Syreny alarmowe zagłuszały płacz żałobników. Podczas ostatniego pożegnania 41-letniej łodzianki trudno było powstrzymać łzy.
- Są osoby, które przez życie przechodzą niezauważalne - zaczął mowę pożegnalną st. bryg. Grzegorz Janowski
Łódzki Komendant Wojewódzki PSP w Łodzi - Taka nie była druhna Emilka, która pozostawi piętno w naszej pamięci i naszych sercach...
Ceremonia pogrzebowa Emilii Jadczak rozpoczęła się kwadrans przed południem na cmentarzu na Dołach. Kaplica, w której odbywała się uroczysta msza, wypełniona była po brzegi. Żałobnicy stali przed kaplicą i dalej za bramą wejściową nekropolii. Druhnę żegnała kochająca rodzina, przyjaciele, dzieci z Fundacji "Mała Straż", której była założycielką, łódzcy strażacy, ochotnicy z rodzimego OSP, siostry Urszulanki z zakonu przy ul. Obywatelskiej, koleżanki, koledzy i znajomi. W ostatniej drodze towarzyszyło druhnie ponad 400 osób.
Emilia Jadczak zmarła przed tygodniem w szpitalu w Gliwicach, gdzie leczyła nowotwór szpiku kostnego. O chorobie dowiedziała się w ubiegłym roku. Pomóc mógł jej tylko przeszczep szpiku kostnego od bliźniaka genetycznego. W maju tego roku udało się dawcę znaleźć. Kobieta poddała się operacji i - jak twierdzono - przeszczep się przyjął w 95 procentach. W ubiegły wtorek podczas wizyty kontrolnej w szpitalu druhna źle się poczuła. Niestety lekarzom nie udało się jej uratować.
Nie żyje Emilia Jadczak. Druhna przegrała walkę z chorobą
Emilia Jadczak była druhną w Ochotniczej Straży Pożarnej Łódź-Mikołajew od ośmiu lat, a prywatnie żoną i mamą czworga dzieci (41-latka miała trzech synów i córkę). W 2019 roku druhna Emilka uczestniczyła w Balu Bohaterów 2018, plebiscycie organizowanym przez łódzkie media. Kobieta została nagrodzona za zorganizowanie pieniędzy na leczenie rannych w wybuchu przy ul. Przemysłowej funkcjonariuszy. To nie pierwszy raz kiedy Emilia Jadczak organizowała bezinteresowną pomoc dla innych. Słynęła z tego. Nazywana była druhną o złotym sercu...
