Upadek męskości wieszczy prof. Philip Zimbardo, światowej sławy psycholog. Ten Amerykanin włoskiego pochodzenia, który zresztą często odwiedza katowicki Nikiszowiec, bije na alarm, twierdząc, że dzisiaj mianem „słabej płci” można by określić mężczyzn, głównie młodych.
Prof. Zimbardo zajął się ostatnio tym tematem głębiej, bo niedawno sam został dziadkiem.
Młodzi mężczyźni, według Zimbardo, rezygnują z gruntownego wykształcenia, opóźniają wyprowadzkę z rodzinnego domu, nie potrafią zbudować satysfakcjonujących i dojrzałych związków z kobietami, nie radzą sobie na rynku pracy, nie dbają o zdrowie i kondycję. Ponad życiowe zobowiązania przedkładają „męskie rozrywki” i popadają w uzależnienia, nie tylko od alkoholu czy narkotyków, ale również od gier komputerowych czy pornografii.
Wtóruje mu prof. Katarzyna Popiołek ze Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej.
– Obserwujemy ogromną zmianę kulturową – mówi pani profesor. – Przez całe wieki mężczyźni byli silnie wspierani przez kobiety, które miały to wpisane jako jedno ze swoich życiowych zadań – by dbać o mężczyznę pod każdym względem. Panowie korzystali z tego wsparcia i byli uwolnieni od mnóstwa najróżniejszych zajęć i obowiązków. Teraz kobiety szerokim frontem pracują, zaczynają czuć się człowiekiem, który chce zrobić karierę, swoje życie przeżyć, nie tylko służąc innym. Wiele z tego wsparcia zostało cofniętego. To jest tak, jakby ktoś miał służącą, i nagle by mu ją odebrano i dziwiłby się, że nie potrafi sobie ze wszystkim poradzić – wyjaśnia prof. Popiołek.
Mężczyźni często nie dostrzegali tego wsparcia. Stevan E. Hobfoll, psycholog, przytacza anegdotę obrazującą tę sytuację. Kiedyś przyszedł do domu pewnego mężczyzny, który twierdził, że jest bardzo samodzielny. Gdy rozmawiali, żona przyniosła mu sweter, bo było zimno, postawiła przed nim herbatę, poinformowała, że odebrała trzy rozmowy telefoniczne i co odpowiedziała dzwoniącym, przypomniała mu, że musi wziąć tabletkę.
– Ten mężczyzna nie zdawał sobie sprawy, że cały czas korzysta ze wsparcia żony, bo ono było tak naturalne dla niego jak oddychanie – mówi prof. Popiołek.
– Mężczyźni mają dzisiaj poczucie, że nie sprawdzają się w realnym życiu, nie mają takiej pozycji jakby chcieli i uciekają od rzeczywistości, w internet, w gry. Tam mogą być kimś, wygrać, łatwo zdobyć wysoki wynik i osiągnąć sukces – ocenia prof. Popiołek.
Czy dla mężczyzn nie ma żadnej nadziei? – Jest nadzieja, oczywiście – odpowiada pani profesor.
– Mężczyźni powoli oswoją się z nowymi rolami, zaakceptują, że urlop tacierzyński to nie jest nic strasznego, znajdą radość w kontakcie z dziećmi, bo będą częściej z nimi przebywać. Już niektórzy zaczynają lubić gotować, bo to się stało modne. Może tendencja do tego, żeby za wszelką cenę osiągnąć sukces zacznie się zmniejszać, bo ludzie pragną czerpać radość z życia, z codzienności, a nie z sukcesów, które czasami bywają pozorne – dodaje.
Prof. Popiołek uważa, że świat zmierza w kierunku androgynii, czyli takiego ukształtowania psychiki ludzi, że będzie ona łączyć w sobie cechy charakterystyczne zarówno dla tradycyjnie pojmowanej męskości, jak i kobiecości. Kobiety będą więc np. jednocześnie opiekuńcze i niezależne, a mężczyźni – agresywni, ale i łagodni, w zależności od sytuacji, w której się znajdą. Zamiast schematów odczuwania i działania zgodnego z płcią, które są nam wdrukowywane przez rodziców i otoczenie od urodzenia, będziemy zachowywać się i odczuwać, czerpiąc z całego arsenału ludzkich, a nie tylko męskich lub kobiecych, cech.
– Kobiece zachowania, sposób komunikacji, są potrzebne też w korporacjach, w świecie biznesu – mówi profesor Popiołek.
Za kilkadziesiąt lat o przynależności do określonej płci mogą więc tylko decydować cechy płciowe, a nie zachowanie czy wygląd.


Wcale nie musi pracować w którejś z wielkich międzynarodowych firm, może być też urzędnikiem albo sprzedawcą w sklepie odzieżowym. To mężczyzna, który urodził się i umrze w garniturze, nie zawsze dobrej jakości. Mógłby chodzić tak ubrany przez całą dobę. To jego zbroja. Człowiek sukcesu, który prze jak taran przez życie. Nie znosi porażek i ludzi, którzy do nich się przyznają. Napędzają go do pracy kolejne modele iPhone’ów, które musi mieć. Tak jak ludzie prehistoryczni polowali na mamuty, on poluje na coraz to nowsze gadżety. Rodzinę również traktuje jako łup, musi mieć najładniejszą żonę na osiedlu i najmądrzejsze dzieci. Po czterdziestce jest częstym pacjentem gastrologów, choć przed znajomymi ukrywa problemy ze zdrowiem, albo prawników specjalizujących się w rozwodach. Lubi sport, ale tylko efektowny. Nie nordic walking, tylko maraton albo skoki ze spadochronem.


Mężczyzna odważny, który nie boi się kobiecego pierwiastka w sobie. Nie tylko lubi dbać o siebie bardziej niż przeciętny facet, ale też umie wyrażać emocje inne niż gniew i złość. Może być prężnym przedsiębiorcą, zarządzającym sporą grupą ludzi, ale gdy opowiada o swoim synu, oczy mu się szklą. Za prototyp metroseksualnego mężczyzny uznaje się piłkarza Davida Beckhama, który dziś, już na piłkarskiej emeryturze, mnóstwo czasu poświęca czworgu dzieciom, trzem synom i najmłodszej córce, zachwycając się każdym dniem z nimi. A żona Victoria robi karierę jako projektantka mody... Pan metroseksualny może nie wymieni żarówki w salonie, ale za to chętnie wybierze się z partnerką na zakupy, w czasie których będzie, jako znawca najnowszych trendów, nieocenionym osobistym stylistą. Nawet nie trzeba mu wybaczać, że podbiera nam kosmetyki, bo on ma swoją własną półkę z kremami, żelami i peelingami.