Wspomnienie: Niezwykły zakonnik, o. Alojzy Kosobucki, święty z Podola

Maciej Krasuski
W opinii świętości zmarł zakonnik, który dokonał niezwykłych rzeczy w Kamieńcu Podolskim. - Alojzy, patrzę na Twoje zdjęcie i nie mogę się powstrzymać od łez. Tak płakałem po śmierci rodziców… Pan Jezus też płakał nad grobem Łazarza - takimi słowami podczas mszy pogrzebowej zwrócił się bp Leon Dubrawski ordynariusz diecezji Kamieniec Podolskiej do swojego śp. kapłana o. Alojzego Kosobuckiego.

W tych słowach i we łzach biskupich nie było nic nadzwyczajnego, nic co by zdziwiło licznie zebrany lud boży i przedstawicieli rządowej delegacji z Polski. W świątyni nie było chyba nikogo, kto nie odczuwałby straty, pustki i bólu po śmierci o. Alojzego - fenomenu kapłaństwa i polskiego patriotyzmu. Ten niezwykłej skromności kapłan urodził się 18 października 1969 r. w Szepietówce. Chrzest wraz z siostrą bliźniaczką Lilią przyjął 6 listopada tegoż roku w miejscowej cerkwi prawosławnej. Do oddalonego o 35 km kościoła rzymskokatolickiego w Połonnym, będącym „Mekką” zarówno dla zazbruczańskich katolików, jak i Polaków wywiezionych do Kazachstanu w 1936 r. o. Alojzy zaczyna jeździć już w szkole podstawowej.

„Czasami z Szepietówki pociągiem do kościoła jechało nas z osiemdziesiąt osób. Zbieraliśmy wtedy po parę rubli do czapki dla konduktora i nie kupowaliśmy biletów” - wspominał po latach kapłan, a jego uśmiechowi towarzyszyło delikatne zawstydzenie połączone z urwisowatym poczuciem spłatanego figla „czerwonemu cesarzowi”. W Połonnem mały Lonia (Alojzy to jego imię zakonne) przystępuje do pierwszej komunii świętej. Regularne przyjmowanie sakramentów, świadectwo wiary mamy i bliskich pogłębia jego relację z Bogiem. W sercu i głowie pojawiają się pierwsze drgnienia i myśli o kapłaństwie. Na jednej z homilii słyszy, że liczba kapłanów w ZSRR w stosunku do lat przedwojennych zmniejszyła się parokrotnie. „To mnie zaniepokoiło, poczułem wtedy jakieś wezwanie - jeżeli nie ty, to kto pójdzie ich zastąpić” - wyzna już jako kleryk podczas ŚDM na Jasnej Górze w 1991 r.

Aby być bliżej kościoła wybiera technikum w Ponince, oddalonej o 8 km od świątyni.

Początkowo mieszka w internacie, a potem znajduje schronienie u p. Marii. Kontakt z księżmi i pobyt u miejscowej Polki owocuje zgłębieniem prawd wiary i znajomości języka swoich przodków. Budzi się w nim zainteresowanie literaturą i historią Polski. Sowiecka szkoła jest jednak dla przyszłego paulina także próbą wiary. Wraz z innymi ministrantami znosi ją mężnie i mimo szykan nie daje się wcielić do komsomołu.

W 1987 r. spełnia się sen na jawie rozmarzonego młodzieńca. Młody Leon jedzie turystycznie na Jasną Górę, którą do tej pory znał tylko z „Potopu” H. Sienkiewicza. Tu powracają myśli o kapłaństwie. Tak to wspomina: „podczas pobytu w Częstochowie ciągnęło mnie do najważniejszego miejsca - Kaplicy z Cudownym Obrazem. Tutaj wróciła myśl o kapłaństwie i nieśmiałe marzenie, żeby zostać paulinem, zakonnikiem. Pragnienie tłumiły wątpliwości czy to jest możliwe. Sceptycyzm został zwyciężony i po modlitwie zapukałem do furty klasztornej. Byłem coraz bardziej przekonany, że sprawa mojego powołania stała się sprawą Matki Bożej Jasnogórskiej”.

