- Nasze stanowisko jest w tej sprawie niezmienne. Pomnika nie wyburzymy, prezydent mówi wprost, że nie podniesie na niego ręki - mówi Maciej Chłodnicki pytany o ostatnie pismo od IPN.
Przypomnijmy, że trafiło ono do ratusza 2 października. Instytut uważa, że pomnik Wdzięczności Armii Radzieckiej propaguje ustrój totalitarny i zgodnie z tzw. ustawą dekomunizacyjną powinien zniknąć .
Ale ratusz jest innego zdania. Swoją odpowiedź ma wysłać do IPN jeszcze w tym tygodniu. Prezydent Rzeszowa pisze w niej, że stosując narrację IPN należy także wyburzyć inne obiekty, które powstały w Rzeszowie w latach 50. ub. wieku, np. dawny Dom Kultury WSK albo komendę policji przy ul. Dąbrowskiego.
„Przyjmowanie jednostronnych i zamkniętych stanowisk oraz wybiórczość w dobieraniu faktów historycznych stoi w sprzeczności z postawą badawczo-naukową, którą Instytut winien reprezentować” – czytamy w piśmie prezydenta Ferenca do prezesa IPN. Jak tłumaczy rzecznik prezydenta nazwa, której używa się w odniesieniu do monumentu jest zwyczajowa, a pomnik taką wymowę stracił już dawno.
- Po pierwsze więcej jest na nim postaci żołnierzy polskich z orłami na hełmach niż radzieckich, więc pomnik upamiętnia głównie ich - mówi Maciej Chłodnicki. - Poza tym w 1966 r. u podstawy pomnika umieszczono tablicę świadczącą o tym, że to symbol 1000-letniej walki o wolność, niezawisłość narodową i lepszy byt społeczeństwa polskiego. Pomnik nie upamiętnia więc Armii Czerwonej, wręcz przeciwnie - dodaje.
Ratusz ma też inny argument na obronę pomnika. Jak podnosi, stoi na terenie dawnego cmentarza żydowskiego, który istniał do 1942 r. To oznacza, że teren ten jest objęty ochroną konserwatora zabytków, a to jeden z ustawowych wyjątków, który pozwala zachować monument.
Ostateczna decyzja w sprawie pomnika będzie należała do ministra kultury i dziedzictwa narodowego. Jeżeli ratusz jej nie wykona to wojewoda może nakazać rozebrać pomnik, a kosztami tej operacji obciążyć ratusz.
ZOBACZ TEŻ: Dzieci śpiewały hymn Polski na Rynku w Rzeszowie