Jak znaleźć mężczyznę z nagrania z Iwoną Wieczorek? Czy przestępca w przebraniu może się czuć bezpieczny? - opowiada policyjny ekspert

Gabriela Jatkowska
Gabriela Jatkowska
Kadr z filmu, na którym widać Iwonę Wieczorek oraz "mężczyznę z ręcznkiem"
Kadr z filmu, na którym widać Iwonę Wieczorek oraz "mężczyznę z ręcznkiem"
Ostatnio media obiegła elektryzująca wiadomość o tym, że śledczym, pracującym nad sprawą Iwony Wieczorek, udało się odnaleźć słynnego „mężczyznę z ręcznikiem”, jak nazwano osobę idącą za 19-latką w noc jej zaginięcia. Czy aby na pewno? Policja opublikowała wizerunek mężczyzny, który został zarejestrowany parę lat temu w Międzyzdrojach. Mężczyzna był bywalcem tamtejszej promenady i graczem w tzw. "trzy kubki". Dzień po opublikowaniu jego wizerunku, ów człowiek zgłosił się na komendę policji. Został on jednak wypuszczony, policja zaś nie odpowiada na pytanie, czy mężczyzna idący za Iwoną Wieczorek w noc jej zaginięcia oraz ten oszukujący metodą na "trzy kubki", to ta sama osoba. O tym zdecyduje policyjny ekspert, który bada, czy podejrzewany człowiek jest tą osobą zarejestrowaną na nagraniu z monitoringu? Podobnych fachowców z dużym doświadczeniem jest w Polsce zaledwie kilku.

Na forach internetowych zajmujących się sprawą Wieczorek, zawrzało. Uczestnicy dyskusji prześcigali się w ustalaniu, czy to może być ten sam mężczyzna, ile miał wówczas lat, na ile lat wygląda dziś. Czy ma te same uszy, nos? Gdzie jest słynny tatuaż, który mężczyzna z ręcznikiem miał ponoć mieć na plecach, co rzekomo zostało zarejestrowane na nagraniu nigdy przez policję nieudostępnionym. Rozmawiamy z prof. Bronisławem Młodziejowskim, antropologiem nagrań monitoringu, czyli ekspertem analizującym i porównującym nagrania, zdjęcia osób w celu ich identyfikacji.

Czy mężczyzna z ręcznikiem i ten od gry w "trzy kubki" to te same osoby?

Nie jestem w stanie tak na pierwszy rzut oka tego stwierdzić. Nie robię nic na oko. Nie powiem pani nic na temat wieku obu tych mężczyzn. Myślę, że te nagrania dopiero będą zlecane w celu dokonania rzetelnych badań. Nagranie z Sopotu z 2010 roku jest wyjątkowo kiepskiej jakości, w dodatku mężczyzna jest w dużym oddaleniu, co ma bardzo duże znaczenie. Wszystko jest uzależnione od rozdzielczości zapisu dowodowego, w tym wypadku tego nagrania z Sopotu. W Stanach Zjednoczonych czy Rosji są kamery, dzięki którym można zaobserwować nawet pyłki kurzu. Polska rzeczywistość jest taka, że większość monitoringów miejskich to narzędzia starego typu, nie inwestuje się w nowe rozwiązania. Dobry monitoring jest na Dworcu Centralnym w Warszawie, na Stadionie Narodowym, czy w automatach komunikacji miejskiej. Dużo gorsze są już w bankomatach.

W tej sprawie wciąż brakuje jednego ogniwa. Wszyscy myśleli, że tym ogniwem będzie mężczyzna idący w noc zaginięcia za Iwoną. Ale nie wiem, czy na obu nagraniach jest ten sam mężczyzna.

Na czym polega badanie monitoringu?

Technika takiego badania jest prosta i jednocześnie skomplikowana. Mamy odpowiednie narzędzie do przechwytywania materiału wideo – czyli stopklatek. Obraz jest ciągły, jeśli mamy wyświetlane 24 klatki na sekundę. Mogę co sekundę zmienić obraz, który chcę uzyskać. Z tego obrazu pobieram określone wycinki twarzy człowieka. Powiększam je do wartości podprogowej, która dyktowana jest rozdzielczością – gdzie dochodzimy do obrazu rozpikselowanego i rozmazanego.

