Tylko Kościół Irlandii potrafił rozliczyć się z pedofilii. Zapłacił za to najwyższą cenę

Kazimierz Sikorski
AFP/EAST NEWS
Kiedy opadła zmowa milczenia wobec księży dopuszczających się pedofilii ruszyła machina rozliczeń. Nie wszędzie udało się rozliczyć przestępców w sutannach i zadośćuczynić ich ofiarom.

Przez całe dekady Kościół katolicki tuszował afery pedofilskie księży od Waszyngtonu, przez Dublin, Paryż, Madryt, Berlin aż po antypody. “Pedofilska bomba” w końcu eksplodowała. Najbardziej odczuł ją kościół irlandzki.

Nastawienie wiernych w Irlandii do duchownych zmieniło się tak diametralnie, że kraj, który niedawno miał najbardziej restrykcyjne prawo antyaborcyjne dziś dopuszcza adopcję dzieci przez homoseksualne pary. O tym, że księża dopuszczali się czynów pedofilskich wiedziano od bardzo dawna, ale potęga hierarchów, którzy mieli za sojusznika rządzących sprawiała, że przez lata skandale pedofilskie czy odbieranie nieślubnych dzieci przez zakonnice było tuszowane.
Kościół Irlandii poległ

Teraz wahadło ruszyło w drugą stronę, dziś wielu mówi wprost: jest za późno, by uratować Kościół takim, jakim był kilka lat temu. Nim jednak do tego krachu doszło musieli znaleźć się odważni, którzy rzucili rękawicę potężnej instytucji. Skończyło się skandalami, procesami i zmuszeniem Kościoła do zapłaty odszkodowań. Rząd powołał specjalną komisję ds. przemocy księży, wielu oprawców postawiono przed sądem. To sprawiło, że Irlandczycy odsunęli się od Kościoła, wiele świątyń świeci dziś pustkami, chętnych do pracy duszpasterskiej można policzyć na palcach... jednej ręki!

Zmienił się nie tylko Kościół, ale cały kraj. Skrajnie konserwatywna do niedawna Irlandia stała się pionierem, który pokazał, że z problemem pedofilii wśród duchowieństwa można sobie poradzić. Był to jednak długi proces, bo już w 1999 roku ówczesny premier Bertie Ahern przepraszał ofiary pedofilów i potępiał niemoc przyjścia im z pomocą oraz ukrócenie skandalicznych praktyk księży.

Kolejne raporty rządowej komisji współpracującej z miejscowym episkopatem roiły się od szokujących opisów krzywd doznanych od duchownych od lat 30. ubiegłego wieku. Dokumenty nie oszczędzały nikogo, prześwietlano parafię po parafii, by wypalić zło do końca. Padały nazwiska najbardziej okrutnych duchownych, jak na przykład Jima Grennana, który molestował maluchy podczas nauki do pierwszej komunii. Ataki Bill Carney wykorzystywał seksualnie dzieci seryjnie.

Nie było tuszowania skandali, zamiatanie sprawy pod dywan, ujawniano mechanizmy pozwalające tolerować okrutny proceder, który sprawił, że Kościół jest dziś w tym miejscu, w którym jest, a raczej już go nie ma. Nikt przy zdrowych zmysłach nie stawia sobie pytania, czy irlandzki Kościół odzyska kiedykolwiek zaufanie wiernych?

Polska może iść tą drogą

Z irlandzkiego przykładu powinni skorzystać polscy duchowni, bo historia pokazuje, że wiarygodność łatwo stracić, jej odzyskanie wydaje się niekiedy niemożliwe. Irlandia działała stanowczo, by nie powtórzyła się historia zakonu norbertanów, gdzie przełożeni ojca Smytha wiedzieli o jego skłonnościach już w 1945. Pierwsze informacje trafiły jednak do śledczych dopiero pod koniec lat 80. i wówczas ten demon zła stanął przed sądem. Z raportów wspomnianej świeckiej komisji wynikało też, że we wszystkich instytucjach prowadzonych przez Kościół, dochodziło do bicia i torturowania podopiecznych.

A gdzie był Watykan?

Wierni z bardzo wielu krajów pytali, gdzie w tym czasie był Watykan, bo przecież o pedofilach w sutannach wiedzieli niemal wszyscy. Stolica Apostolska nie jest bez winy. Mało kto wie, że w maju 2001 kardynał Ratzinger, prefekt Kongregacji Nauki Wiary, wysłał list do biskupów i zawarł w nim stwierdzenie, że wszystkie wewnętrzne dochodzenia kościelne dotyczące molestowania dzieci podlegają tajemnicy pontyfikalnej.

