- To mój błąd, że poszedłem do tego klubu sam. W środku nie było jeszcze klientów, tylko obsługa. Usiadłem, dosiadły się dwie dziewczyny. Zamówiłem whisky. Pamiętam pierwszego drinka, drugiego przyniósł mi kierownik klubu do stolika i po nim już nic. Totalne zaćmienie – opowiada Michał.
Klub ze striptizem Białystok. Klient stracił świadomość, pieniądze, auto i broń
W lokalu ze striptizem w centrum Białegostoku 35-latek był w sobotę, 16 lutego. Twierdzi, że obsługa odurzyła go i okradła jego kartę kredytową. – Następnego dnia sprawdziłem stan konta, przeliczyłem, że brakuje 55 tysięcy złotych. Transakcje wykonywane były nawet co dwie minuty. To niemożliwe, żeby tak płacić – mówi Michał.
Mężczyzna sprawę zgłosił na policji. Trwa postępowanie, które nadzoruje Prokuratura Rejonowa Białystok-Południe. Trwają czynności. Zlecono badanie toksykologiczne próbki moczu pobranej od Michała. Wyniki mogą być nawet za miesiąc.
Skontaktowaliśmy się z właścicielem klubu. Chce pozostać anonimowy. Mówi, że takie oskarżenia – jego zdaniem bezpodstawne – byłyby bardzo dużą antyreklamą dla jego lokalu.
– Ten klient się u nas bardzo dobrze bawił, nikt go nie odurzał. Dla całej sali stawiał szampany Dom Perignon, Moët. To nie są tanie alkohole. Butelka Dom Perignon kosztuje 6600 złotych! Wiem od kelnerek, że klient stał przy barze i krzyczał cały czas, żeby stawiać szampany. Płacił i kazał podawać. Przecież mu nie powiem: przepraszam, ale pan już za dużo pieniędzy wydał. Klub zarabia na sprzedaży alkoholu – mówi nam właściciel.
Podkreśla, że swój biznes prowadzi od kilkunastu lat i zawsze dba o bezpieczeństwo. Bo chce, żeby klienci wracali.
Więcej przeczytasz w piątkowym wydaniu Kuriera Porannego.