Co analizuje się w pierwszej kolejności? Które cechy anatomiczne są najważniejsze przy tego rodzaju porównaniu obu nagrań? Co się w pierwszej kolejności odrzuca?

Gdybym miał panią identyfikować, to za pomocą znamienia na policzku, one są niezwykle istotne. Jeśli tak jak u pani, człowiek na obu nagraniach będzie miał znamię w tym samym miejscu – pieprzyk na prawym policzku – mogę stwierdzić z prawdopodobieństwem graniczącym z pewnością, że to ten sam człowiek. Zatem do przestępstw się pani nie nadaje.

Analizuję ponadto ukształtowanie czoła, linię owłosienia, pigmentu włosów, kształtu włosów, budowy brwi, wysokości guzów nadoczodołowych, budowy okolicy jarzmowej nosa. Jeśli występują cechy zgodne oraz znamiona – przebarwienia, odbarwienia, pieprzyki – one nam te identyfikację uprawdopodobniają. Musimy mieć do identyfikacji kategorycznej trzy znamiona indywidualne. Ważnym aspektem jest mimika która powoduje m.in. marszczenie twarzy, a więc jej zniekształcenia. Na twarzy mamy 33 pary mięśni mimicznych. Biegły analizuje wszystkie cechy morfologiczne. I tak w przypadku ucha, na którym jest kilkanaście różnych cech, musimy pamiętać, że to jest bardzo istotny element twarzy. Możemy go analizować tylko na dobrym materiale dowodowym, pod warunkiem, że widać na nim ucho.

Dodam w tym miejscu, że w pewnym sensie każdy z nas jest biegłym ds. identyfikacji osób. Codziennie dokonujemy identyfikacji osób, które stają na naszej drodze. Część osób znany, z częścią osób współpracujemy. Ale są osoby, które jedynie spostrzegliśmy, ich wizerunek został zarejestrowany w naszej głowie.

Biegły także dokonuje tej oceny swoim subiektywnym przecież okiem. Są dowody na to, że szereg osób patrzy, ale nie widzi. Są takie ograniczenia mózgu, które powodują, że analizuje on cechy ekstremalne, podczas gdy inne są bardziej diagnostyczne i ich nie analizuje.

Co przesądza o wykluczeniu danego człowieka, o wyeliminowaniu go z obecności dostarczonego panu nagrania?

Jeśli mam niezgodność dwóch, trzech cech, najczęściej piszę, że nie mogę go wykluczyć, ale prawdopodobieństwo, że to, jest niskie. Sąd pyta – to w jakim procencie? – Wysoki sądzie, ja się procentami nie zajmuje – odpowiadam. Nie można wydawać opinii kategorycznych pozytywnych, tylko gradację opisową – wysokie, średnie, niskie. Natomiast jedna cecha diametralnie różniąca się, może rozstrzygać o opinii kategorycznej negatywnej. Ktoś ma koniuszek nosa lekko zadarty ku górze, odsłaniający otwory nozdrzy, a ktoś inny – ma koniuszek opadający zasłaniający nozdrza. Jeśli zatem mamy te osoby na dwóch nagraniach (dowodowym i porównawczym), na podstawie tej konkretnej cechy koniuszka nosa, wykluczamy go kategorycznie.

Pozytywnie kategorycznie stwierdzam tę zgodność stosunkowo rzadko.

Dokonywał pan analizy osoby, która miała być widziana na śmieciarce przejeżdżającej w noc zaginięcia Iwony Wieczorek. Niektórzy doszukiwali się tam leżącej postaci, widzieli jej twarz, wręcz twarz zaginionej Wieczorek. Co z tej analizy wyniknęło?

Do Polskiego Towarzystwa Kryminalistycznego zwróciła się firma detektywistyczna z próbą wyostrzenia obrazu, by uzyskać informację, czy na śmieciarce jest zaginiona Iwona Wieczorek. Wydałem wówczas opinię odmienną od ich oczekiwań. Stwierdziłem, że nie jest to żadna twarz, ale zestaw obrazów, które subiektywnie mogą ją przypominać. Niektórzy ludzie dopatrują się np. postaci świętych w chmurach czy na szybach. Koniec końców odstąpiono od tego wątku wywiezienia zaginionej tym pojazdem.

Od czego Pan zaczyna analizę. Mówiliśmy już o twarzy. Co z resztą ciała?

Oprócz obrazu najważniejszego, czyli twarzy, analizujemy sylwetkę i cechy behawioralne.

