- Analizujemy sytuację i już teraz zastanawiamy się, kogo wystawić w przyszłorocznych wyborach do Parlamentu Europejskiego. Chcemy osiągnąć jak najlepszy wynik, więc myślimy o osobach, które będą gwarantowały sukces listy - mówi nam jeden z ważnych polityków Prawa i Sprawiedliwości.
PiS liczy, że będzie mógł zdobyć w naszym regionie nawet trzy mandaty. W tym pomóc mają znane nazwiska. W partii Jarosława Kaczyńskiego mówi się, że do Parlamentu Europejskiego mogłyby kandydować trzy posłanki. Chodzi o Beatę Kempę, Annę Zalewską i Elżbietę Witek - wszystkie są blisko związane z byłą premier Beatą Szydło. Do czasu rekonstrukcji rządu mogły się pochwalić bardzo mocną pozycją. Po zmianach tylko jedna z nich, Anna Zalewska utrzymała swoją funkcję - ministra edukacji narodowej.
Beata Kempa przestała być szefową Kancelarii Premiera. Mateusz Morawiecki wyznaczył jej nowe zadanie - koordynacji pomocy humanitarnej i spraw uchodźców. Elżbieta Witek pożegnała się zaś z funkcją szefowej gabinetu politycznego premier. W Prawie i Sprawiedliwości mówi się nawet, że Beata Kempa, która była posłanką Solidarnej Polski, partii Zbigniewa Ziobry, mogłaby otwierać dolnośląską listę.
- We Wrocławiu nie mamy teraz tak mocnego i znanego polityka, który mógłby zostać liderem. Beata Kempa byłaby idealna - mówi nam poseł PiS.
Sama zainteresowana jednak niczego nie chce w tym momencie przesądzać.
-Bardzo mocno staram się angażować w nową działalność i chcę spełnić swoją misję jak najlepiej się da. Tym teraz zajmuję się bez reszty - mówi Beata Kempa. - Najbliższe wybory to te samorządowe i nad nimi musimy się skupić. Dopiero potem będziemy zajmować się wydarzeniami, które nastąpią w przyszłym roku. To liderzy naszych ugrupowań zadecydują o kształtach list wyborczych. Jest jeszcze za wcześnie, żeby mówić o konkretnych nazwiskach i miejscach - dodaje Beata Kempa.
Kadencja europosła trwa 5 lat. To bardzo intratne stanowisko, bowiem osoba, która zostanie wybrana do Parlamentu Europejskiego może liczyć na o wiele wyższe uposażenie niż poseł zasiadający w polskim Sejmie. Wielu polityków traktuje jednak Brukselę jako „polityczne zesłanie” i woli zostać w kraju.