Jeśli o emerytowanym papieżu mowa, to trzeba przypomnieć historię byłego członka kościelnego chóru chłopięcego z Ratyzbony – tak zwanych „katedralnych wróbelków”, którego kapelmistrzem przez lata był brat byłego papieża Georg Ratzinger. “Wróbelek” oświadczył, że był molestowany seksualnie i. chcąc niechcąc, papieski brat – stał się osobą pośrednio uwikłaną w skandal pedofilski w niemieckim kościele, choć o nie wysunięto wobec niego żadnych zarzutów.

Choć Georg Ratzinger przyznał, iż w trakcie prowadzenia przez siebie chóru zdarzało się mu wymierzać klapsy chłopcom z tej znanej i cenionej nie tylko w Bawarii instytucji, utrzymywał, iż w tym czasie nie słyszał o przypadkach molestowania seksualnego nieletnich. Brat Benedykta XVI sprawował stanowisko kapelmistrza w latach 1964-1994.

Skandal związany z seksualnym molestowaniem nieletnich w kościele katolickim „zbliżył” się potem jeszcze bardziej do osoby samego papieża Benedykta XVI, twierdził „The New York Times”. W latach 90. ówczesny prefekt Kongregacji Nauki Wiary kardynał Ratzinger nie wymierzył kary suspensy amerykańskiemu księdzu, który napastował setki cierpiących na głuchotę dzieci. I to mimo, iż otrzymywał listy od kolejnych amerykańskich biskupów proszących go o podjęcie działań. Wewnętrzna korespondencja między dostojnikami kościelnymi z Wisconsin a bezpośrednio kardynałem Ratzingerem zawiera fragmenty, w których autorzy ostrzegają jego samego, jak i innych czołowych przedstawicieli Watykanu, że zaniechanie działania w tym przypadku sprawi kłopoty całemu kościołowi. Korespondencję – jak piszą dziennikarze „The New York Times” – odnaleziono w trakcie procesu sądowego.

Chodzi o sprawę wytoczoną archidiecezji amerykańskiego Milwaukee. W latach 1950-1974 posługę duszpasterską w miejscowej szkole dla dzieci głuchych p. w. św. Jana pełnił ks. Lawrence Murphy. Kleryk zaczął jako nauczyciel a doszedł do stanowiska dyrektora. W tym czasie dopuścił się molestowania nawet 200 uczniów. Każde miejsce było dobre – sale sypialne, pokoje dzieci, wycieczki klasowe, a nawet letni domek matki księdza. Tam według doniesień wykorzystywał swoje ofiary.
„The New York Times” podaje, iż w 1996 archidiecezja przekazała sprawę Kongregacji Nauki Wiary, na której czele stał wtedy Ratzinger. Kardynał nie odpowiedział na dwa listy arcybiskupa Milwaukee Remberta Weaklanda na temat ks. Murphy’ego. Proces tego ostatniego utknął, gdy ks. Murphy napisał list do Ratzingera prosząc go pobłażliwość i wyrozumiałość. Argumentował, iż już odpokutował za swoje czyny a ponadto dolega mu zdrowie. – Pragnę przeżyć godnie sprawując posługę kapłańską czas, jaki mi jeszcze pozostał. Zwracam się do Jego Ekscelencji o łaskawą pomoc w tej sprawie – pisał ks. Lawrence Murphy.

Odpalili amerykańską bombę

Prawdziwy przełom w Stanach Zjednoczonych nastąpił dopiero w połowie 2001 roku, kiedy kierowanie gazetą “Boston Globe” powierzono Marty Baronowi. Nie był on związany z lokalnymi układami, pochodził z Florydy, był przebojowy, odważny i już w styczniu następnego roku na łamach gazety ukazał się tekst o tym, że “Kościół przez wiele lat pozwalał na molestowanie przez księdza”. Potem były kolejne artykuły, wszystkie poświęcone temu samemu problemowi. Ameryka z przerażeniem dowiadywała się o zboczonych praktykach hierarchów, którzy na przykład zmuszali swoje ofiary pedofilskich czynów do noszenia złotych krzyży, żeby wiadomo było, że to dziecko jest już “zajęte”