W materiale porównawczym powinienem mieć przede wszystko całą sylwetkę, sfotografowaną z przodu, z tyłu, a także trzy czwarte prawego i lewego boku. Powinienem dysponować ciągłym plikiem wideo, nie stacjonarnym, abym mógł wybrać klatki kompatybilne z ujęciem dowodowym. Idealnie by było, gdybym mógł mieć możliwość pomiarów ciała, czyli np. szerokość barkową, długość kończyn górnych i dolnych. Ale punkty pomiarowe są najczęściej przykryte odzieżą. Trzeba się wówczas skupić na cechach behawioralnych związanych z motoryką. Rzadko kiedy nasza sylwetka przyjmuje postawę idealną w czasie chodzenia. Ważną rolę odgrywają kończyny górne, to one bowiem ustawiają nam środek ciężkości – niektórzy wysuwają szyję ku przodowi, inni się garbią. Są osoby, które pakują na siłowniach, zażywają anaboliki – mówimy wówczas o „facecie bez szyi”. Inni stawiają nogę ku wewnątrz, inni stają najpierw na pięcie. Wszystko to da się wychwycić i przeanalizować.

O cechach budowy sylwetki oraz o cechach behawioralnych należy jednak opiniować niezwykle ostrożnie. Kiedy zachodzi konieczność podjechania i sfotografowania, nagrania podejrzewanego (zarejestrowanego w czasie przestępstwa) musimy mieć świadomość, że on może specjalnie zmieniać swoje zachowania. Będąc nagrywanym, może starać się ukrywać swoje naturalne cechy behawioralne. Zmienia zachowanie, sposób chodzenia. Powinniśmy zatem dysponować materiałem bezwpływowym. Pod warunkiem oczywiście, że ma się materiał porównawczy – zdarza się niestety, że na moją prośbę o sylwetkę podejrzewanego otrzymuję od zlecającego opinię np. lewy profil twarzy. Tego raczej porównać się nie da.

Pełne badania antropologiczne osób utrwalonych na monitoringu to morfologia twarzy, budowa somatyczna sylwetki i cechy behawioralne.

Jeśli musi się pan skupić na sylwetce i cechach behawioralnych, jak analizować osobę, która na badanym przez pana nagraniu jest pod wpływem alkoholu?

Pijany człowiek charakteryzuje się wiotkim chodem. Nie musi się zataczać, ale jego chód jest miękki, jakby wyreżyserowany. Osoba pijana rzadko kiedy ulega bardzo poważnym uszkodzeniom ciała w trakcie np. wypadku w skutek zwiotczenia mięśni i zmiany środka ciężkości. Człowiek pod wpływem alkoholu unika pozycji pionowej. A chód czteronożny jest nam przynależny od wielu tysięcy lat. Osoba trzeźwa w spotkaniu z samochodem nie ma szans. A pijany może rozbić kierowcy przednią szybę, ale wstanie, otrzepie się i pójdzie dalej. A odpowiadając na pani pytanie - to nie jest naturalne zachowanie tego człowieka, więc oczywiście jego utrwalony wizerunek różnić się będzie od materiału porównawczego. Będzie utrudniał badanie.

A mężczyzna znany jako „Ręcznik”? Jest pod wpływem alkoholu?

Ten materiał nie nadaje się do analizowanie tego typu ustaleń. Być może jest to wynik po skompresowaniu dostępnego medialnie pliku. Monitoring, który otrzymuję do analizowania musi być ciągły, a nie poklatkowy, jak w tym przypadku. Zobaczymy, który z biegłych będzie analizować ten materiał. Jest nas w Polsce zaledwie kilkunastu, z czego z dużym doświadczeniem zawodowym tylko kilku.

Co negatywnie wpływa na efektywne wykorzystanie nagrania? Warunki atmosferyczne?

Najgorsze warunki do identyfikacji – to pora nocna, deszcz, duża ilość świateł sztucznych, oświetlających drogę. To wpływa negatywnie na obróbkę materiału. Także ujęcia z dalekiego planu, jest to rozdzielczość trzykrotnie niższa niż rozdzielczość współczesnego telewizora.

