Japonia, która miała odegrać w grupie H rolę dostarczyciela punktów, niespodziewanie ogra-ła Kolumbię 2:1. Zadanie ułatwił im Carlos Sanchez, który na samym początku dostał czerwoną kartkę. Azjaci wykorzystali to i uplasowali się na pozycji lidera.
Z kolei Senegalczycy w meczu z Polską byli szybcy, silni i dość dobrze zdyscyplinowani w defensywie, ale też dopisało im szczęście. Biało-Czerwoni słabą postawą podarowali im dwa prezenty w postaci kuriozalnych bramek. Mecz wygrał im się praktycznie sam, bo przecież w ofensywie zaprezentowali się równie mizernie jak Polacy.
Te zwycięstwa otworzyły obu ekipom szanse na awans. Na korzyść Japonii działa przede wszystkim doświadczenie. Mają starszy zespół i regularnie grają na mistrzostwach świata. Senegal z kolei na mundialu oglądamy dopiero drugi raz w historii. W debiucie w 2002 r. okazali się rewelacją turnieju, docierając aż do ćwierćfinału.
Młodość i fantazja zawodników Aliou Cisse też mogą być atutem. Podobnie jak stałe fragmenty gry. Są wyżsi od swoich rywali.
Ten mecz to również starcie największych gwiazd tych zespołów: Shinjego Kagawy i Sadio Mane. Pierwszy z nich wykorzystał rzut karny w meczu z Kolumbią, jest zdecydowanym liderem swojego zespołu. Kładzie stempel na każdej akcji swojego zespołu. Potrafi także uderzyć z rzutu wolnego.
Grającego w Liverpoolu Sadio Mane nie trzeba przedstawiać. Miał być główną bronią Senegalu w meczu z Polską. Przeciwko drużynie Adama Nawałki, podobnie jak jego koledzy, nie pokazał jednak niczego wielkiego. Z Japończykami może jednak odpalić.
Cztery lata temu w Brazylii Japończycy również zmierzyli się z ekipą z Afryki. Z Wybrzeżem Kości Słoniowej przegrali 1:2, tracąc dwie bramki w dwie minuty. Teraz chcą osiągnąć lepszy rezultat. Już teraz mają więcej punktów niż wtedy. Wówczas mieli tylko jedno oczko, a lepiej od nich poradziły sobie Kolumbia i Grecja.
Liderzy naszej grupy zagrają ze sobą w niedzielę o godzinie 17 na stadionie w Jekaterynburgu. Transmisja w TVP 1 i TVP Sport.