Na początku maja do salonu Pyra Studio przyszedł kontroler ze Związku Producentów Audio-Video (ZPAV). To organizacja zbiorowego zarządzania, która dba o prawa twórców utworów muzycznych i filmowych do wynagrodzenia. Po zakończeniu kontroli menedżer salonu, usłyszał, że musi zapłacić karę wynoszącą prawie 2700 zł. Ponadto miał podpisać umowę z ZPAV zezwalającą na publiczne odtwarzanie muzyki. Wszystko dlatego, że w salonie włączone było radio. A to z kolei ma być klasyfikowane jako publiczne odtwarzanie muzyki, na które trzeba mieć licencję.
- Nie odtwarzamy publicznie muzyki. Nawet nie posiadamy profesjonalnego nagłośnienia, tylko zwykłe radio o niewielkiej mocy - zapewnia menedżer, który przekonuje również, że nie ma zamiaru podpisywać umowy, ani płacić kary dla ZPAV.
- W salonie wywiesiliśmy informację , że muzyka jest tylko dla personelu, a do tego każdy z klientów może podpisać dobrowolne oświadczenie, że nie słucha muzyki podczas usługi. Przecież to jest jakiś absurd - grzmi.
Jego argumenty nie przekonują jednak Bogusława Pluty, dyrektora OZZ ZPAV. - Jeśli odtwarzanie muzyki ma związek z działalnością komercyjną, to trzeba za to zapłacić. Wbrew pozorom klienci zwracają uwagę na to, jaka muzyka jest odtwarzana w salonach - przekonuje Bogusław Pluta.
Sam menedżer odpowiada: - Jeśli klienci mieliby podjąć decyzję o przyjściu do naszego salonu z powodu muzyki to bylibyśmy... bezrobotni. Poza tym muzyka jest często zagłuszana przez pracę fryzjerów.
Menedżer powołuje się także na przykład Marcina Węgrzynowskiego, właściciela salonu fryzjerskiego w Wałbrzychu, który dwa lata temu miał podobny problem ze strony ZAiKS-u. W 2014 roku najpierw Sąd Okręgowy w Świdnicy, a następnie Sąd Apelacyjny we Wrocławiu, oddaliły wniosek ZAiKS-u o zapłatę ponad 900 zł tantiem.
W swoim uzasadnieniu Sąd Okręgowy napisał, że „sam fakt posiadania urządzeń służących do odbioru programu radiowego lub telewizyjnego, nawet gdy są one umieszczone w miejscu ogólnie dostępnym, nie przesądza o zasadności wynagrodzenia”.
- Sytuacja z Wałbrzycha nie jest żadnym precedensem. Sądy w Polsce podejmują różne decyzje i w niektórych trudno dopatrzyć się logiki. Jeśli pracownicy uważają, że muzyka jest niepotrzebna, to niech ją wyłączą i nie używają radia - ripostuje Bogusław Pluta, który jednocześnie zapewnia, że większość właścicieli salonów urody po kontroli ZPAV decyduje się podpisać umowę.
Opinię Bogusława Pluty podziela dr Jakub Kępiński z Wydziału Prawa i Administracji UAM. - Odtwarzanie muzyki w salonach nie jest tzw. dozwolonym użytkiem prywatnym. Oczywiście zgadzam się, że raczej nikt nie idzie do salonu, by słuchać tam muzyki. Jednak warto na ten problem spojrzeć z drugiej strony. Skoro twórca coś stworzył, to należy mu się za to wynagrodzenie.
Z kolei Bogusław Pluta nie ma wątpliwości, że jeśli przedstawiciele salonu urody nie podpiszą umowy z ZPAV, to sprawa najprawdopodobniej skończy się w sądzie. Menedżer zapewnia jednak, że jest na to gotowy.