Dodatkowym utrudnieniem są zapewne wszelakie maseczki, które nosiliśmy w trakcie pandemii, kaptury, kominy czy często zakładane przez przestępów kominiarki…

Cechy dolnotwarzowe są wtedy niedostępne. To znacznie utrudnia proces identyfikacji. Byłem powołany jako biegły do sprawy napadu na pewną placówkę bankową. Sprawcy mieli na sobie kominiarki. Byli pewni, że nie zostaną dzięki takiemu zabezpieczeniu rozpoznani. Wycięli sobie jednak zbyt duże otwory na oczy i odsłonili brwi, tęczówkę, ukształtowanie powieki górnej, powiekę mongolską. I z trzech napastników – zidentyfikowałem dwóch. Pojechałem do zakładu karnego w Siedlcach, gdzie do czasu procesu przebywali – dopytywali, kto na nich doniósł. Nie mogli uwierzyć, że zostali rozpoznani, mimo kominiarek.

Przestępcy stosują różne techniki maskowania. Zakładają na siebie kilka warstw ubrań, za duże kurtki itd., ale to łatwo spostrzec. Zapominają o tym, że mięśnie uda i podudzia mają różną objętość, co jest do uchwycenia na monitoringu dowodowym. Wyznaczane są punkty interpolowane, które oddają pewną proporcję. Z tych pomiarów wylicza się wskaźniki somatyczne. Potwierdzają one lub wykluczają możliwość pochodzenia wartości wskaźników od różnych osób.

Czy kobietę trudniej zidentyfikować? Dysponuje ona możliwościami maskującymi jej prawdziwy wygląd, np. makijażem może zmienić twarz, kolorem włosów fryzurę. Że nie wspomnę o zabiegach medycyny estetycznej, którym wciąż jednak panie częściej się poddają, aniżeli panowie. Jak sobie z tym radzi antropolog?

Włosy, barwa, loki, sam makijaż – to wszystko oczywiście zmienia wygląd. Operacja jest zmianą głęboką, ale misterna dłubanina w wyszukiwaniu różnic, które są istotne diagnostycznie, może sobie z tym poradzić. Mimo wszystko – da się to zrobić, jeśli mamy zdjęcia portretowe. Natomiast większość ujęć monitoringowych nie spełnia tych warunków.

Zazwyczaj mamy nagrania z kamer umieszczonych wysoko. Musimy pamiętać o skrótach perspektywicznych, czyli wadach optyki. Jak na kogoś się patrzy z góry to jest mały, ale obserwowany już z dołu – wysoki. Niektóre osoby publiczne warunkują ujęcia swojej sylwetki. Trzeba je kręcić jedynie od dołu, by wydawały się wyższe.

Zdarza się panu porównywać osoby podejrzewane przez policję jako sprawcy z portretami pamięciowymi, powstałymi na podstawie relacji świadków?

Oczywiście, pamiętam świadka, który opisywał sprawcę napadu na bank, jako osobę wyglądającą groźnie, która miała czerwone oczy, a z nich – dosłownie tak to ujął – leciały iskry. Wartość zeznań takiego świadka jest znikoma. Zresztą opisy podawane przez świadków to oddzielna para kaloszy, a świadkowie ekstremalnych zdarzeń konfabulują, nie wiedząc, że to robią.

Pamiętajmy, że na podstawie pamięci świadków rysownik policyjny, czy osoba obsługująca program komputerowy, odtwarza wygląd sprawców. I tak np. byłem biegłym do sprawy strzelaniny, jaka wywiązała się w Parolach w 2002 roku. To było wydarzenie poprzedzające słynną strzelaninę w Magdalence. W Parolach zginął policjant, nadkomisarz Mirosław Żak. Powołany zostałem przez Sąd Okręgowy w Warszawie. Chodziło o odtworzenie obrazów i rekonstrukcji dokonanej przez świadków w stosunku do dwóch oskarżonych. Wykazałem w opinii, że ani jeden ani drugi nie odpowiada cechom dwóm oskarżonych. Sprawcy do dziś pozostają nieznani.

Czy i jak często zdarzają się błędy w takich badaniach?

W 1999 roku dokonano napadu na Marco Cash and Carry w Zabrzu. Trzech sprawców w czarnych garniturach, krawatach, dzierżąc czarne dyplomatki w rękach weszło do budynku, przywitało się grzecznie, a następnie sterroryzowało i skrępowało 3 pracownice i zabrało ponad milion złotych. Wszystko pod okiem kamer. Wyszli niezatrzymani przez nikogo. Przede mną aż pięć instytucji wydawało opinie, wszystkie były mniej lub bardziej zgodne. Ja je obaliłem. I kategorycznie odrzuciłem, że oskarżeni do tej sprawy są na tych nagraniach.

