Zagłębie Lubin do Krakowa jechało po przełamanie. "Miedziowi" mają za sobą kiepski początek sezonu, ponieważ nie wygrali żadnej z trzech ligowych potyczek i odpadli z Fortuna Pucharu Polski z drugoligową Chojniczanką Chojnice. Ligowa czołówka zaczęła się oddalić, dlatego podopieczni Martina Ševeli z "Pasami" wygrać po prostu musieli.
Cracovia jest w równie słabej, jeśli nie jeszcze gorszej dyspozycji na początku 2021 roku, lecz Zagłębiu przy Kałuży nigdy nie grało się dobrze. Ostatni raz lubinianie wrócili z kompletem punktów ze stadionu Cracovii w 2018 roku.
Trener Ševela od razu postawił w wyjściowym składzie na sprowadzonego w tygodniu z pierwszoligowego Radomiaka Radom Karola Podlińskiego. Rosły 23-letni napastnik do spółki z Dejanem Dražiciem i Patrykiem Szyszem od początku nękali defensywę gospodarzy. Wynik otworzył ten ostatni i to jak! W 10 min złożył się do efektownej przewrotki, trafił w piłkę bardzo czysto i ta wpadła do bramki tuż pod porzeczką. Gol sezonu? Na pewno mocny kandydat do tego tytułu.
Zagłębie było drużyną lepszą, ale w 30 min znów mieliśmy remis, po pechowej interwencji Lorenco Šimicia, który zaskoczył własnego bramkarza. To drugi z rzędu mecz, w którym obrońca "Miedziowych" pakuje piłkę do własnej bramki. Tuż przed przerwą goście odzyskali prowadzenie. Wzorowo wyprowadzony kontratak wykończył Filip Starzyński.
Kluczowa dla przebiegu tego spotkania była 53 min. Daniel Pik sfaulował we własnym polu karnym Jakuba Żubrowskiego, za co zobaczył drugą żółtą i w konsekwencji czerwoną kartkę. Do piłki ustawionej na 11 metrze podszedł Starzyński i ze stoickim spokojem podwyższył prowadzenie swojej drużyny.
Potem jednak Zagłębie, zamiast iść za ciosem i wykorzystać osłabienie rywala, całkowicie stanęło. Cracovia w dziesiątkę grała lepiej niż w komplecie i kilka razy pod bramką Dominika Hładuna zrobiło się bardzo niebezpiecznie. W 68 min Podliński sfaulował we własnej szesnastce Pelle van Amersfoorta i choć początkowo prowadzący te zawody Szymon Marciniak przyznał gospodarzom rzut wolny, to po konsultacji z wozem VAR wskazał na "wapno". Powtórki wykazały, że faul miał miejsce w polu kanrym. Holender postanowił sam wymierzyć sprawiedliwość, ale przegrał pojedynek z Hładunem. Bramkarz Zagłębia wyczuł jego intencje i obronił strzał.
Cracovia dalej naciskała i w 72 min dopięła swego, strzelając bramkę kontaktową. Jej autorem był rezerwowy Filip Piszczek. To trafienie podziałało otrzeźwiająco na przyjezdnych, którzy w końcu wzięli się w garść i zamknęli mecz czwartym golem. W 86 min zdobył go Šimić, odkupując swoje winy z pierwszej połowy. Chorwat wyskoczył najwyżej do piłki zacentrowanej przez Starzyńskiego. Dwie minuty później sfrustrowany Luís Rocha chamsko sfaulował jednego z piłkarzy Zagłębia i wyleciał z boiska.
Zagłębie osiągnęło swój cel, ale kibice w Lubinie mają prawo cieszyć się nie tylko z trzech punktów, ale także gry ich ulubieńców. "Miedziowi" pokazali się z bardzo dobrej strony, kreowali wiele sytuacji i strzelali efektowne bramki. Czy wróciło stare dobre Zagłębie? Czas pokaże, ale powody do optymizmu są.
