Tajemniczy Polak imieniem Edward zwiastuje kłopoty...

John le Carré
Julian Lawndsley porzucił intratną posadę w City i został właścicielem księgarni w nadmorskim miasteczku. Niestety, po kilku miesiącach spokój Juliana zakłóca Edward, tajemniczy Polak...

„Poprzedni wieczór na pięć minut przed zamknięciem. W księgarni ani jednego klienta, podobnie jak przez prawie cały dzień. Julian stoi przy kasie i podlicza marny utarg. Już od kilku chwil jest świadomy obecności samotnej postaci w kapeluszu i beżowym prochowcu, zbrojnej w złożony parasol. Przez sześć tygodni prawie bez ruchu w interesie Julian stał się prawdziwym znawcą ludzi, którzy gapią się do środka, ale nie wchodzą. Powoli zaczynali grać mu na nerwach.

Co się tamtemu nie podoba? Może ta wściekła zieleń na ścianach? Pewnie stary sąsiad, nie lubi jaskrawych kolorów? A może przeszkadzają mu piękne książki na wystawie, oferta specjalna, na każdą kieszeń? Albo Bella, dwudziestoletnia praktykantka ze Słowacji, która ku utrapieniu Juliana zbyt często siedzi w oknie, wypatrując swoich licznych absztyfikantów? Nie, Bella nie, bo Bella wyjątkowo udziela się na zapleczu, pakując niesprzedane książki, które trzeba odesłać do wydawcy. I nagle - dziw nad dziwy! - postać z naprzeciwka przechodzi przez jezdnię, zdejmuje kapelusz, drzwi się otwierają i spod siwej czupryny spogląda na Juliana około sześćdziesięcioletni człowiek.

- Pan już zamyka - informuje go zdecydowany głos. - Pan już zamyka, przyjdę kiedy indziej, nalegam. - Ale jeden zabłocony trzewik już wsuwa się przez drzwi, zaraz potem drugi, za nimi parasol.

- Wcale nie, wcale nie - zapewnia Julian takim samym grzecznym tonem. - Oficjalnie zamykamy o siedemnastej trzydzieści, ale możemy się dostosować, proszę bardzo, bez pośpiechu. - Po czym powraca do rachunków, podczas gdy nieznajomy wstawia parasol w wiktoriański stojak na parasole i wiesza kapelusz na wiktoriańskim wieszaku na kapelusze, w ten sposób czyniąc ukłon pod adresem wystroju księgarni w stylu retro, wybranym specjalnie, żeby dogodzić starszej klienteli, której w takim miasteczku nigdy nie brakuje.

- Szuka pan czegoś konkretnego czy chce się pan rozglądnąć? - pyta Julian, włączając pełne oświetlenie półek. Ale klient jakby tego nie słyszał. Jego szeroka wygolona twarz, ruchliwa jak u aktora, wyraża niczym nieskrępowany podziw.

- Kompletnie nie miałem pojęcia! - wykrzykuje, wyjaśniając powód tego podziwu. - Nareszcie! Nareszcie mamy księgarnię z prawdziwego zdarzenia. Jestem zaskoczony, kompletnie zaskoczony.

Wygłosiwszy to oświadczenie, rozpoczyna nabożny ogląd półek. Literatura piękna, reportaże, krajoznawstwo, podróże, klasyka, religia, sztuka, poezja - zatrzymuje się to tu, to tam, by sięgnąć po książkę i poddać ją niemal bibliofilskiej inspekcji: strona tytułowa, obwoluta, jakość papieru, obróbka introligatorska, waga, przyjazność w dotyku.

- Muszę to powiedzieć! - wykrzykuje znowu.

Czy to tak do końca angielski głos? Jest głęboki, interesujący, przykuwa uwagę. Ale czy rytm nie jest odrobinę obcy?

- Musi pan powiedzieć? Co takiego? - woła Julian ze swojego maleńkiego biura, gdzie teraz czyta e-maile z całego dnia.

Nieznajomy znów się odzywa, ale teraz innym, bardziej poufałym tonem.

- Proszę pana, domyślam się, że pana wspaniała księgarnia ma teraz nowy zarząd. Mam rację czy kompletnie się pomyliłem?

- Jak najbardziej, zarząd jest nowy. - Wciąż jeszcze mówi z biura, przez otwarte drzwi. O tak, niewątpliwie cudzoziemska nuta. Ledwo słyszalna, ale jest.

- I właściciel też nowy, jeśli wolno spytać?

- Wolno, wolno. I odpowiedź jest taka sama: jak najbardziej tak - potakuje wesoło Julian, powracając na swe stanowisko przy kasie.