Po powrocie do Szepietówki zostaje wcielony do Armii Czerwonej. Nagły wypadek i operacja powodują, że zostaje zwolniony ze służby wojskowej, a po rekonwalescencji dostaje pozwolenie na wyjazd do Polski. Teraz szczęście wrażliwego rudowłosego młodzieńca jest pełne. W 1988 r. na Jasnej Górze wstępuje do Zakonu Paulinów i przyjmuje imię zakonne Alojzy. Jest pierwszym powołanym zza żelaznej kurtyny. Wyczerpany limit okresu pobytu w Polsce zmusza jednak młodego paulina do powrotu na Ukrainę. Nie chce tracić czasu i podejmuje studia filozoficzne w jedynym na całe ZSSR seminarium w Rydze.

- Jak my sobie poradzimy, przecież na to są potrzebne pieniądze? - zachodzi w głowę zatroskana matka, która sama wychowuje dzieci od momentu, gdy skończyły siedem lat.

- Ja pójdę do pracy i mu pomogę - deklaruje nastoletnia siostra bliźniaczka o. Alojzego.

Zmiany polityczne powodują, że po roku spędzonym w ryskim seminarium, gdzie mieszkał w jednej sali wraz z szesnastoma innymi klerykami, o. Alojzy przenosi się do seminarium na Skałce w Krakowie. W 1995 r. w Satanowie z rąk bp. Jana Olszańskiego, niezłomnego pasterza Podola, przyjmuje święcenia kapłańskie.

W 1997 r. przełożeni paulinów upoważniają o. Alojzego do prowadzenia rozmów o odzyskanie podominikańskiego kościoła św. Mikołaja w Kamieńcu Podolskim. Świątynia zostaje zwrócona katolikom. Właściwie tylko jej mury, bo w 1993 r. w bezchmurny dzień „uderzył w nią piorun” i spłonęły wszystkie dachy, wystawiając na zalanie obnażoną konstrukcję.

W 1999 r o. Alojzy zostaje przeorem klasztoru w Kamieńcu Podolskim. Renowację świątyni zaczyna od ekshumacji i pochówku szczątków setek pomordowanych i pogrzebanych w podziemiach świątyni Polaków (to zapewne ten fakt miał ukryć „zagadkowy” pożar świątyni). Chce w pełni przywrócić blask odzyskanej świątyni. Opiekuje się także wspólnotami i odbudową kościołów w: Żwańcu, Różynie, Oryninie, Kołybajówce (Janczyńce), i Zińkowcach. Ściąga drzewo na więźbę dachową z Karpat, blachę miedzianą z Polski, nadzoruje postępy prac. Oczywiście na wszystko zbiera pieniądze, gdzie się tylko da i zabiega o dofinansowanie z różnych źródeł. Śpi po dwie, trzy godziny na dobę, najczęściej w samochodzie. Przygotowując kazanie, modląc się lub studiując plany odbudowy niejednokrotnie zdarza mu się spędzić noc śpiąc na krześle.

Przepracowanie kończy się tragicznie. Chronicznie niewyspany i zmęczony w 2004 roku spada z rusztowania w kościele, z kilkunastu metrów, uderzając głową w posadzkę. Stan jego jest beznadziejny, wręcz krytyczny. Życie ratują mu dwaj Polacy. Ociec i syn - chirurdzy z Kamienieckiego Szpitala Rejonowego. Bez tomografu, bez rezonansu magnetycznego z powodzeniem przeprowadzają operację usunięcia krwiaka z mózgu. Po rehabilitacji w Polsce o. Alojzy wraca na dawne obroty.

Po tym wypadku oo. Paulini przenoszą księdza Alojzego do Różyna na Żytomierszczyznę, ale po odrestaurowaniu przez niego tamtejszej świątyni pw. Bożego Ciała, o. Alojzy wraca do Kamieńca. - Ksiądz tak ciężko pracuje, tyle ma trudności, a zawsze widzę księdza uśmiechniętego. Czy kiedykolwiek ksiądz jest zmęczony, ma depresję…? - zapytała go ze zdziwieniem na miesiąc przed śmiercią p. Halina ze Lwowa.

- Tak, czasami mam dość … Dopada mnie zwątpienie i zniechęcenie jak ludzie (Polacy, parafianie) wyjeżdżają stąd na stałe. To trochę trwa, ale potem mija - odpowiada ze smutkiem okraszonym dobrotliwym uśmiechem.

