- Byliśmy pewni, że te pieniądze będą odciągane, ale nikt nie spodziewał się, że za 10 dni strajku zabierze się nam 50 proc. a w większości przypadków nawet 60 proc. z wypłaty - skarży się jedna z poznańskich nauczycielek.
Nauczyciele podkreślają, że sytuacja jest gorsza w przypadku nauczycieli, którzy otrzymują dodatki motywacyjne. Im większe było wynagrodzenie nauczyciela, tym więcej pieniędzy za czas strajku zostanie mu zabranych.
- To jest bardzo niesprawiedliwe. Nie dość, że stracimy tyle pieniędzy, to jeszcze przykre jest to, co wynika z egzaminów. Mianowicie, egzaminatorzy, którzy przeszli "z ulicy" dostali 300 zł, podczas gdy nauczyciele, którzy wyłamali się ze strajku dla dobra uczniów i zasiedli w komisjach egzaminacyjnych, dostali zaledwie 50 zł - dodaje.
Zobacz też: Strajk nauczycieli 2019: Protest zawieszony od soboty, ale nauczyciele już zapowiadają manifestacje
Nauczycielka nie kryje również niezadowolenia z działań samorządu Poznania.

- Chodziliśmy pod urząd miasta, oczekiwaliśmy konkretnych odpowiedzi na temat tego co stanie się z naszymi pieniędzmi. Pan wiceprezydent, który do nas wyszedł nie był przygotowany. Odpowiadał tylko jak zdarta płyta, że nie można wypłacić nam pieniędzy, bo to niezgodne z prawem. Dodatkowo, do dyrekcji szkoły wpłynęła dwa zupełnie odmienne pisma, dotyczące tego w jaki sposób ma się nam odjąć pieniądze z wypłaty. Chyba coś tu jest nie tak.
POLECAMY:
Zobacz też: Duda: Nauczyciele muszą bardzo ciężko pracować, żeby przetrwać
Źródło: TVN24
