudzych cukierków«, który dostał dwa lata więzienia. Opisywano również »plagę kradzieży na podlubelskich wsiach«. Łupem wielokrotnie padały zwierzęta gospodarskie, wyposażenie domowe (np. kołdry, świece, budziki) czy płody rolne - pisze Katarzyna Nakonieczna.
Saganem w głowę
W Lublinie dochodziło również do włamań i napaści na sklepy, szkoły, kościoły oraz domy prywatne: „Od pewnego czasu na terenie Lublina, jak już niejednokrotnie donosiliśmy szerzy się plaga kradzieży. Bywają wypadki, że najrozmaitsze męty społeczne posuwają się w swej bezczelności do tego stopnia, że dopuszczają się nawet napadów bandyckich. (…) Do mieszkania Ciepielowej Anny (Bazylianówka 5) w czasie jej nieobecności wszedł jakiś osobnik, który rzucił się na obecną w domu matkę Ciepielowej i zadawszy jej cios żelaznym saganem w głowę, ogłuszył ją. Następnie przeszukiwał mieszkanie. Łupem opryszka padło 180 złotych w gotówce, garnitur oraz inna garderoba. Zuchwałego opryszka poszukuje energicznie policja”. („Express Lubelski i Wołyński”, 1933 r., nr 327, s. 4)
Chęć łatwego zysku przyczyniała się do licznych fałszerstw. W latach 30., mieszkańcy Lublina żyli aferami: mączną, drożdżową czy maślaną. W przypadku tej ostatniej miejscowy Urząd Śledczy wykrył w 1934 r. nielegalną fabrykę, która produkowała masło w sypialni. Wielki rozgłos w mieście zyskała też szajka zajmująca się kradzieżą i paserstwem… drożdży. Ale o tym przy następnej wizycie w przedwojennym Lublinie.
