Łódzki sąd stwierdził, że duchowny jest niewinny, a oskarżenia o molestowanie, formułowane pod jego adresem przez Marka Lisińskiego, są fałszywe.
Oskarżenia i proces księdza
Marek Lisiński twierdził, że gdy miał 13 lat, ksiądz Zdzisław W. wielokrotnie go molestował w rodzinnej parafii w Korzeniu. Do zdarzeń miało dochodzić od 1981 roku, kiedy Lisiński, będąc ministrantem, nocował u księdza w tzw. organistówce.
W sierpniu 2013 roku Lisiński został współzałożycielem fundacji Nie Lękajcie Się i zaczął pełnić rolę rzecznika ofiar molestowania seksualnego przez duchownych.
Na podstawie jego zeznań, w tym samym roku sąd biskupi uznał księdza W. za winnego. W styczniu 2014 r. duchowny został zwieszony w posłudze na trzy lata, a także dożywotnio zakazano mu pracy z dziećmi. Ksiądz od początku nie przyznawał się do winy.
Lisiński zażądał od kurii rekompensaty w wysokości 200 tysięcy złotych "na terapię, za straty moralne i psychiczne", a, kiedy jej nie otrzymał, skierował pozew do Sądu Okręgowego w Płocku, domagając się już miliona złotych zadośćuczynienia. Sąd potwierdził winę księdza i nakazał przeprosiny, jednak duchowny złożył apelację.
Wizyta u papieża Franciszka
Niedługo później fundacja Lisińskiego opublikowała raport o pedofilii w Kościele, który w lutym 2019 r. wraz z posłanką Joanną Scheuring-Wielgus oraz warszawską radną Agatą Diduszko-Zyglewską przekazał w Watykanie papieżowi Franciszkowi. Papież ucałował go w rękę jako ofiarę kościelnej pedofilii.
Wielkie kłamstwo
11 października 2021 zapadł prawomocny wyrok w sprawie molestowania Lisińskiego. W środę Sąd Apelacyjny w Łodzi opublikował jego pisemne uzasadnienie.
Okazało się, że Lisiński przedstawił trzy różne wersje wydarzeń.
"Tak daleko idące rozbieżności w przedstawianiu tych samych wydarzeń nie da się wytłumaczyć w świetle zasad wiedzy i doświadczenia życiowego, co prowadzić musi do wniosku, że twierdzenia powoda są niewiarygodne" – napisał w uzasadnieniu wyroku łódzki sąd.
Jak podkreślił sąd, ksiądz Zdzisław W. nie tylko od początku zaprzeczał, ale i dowodził, że Lisiński nigdy nie był ministrantem, co potwierdziły zeznania świadków.
Śledztwo dziennikarskie
Do podobnych wniosków doprowadziło śledztwo dziennikarskie przeprowadzone przez "Gazetę Wyborczą" w 2019 roku.
Wyszło wtedy na jaw, że Lisiński pożyczył od księdza W. dużą sumę pieniędzy, której nie chciał oddać. Marek Lisiński poszedł do proboszcza i przedstawił się jako były ministrant jego parafii, który potrzebuje pieniędzy na leczenie żony. Pożyczył ponad 20 tys. zł. Pieniądze zobowiązał się zwrócić po powrocie z Niemiec, gdzie planował pracować.
Gdy ksiądz dowiedział się, że w sprawie choroby żony został oszukany, zażądał zwrotu pożyczki. Marek Lisiński złożył pisemne zobowiązanie do zwrotu pieniędzy. Wkrótce potem napisał do biskupa płockiego pismo, w którym oskarżył proboszcza o wykorzystywanie seksualne.
Lisiński miał również wyłudzić 30 tys. zł od jednego z podopiecznych swojej fundacji, twierdząc, że potrzebuje pieniędzy na leczenie nowotworu trzustki, na który nigdy nie chorował.
Zażądał też 50 tys. złotych od Marka i Tomasza Sekielskich, twórców filmu "Tylko nie mów nikomu", za wystąpienie w dokumencie, na co bracia się nie zgodzili, więc nie pojawił się w tym filmie.
Kiedy sprawa wyszła na jaw, Lisiński złożył rezygnację z funkcji prezesa fundacji Nie Lękajcie Się.
