Kobieta od kilku lat cierpi na zapalenie stawów biodrowych i sanatoryjna rehabilitacja jest jej bardzo potrzebna. - Pojechałam do sanatorium w Kołobrzegu. Chodziłam regularnie na zabiegi. Wszystko było w porządku. Problemy zaczęły się na koniec turnusu -mówi pani Wanda.
Pani Wanda powinna być w sanatorium od 9 do 30 grudnia ubiegłego roku. - Wszystkie zabiegi skończyły mi się już 29 grudnia. Pomyślałam więc, że wrócę do domu najbliższym autobusem. Próbowałam się wymeldować. Wtedy dowiedziałam się, że nigdzie nie pojadę. Powiedziano mi, że jeśli zdecyduję się zakończyć turnus wcześniej, to będę musiała zapłacić z własnej kieszeni za cały pobyt - relacjonuje.
Łodzianka próbowała prosić o zrozumienie jej sytuacji. - Jednak nie zgodzono się mnie wypuścić. Zdenerwowałam się i mimo wszystko po kryjomu wyjechałam z sanatorium. Teraz boję się, co będzie dalej. Póki co nie dostałam jeszcze żadnego pisma o zapłacie za pobyt.
Beata Kosiorek-Aszkielaniec, rzeczniczka Łódzkiego Oddziału Wojewódzkiego Narodowego Funduszu Zdrowia, potwierdza, że w przypadku, kiedy kuracjusz decyduje się wyjechać wcześniej z sanatorium, NFZ nie zapłaci za jego pobyt.
- Oddział Funduszu potwierdzając pacjentowi skierowanie na leczenie stacjonarne określa rodzaj świadczenia i jego tryb, odpowiedni zakład lecznictwa uzdrowiskowego oraz datę rozpoczęcia turnusu. Zgodnie z obowiązującymi przepisami, pierwszy dzień rozpoczyna się od godziny 14 pierwszego dnia pobytu, a ostatni dzień kończy się do godziny 12 ostatniego dnia pobytu - tłumaczy Beata Kosiorek-Aszkielaniec.
- Oddział Funduszu płaci za faktycznie wykorzystaną liczbę dni pobytu pacjenta. Jeśli nie ma pacjenta, to nie płacimy. Opłata związana z wcześniejszym wyjazdem pacjenta z uzdrowiska pobierana jest przez sanatorium na podstawie wewnętrznego regulaminu, z którym pacjent zawsze zapoznaje się w pierwszych dniach pobytu.