Jeden ze sprawców miał 196 cm wzrostu. W poprzedzających moje badanie opiniach, punktem odniesienia do badania wzrostu tego mężczyzny były drzwi, w których stał. Po tym napadzie te drzwi zamurowano. Ja postąpiłem inaczej. Na jednej stopklatce sprawca stoi przy kierowniczce tego biura, która posiadała klucze do szafy pancernej - przednią częścią przylegając do jej pleców. Pobraliśmy dane wysokości ciała tej kobiety, z uwzględnieniem butów na obcasie, które miała na sobie tego dnia. Na tej podstawie ustaliłem wzrost najwyższego sprawcy – 196 cm. Wszyscy trzej oskarżeni mieli około 175 cm wzrostu. Ta jedna cecha definitywnie wyeliminowała jednego z oskarżonych. Drugi z kolei wyraźnie łysiał w okolicach ciemieniowych, podczas gdy żaden z napastników na nagraniu takich cech nie miał. I to w poprzednich badaniach nie zostało uwzględnione.

Mężczyźni zostali uniewinnieni i wypłacono im odszkodowanie za prawie cztery lata w areszcie. Sprawcy nie zostali wykryci.

A sprawa, która szczególnie zapadła panu w pamięć?

Byłem biegłym w sprawie pielęgniarek z Górnośląskiego Centrum Zdrowia Dziecka i Matki w Katowicach, które bawiły się wcześniakami. Wyciągały je z inkubatora, pozowały z nimi do zdjęć, wkładały do kieszeni fartucha. Moim zadaniem było zidentyfikowanie, które spośród dzieci były w ten sposób traktowane. Jak można sobie wyobrazić identyfikacja takiego malucha jest niezwykle trudna. Nigdy nikt na całym świecie nie identyfikował wcześniaków utrwalonych na zdjęciach. Rodzice tych dzieci udostępnili mi najwcześniejsze zdjęcia tych maluszków. Tydzień w przypadku tak małego człowieczka to szmat czasu na szczęście dzieci miały opaski identyfikujące, które także znacznie ułatwiały sprawę. Udało się to zrobić. A sprawa nie dość, że wzbudziła ogromne oburzenie, to była jeszcze ciekawa ze względu na wyzwanie zawodowe.

Jak długo trwa wykonanie takiej opinii?

Wszystko zależy od eksperta. To kwestia wydolności, doświadczenia, metod pracy. W moim przypadku taka praca trwa około miesiąca. Stosuję metodę opracowywania materiału „nie z pierwszego podejścia”. Zapoznaję się z materiałem, wykonuję wstępną pracę, odkładam. Po czym robię drugie podejście, odrzucam wstępne założenia. Konsultuję niekiedy uzyskane wyniki z osobą bliską mi rodzinnie, a która była biegłym ze specjalnością pokrewną. Ostrożność zawodowa nakazuje sprawdzanie swoich opinii kilka razy.

Pojawiają się zamówienia, które z przyczyn procesowych trzeba wykonać w kilka godzin i też się to robi. Na szczęście jednak stosunkowo rzadko.

Dr hab. Bronisław Młodziejowski - przez 16 lat prezes Zarządu Głównego Polskiego Towarzystwa Kryminalistycznego. Wieloletni wykładowca akademicki, biegły sądowy ds. antropologii. Konsultant Zakładu Medycyny Sądowej w Warszawie. Kierował pracami w Miednoje, w związku z ekshumacją ofiar zbrodni katyńskiej. Badał ślady krwi na płaszczu Zdzisława Marchwickiego zwanego „Wampirem z Zagłębia” , wykonał także jego badania genetyczne już w 1973 roku.

rs

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na Twitterze!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na Twiterze!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Komentarze 2

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

G
Gość
"Także do przestępstw się Pani nie nadaje." Chciałbym wiedzieć, do czego się pani wcześniej nie nadawała. Autorka to ustaliła, ale nie zechciała się z nami tą wiedzą podzielić albo nie widzi różnicy w zapisie "tak że".
G
Gość
Spędzili że sobą wieczorek i po sprawie.
Wróć na i.pl Portal i.pl