Najstarszy zespół śledczy tej gazety Spotlight, od którego wziął tytuł hollywoodzki film, doprowadził do ujawnienia akt sprawy byłego biskupa Johna Geoghana, którego jego ofiary podały do sądu. Nie chodziło w tej serii artykułów o epatowaniem opisami kolejnych “wyczynów” hierarchów, tylko o odsłonięcie mechanizmów, które latami, dekadami nawet pozwalały na to, że pedofile w sutannach czuli się całkowicie bezkarni. Jeśli znaleźli się na celowniku śledczych lub opinii społecznej mogli spać spokojnie, przełożeni przenosili ich bowiem do innych parafii, gdzie mogli się oddawać swoim seksualnym zabawom.
Odsłanianiu mrocznych sekretów duchownych towarzyszyły procesy o odszkodowanie dla ofiar pedofilów. Ponad trzy miliardy dolarów uszczupliło majątek amerykańskiego Kościoła, wiele diecezji zbankrutowało i dziś nikt nawet nie myśli o tym, by pedofilię wśród księży tuszować.

Australia: zero tolerancji

Wzorem Ameryki poszły inne kraje, w tym Australia. Ostatni skandal związany jest z George’m Pellą, kardynałem, byłym współpracownikiem Franciszka i skarbnikiem Watykanu. Uznano go winnym molestowania dzieci dwóch chłopców z chóru kościelnego w połowie lat 90. Duchownemu groziło do 50 lat więzienia, skończyło się na sześciu latach. 77-letni kardynał twierdził, że jest niewinny. Informacja o jego problemach zbiegła się z zakończeniem w Watykanie szczytem hierarchów kościelnych, którzy debatowali nad problemem pedofilii w Kościele.

Były arcybiskup Melbourne i Sydney był jedną z najważniejszy postaci Kościoła katolickiego. Oskarżenie dotyczyło wykorzystywania seksualnego dwóch chłopców, choć początkowo śledczy zajmowali się wyjaśnieniem 20 przypadków przestępstw na tle seksualnym. których miał się dopuścić Pell. Potem część oskarżeń wycofano. Pozostały zarzuty z roku 1996, kiedy to Pell przyłapał chłopców na piciu wina mszalnego w zakrystii katedry w Melbourne. Obaj mieli wtedy po 13 lat, jeden z nich zeznał, że Pell zmusił go do seksu oralnego. Druga ofiara duchownego zmarła w roku 2014 po przedawkowaniu narkotyków. Mężczyzna miał 31 lat i jego rodzina będzie skarżyć Pella i kościół Australii o odszkodowanie.

Przysięgli odrzucili argumenty obrońcy kardynała, Roberta Richtera, że zeznania poszkodowanych były tylko wytworem ich wyobraźni. Konferencja biskupów Australii stwierdziła, że zarzuty stawiane kardynałowi wywołały szok nie tylko w Australii, ale też na całym świecie. Z ich informacji wynika, że siedem procent tamtejszych duchownych dopuściło się przestępstw seksualnych wobec dzieci.

“Czarny czas” Kościoła Chile

Niedawno swój “czarny czas” mieli również duchowni Chile. Ujawnienie skandalu pedofilii w Kościele tego kraju stało się największym kryzysem, z jakim zmagał się Watykan i sam papież. Franciszek, który od początku swojego pontyfikatu zapowiadał bezwzględną walkę z pedofilią ludzi w sutannach zaprosił do Watykanu dwie grupy ofiar wykorzystywania - świeckich, a również księży. Następnie wezwano o Stolicy Apostolskiej cały episkopat Chile, co już samo w sobie było wydarzeniem bez precedensu. Po rozmowach z Franciszkiem 34 dostojników złożyło dymisję. Papież przyjął rezygnację trzech innych biskupów, wśród nich Juana Barrosa z Osorno, oskarżonego o tuszowanie sprawy ukaranego przez Watykan księdza Fernando Karadimy, którego nazywano “seryjnym pedofilem”.

Ważną rolę w dochodzeniu przeciwko pedofilom w sutannach w tym kraju odegrał arcybiskup Malty Charles Scicluna, drugi sekretarz Kongregacji Nauki Wiary, który od lat zajmuje się sprawą pedofilii w Kościele. To on przedstawił papieżowi raport z chilijskiego dochodzenia. Był też jednym z organizatorów pierwszego w historii Kościoła szczytu na temat ochrony nieletnich i walki z pedofilią, który odbył się w lutym w Watykanie. W następnym miesiącu ten duchowny przyjedzie do Polski. Padają głosy, że po jego wizycie podobne rozwiązanie jak w Chile może być zastosowane wobec polskich hierarchów.

emisja bez ograniczeń wiekowych
Wideo

Sukces Neuralink - pacjent steruje komputerem siłą myśli

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na X!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na X!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

Materiały promocyjne partnera
Wróć na i.pl Portal i.pl