- Musiałam dostać zaświadczenie, żeby mieć ze sobą butelkę z wodą. Lekarz, którego o nie poprosiłam, powiedział, że głupszego dokumentu w życiu nie wystawił - mówi jedna z kobiet zatrudnionych przy kasach. - Uwłaczające było też przebieranie się w jednej szatni z mężczyznami - dodaje.
Relację potwierdza inny z zatrudnionych. - Jest jedna wspólna szatnia. Osoby wrażliwe musiały uporać się ze wstydem - przyznaje pracownik E.Leclerca.
Kolejny zarzut? Traktowanie pracownika jak potencjalnego złodzieja. - W pokoju socjalnym nie ma kubków. Można przynosić własne, ale wcześniej ochroniarze oklejają je specjalnymi znaczkami. Jeszcze rozumiem, że oznaczają słodycze, bo ktoś może próbować wynieść je ze sklepu, ale kubki i widelce - dziwi się kobieta.
- Pracowałem po 12 godzin i miałem tylko dwie przerwy po 15 minut. Za pięć złotych za godzinę. Ta stawka nie jest adekwatna do obowiązków - mówi pracownik E.Leclerca.
Według części zatrudnionych w tym hipermarkecie, zastraszanie przez kierownictwo to codzienność.
Małgorzata Wójcik-Szymuś, prezes spółki Turisdis i dyrektor E.Leclerca przy ul. Turystycznej, utrzymuje, że zatrudnionym zapewnia oddzielne szatnie. Broni zakazu jedzenia i picia przy kasach. - Chciałby pan być obsługiwany przez pracownika, który akurat coś konsumuje? - pyta.
Ale czy picie wody w czasie upałów nie zasługuje na taryfę ulgową? - W sklepie jest klimatyzacja. Ponadto nie ma problemu, by wyjść do pomieszczenia socjalnego napić się czy skorzystać z toalety - zapewnia.
Przyznaje, że jest zaskoczona posądzeniem o zastraszanie.
- Mamy młodą ekipę, pracownicy raczej starają się pomóc kolegom. Do tej pory nikt się nie skarżył na złe traktowanie - utrzymuje Wójcik-Szymuś. - Jesteśmy w Lublinie od lat. Staramy się dbać o opinię klientów i pracowników. Czekam na wyjaśnienie od nich.
O sprawie dowiedzieliśmy się, gdy znajomy jednej z pracownic zrelacjonował sytuację na portalu społecznościowym. Opisana przez niego agencja zatrudnienia zarzuca mężczyźnie rozpowszechnianie nieprawdziwych informacji. Sprawa została zgłoszona do prokuratury.
- Próbowaliśmy się dogadać z agencją, ale zaczęła nam zarzucać, że ją zniesławiamy. Teraz nie odpuścimy - zapowiada kobieta zatrudniona przy kasie.
- Rozpoznamy sprawę - zapewnia Danuta Serwinowska, zastępca okręgowego inspektora pracy w Lublinie. Sprawą się zainteresowało stowarzyszenie Obywatelska RP.
ZOBACZ TEŻ:
Dlaczego ludzie wyładowują swoją frustrację na osobach pracujących w usługach?