Ciężko pracując, o. Alojzy nigdy nie zapomina jednak o kapłaństwie i odbudowie wspólnot parafialnych. Odprawia msze, uroczyste nabożeństwa i procesje, znajduje czas na spowiedź, śluby, pogrzeby, chrzty, głoszenie Słowa Bożego, pochyla się nad każdą spotkaną duszą. Wtedy nigdzie mu się nie spieszy. Niestrudzenie odwiedza chorych.

Jego posługa nie pozostaje bez śladu i w jego współbraciach w kapłaństwie.

- To co dla mnie, dla nas kapłanów zostaje (po o. Alojzym), to ta gorliwość, święta gorliwość o rzeczy Boże. Niech to zostanie jako iskra, która będzie, we mnie - w nas kapłanach przywoływała do gorliwości, do ofiarności, do oddania życia… - powiedział podczas mszy pogrzebowej jego kolega z seminarium i przyjaciel o. Mariusz Tabulski.

Dla miejscowych zdziesiątkowanych Polaków (przed 1936 rokiem w Kamieńcu żyło ponad 10 tys. Polaków, a po roku 1937 ich liczba nie przekraczała 2,5 tys.) był ostoją i latarnią polskości. Polskości odwołującej się do rycerskich tradycji z ryngrafem Maryi na piersiach i nie przeszkadzało mu to, że czasami jego patriotyzm był niezrozumiany. Trwał w nim niczym błędny rycerz z La Manchy. Imponująca była jego znajomość historii Podola i historii Polski. Był pasjonatem historii sztuki. Bp Leon powie o nim: wie, w którym kościele znajduje się dany obraz, kiedy i przez kogo został namalowany, zna każdy detal architektoniczny. Wie takie rzeczy, których nie wiedzą nawet ministrowie w Kijowie.

O. Alojzego nie załamywały żadne trudności, ani władze Ukrainy, które nie tylko go nie wspierały w restauracji zabytku, ale wszczęły przeciw niemu postępowanie karne za przeniesienie z katedry do kościoła św. Mikołaja ambony tureckiej (tu było jej historyczne miejsce), ani niespełnione obietnice polskich urzędników o wsparcie. Pokonała go dopiero dżuma XXI w.

Po prawie miesiącu walki o. Alojzy zmarł na COVID-19 w kamienieckim szpitalu. Nie miał z tą chorobą większych szans. „Wypadek” w sowieckiej armii był „zwykłym” pobiciem, które spowodowało pęknięcie śledziony i konieczność jej usunięcia. Obniżona odporność już wcześniej wielokrotnie skazywała go na zapalenie płuc.

Podczas mszy żałobnej o. Alojzy zostaje pośmiertnie odznaczony przez Prezydenta RP Krzyżem Komandorskim Orderu Zasługi Rzeczypospolitej Polskiej, pięknie przemawiają ministrowie, bracia paulini i tylko lud boży, dla którego on odbudował najstarszą i jedną z najpiękniejszych świątyń na Podolu milczy. Ktoś o nim zapomniał. Trwa z zamkniętymi ustami aż do momentu skończenia wzniosłego kazania przez prowincjała, o. Romana.

- Santo subito! , Santo subito!... - odbija się od pięknych, odrestaurowanych stiukowych ścian świątyni.

Lud przemówił! Lud, dla którego bardziej niż budowniczym był żarliwym, oddanym, ale i wymagającym kapłanem. Człowiekiem, który nigdy nie wyzbył się dziecięcej ufności w dobro i zachwytu nad światem. Jego jasne i czyste spojrzenie rozjaśniało nawet najbardziej zatroskane oblicze, otwierało mu okno do nieba.

- Wiesz synku, zmarł ksiądz Alojzy, może i czasami wam przeszkadzało, że z ojcem dyskutowali do czwartej nad ranem, ale zawsze się za was modlił, za każdym razem was błogosławił - mówi w ten czarny dla nas dzień wzruszonym głosem moja żona do naszego zbuntowanego na wszystko piętnastoletniego syna.

- To chyba tylko tobie, mamo przeszkadzało - odpowiedział ze łzami w oczach.

Autor wspomnienia był wicekonsulem RP we Lwowie

emisja bez ograniczeń wiekowych
Wideo

Strefa Biznesu: Ceny złota na nowym, historycznym poziomie

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na X!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na X!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

Materiały promocyjne partnera

Materiał oryginalny: Wspomnienie: Niezwykły zakonnik, o. Alojzy Kosobucki, święty z Podola - Portal i.pl

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Wróć na i.pl Portal i.pl