- Czy w takim razie… Bardzo przepraszam… - Urywa, ale zaraz znów mówi dalej, jakby bardziej wojskowym tonem: - Chodzi mi o to, czy to pan jest tym młodym marynarzem, bo bardzo mnie to ciekawi. A może tylko jego zastępcą? Przedstawicielem? Czy kimś tam jeszcze? - Po czym uznawszy nie wiadomo czemu, że Julian mógł poczuć się urażony tymi wszystkimi pytaniami, dodaje: - Zapewniam pana, nie chodzi mi o żadną osobistą urazę. Chodzi tylko o to, że chociaż pana niezbyt wybitny poprzednik nazwał swój przybytek Sędziwym Marynarzem, jak u naszego wielkiego poety, pan jako młodszy i moim zdaniem o wiele bardziej akceptowalny następca…

Teraz robi się z tego idiotyczny i prawdziwie angielski szlachetny wyścig, ale wreszcie wszystko się wyjaśnia. Julian przyznaje, że owszem, to on jest i właścicielem księgarni, i jej kierownikiem, a nieznajomy pyta:

- Czy to nie będzie za duży kłopot, jeżeli wezmę sobie jedną?

I nie czekając na odpowiedź, długimi palcami zręcznie wydobywa wizytówkę księgarni z leżącego przy kasie pudełka, po czym przechyla ją do światła, by na własne oczy się przekonać, że Julian mówi prawdę.

- A więc, o ile się nie mylę, mam przyjemność z panem J.J. Lawndsleyem we własnej osobie, jedynym właścicielem i kierownikiem Lepszych Książek Lawndsleya - podsumowuje, teatralnie opuszczając rękę w dół. - Prawda czy fałsz? - I odwraca się, by zobaczyć reakcję Juliana.

- Prawda - potwierdza Julian.

- Co oznacza pierwsze J., jeśli można spytać?

- Można. Julian.

- Wielki cesarz rzymski. A skoro tak, to może zapytam jeszcze o drugie J.?

- Jeremy.

- Ale nie na odwrót?

- Nie, w żadnym wypadku.

- Czy w takim razie należy zwracać się do pana per Dżej-Dżej?

- Osobiście wolę po prostu Julian.

Nieznajomy zastanawia się nad tym ze zmarszczonymi brwiami. Są bujne, rudawe, przyprószone siwizną.

- A więc nazywa się pan Julian Lawndsley. Nie jest pan ani jego portretem, ani cieniem, tylko Julianem Lawndsleyem z krwi i kości. Ja zaś za moje grzechy nazywam się Edward Avon, tak jak rzeka, nad którą urodził się nasz wieszcz. Są tacy, którzy mówią do mnie „Ted” lub „Teddy”, ale wśród sobie równych jestem po prostu Edward. Jak się masz, Julianie? - Podaje dłoń ponad ladą. Mimo delikatnych palców ma zdumiewająco silny uścisk.

- Miło cię widzieć, Edwardzie - odpowiada dziarsko Julian i wyswobadzając własną dłoń najszybciej jak może, żeby nie urazić rozmówcy, czeka, by Edward Avon przestał udawać, że zastanawia się nad kolejnym zdaniem.

- Julianie, czy mogę pozwolić sobie na uwagę, która może ci się wydać zbyt osobista i nawet trochę cię urazić?

- Byle nie była zbyt osobista - odpowiada ostrożnie Julian, lecz równie swobodnym tonem.

- Czy będziesz miał mi za złe, jeżeli z całym szacunkiem podpowiem ci pewien absolutny drobiazg, o który mógłbyś powiększyć swój jakże wspaniały asortyment?

- Proszę mi podpowiedzieć tyle drobiazgów, ile pan chce - odpowiada Julian uprzejmie, rad, że nic gorszego mu nie grozi.

- To kwestia osobistych gustów i jest odzwierciedleniem jedynie mojego własnego poglądu. Czy to zrozumiałe? - Zrozumiałe. - A więc tak: jestem całkowicie przekonany, że żaden dział krajoznawczy w księgarniach tego pięknego hrabstwa, jak zresztą każdego innego też, nie może się obejść bez Pierścieni Saturna Sebalda. Ale widzę, że Sebald nie jest ci znany.

Gdzie „widzę?”, pomyślał Julian, choć musiał przyznać w duchu, że dźwięk tego nazwiska jest mu obcy - tym bardziej że Edward Avon wypowiedział je z niemiecka: „Zajbalt”.

- Muszę cię jednak uprzedzić, że Pierścienie Saturna to nie jest przewodnik turystyczny sensu stricto. Chyba zachowuję się okropnie pretensjonalnie. Wybaczysz?

Wybaczy.

- Pierścienie Saturna to literacka mistyfikacja w najczystszej postaci. Pierścienie Saturna to duchowa podróż, która rozpoczyna się na bagnach Anglii Wschodniej, ale opowiada o dziedzictwie kulturowym całej Europy. Nawet o śmierci. Sebald W.G. - Tym razem wypowiada to po angielsku i czeka, by Julian zanotował. - Był profesorem literatury europejskiej na naszym uniwersytecie East Anglia, chorował na depresję jak my wszyscy (...)”.

Zmarły w 2020 r. John le Carré w latach 1959-1964 był pracownikiem brytyjskiej służby zagranicznej. Jego książki utrzymane są w klimacie szpiegowskim i nie stronią od wątków autobiograficznych.

Tajemniczy Polak imieniem Edward zwiastuje kłopoty...

John Le Carré, „Silverview”, wyd. Sonia Draga, Katowice 2022, cena 42,90 zł

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na Twitterze!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na Twiterze!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Wróć na i.pl Portal i.pl