Według niektórych komentatorów Polska zbyt późno, bo dopiero po kilku dniach, zareagowała na kłamliwe wypowiedzi prezydent Rosji Władimira Putina.
- My przez ten czas patrzyliśmy co się dzieje - przyznał w TVN24 wiceszef MSZ Paweł Jabłoński, zaznaczając przy tym, że "to nie jest jednorazowa sytuacja". - Jesteśmy gotowi na bardzo długą wojnę informacyjną z Rosją. Ta wojna informacyjna prawdopodobnie obliczona jest na to, żeby w momencie, kiedy za miesiąc mamy rocznicę wyzwolenia Auschwitz, za kolejnych pięć miesięcy mamy zakończenie II wojny światowej, to wtedy kolejne tego rodzaju wypowiedzi będą się pojawiały - przekonywał.
- Można reagować bardzo szybko, bez rozplanowania, bez głębszego przemyślenia, można jednak też zastanowić się nad tym, jaki to będzie miało efekt. Gdybyśmy zareagowali od razu, to też ta wypowiedź Putina pierwotna zostałaby bardziej wzmocniona. Przez to, że daliśmy temu chwilę odpocząć, ta narracja Putina pierwotna umarła – stwierdził Jabłoński.
Kilka dni temu prezydent Rosji oskarżył Polskę o współpracę z Niemcami w latach 30. w celu eksterminacji Żydów. Stwierdził też, że przyczyną wybuchu II wojny światowej nie był pakt Ribbentrop-Mołotow, ale pakt monachijski. - Polska wzięła udział w rozbiorze Czechosłowacji - mówił, odnosząc się do zajęcia Zaolzia w 1938 roku. Z kolei w trakcie spotkania z kierownictwem rosyjskiego ministerstwa obrony nazwał przedwojennego polskiego ambasadora w Berlinie Józefa Lipskiego "bydlakiem i antysemicką świnią".
"Drogi Prezydencie Putin, to Hitler i Stalin zmówili się, aby rozpocząć II wojnę światową. To jest fakt. Polska była ofiarą tego okropnego konfliktu" - napisała w poniedziałek na Twitterze ambasador USA w Polsce.
Na odpowiedź strony rosyjskiej nie trzeba było długo czekać. "Droga pani ambasador, czy naprawdę myślisz, że wiesz na temat historii więcej niż na temat dyplomacji?” - napisano na Twitterze ambasady Rosji w Polsce.
W niedzielę wieczorem oświadczenie w tej sprawie (jak przekonują politycy PiS - w porozumieniu z prezydentem) wydał prezes Rady Ministrów Mateusz Morawiecki.
CZYTAJ WIĘCEJ: Oświadczenie premiera Mateusza Morawieckiego
Politycy opozycji krytykują opieszałość władz i domagają się jeszcze reakcji prezydenta. "W ostatnich dniach jesteśmy świadkami rosyjskiej ofensywy propagandowej, która szkaluje Polskę i próbuje zmienić Jej rolę w historii. Ze zdumieniem obserwuję bierność i bezradność rządu. Wzywam prezydenta Andrzeja Dudę do podjęcia pilnych działań. Gdzie Pan jest Panie Prezydencie?" - napisała na Twitterze Małgorzata Kidawa-Błońska, kandydatka na prezydenta.
- Jestem przekonany, że po okresie świąteczno-noworocznym, który w Polsce kończy się 6 stycznia, prezydent zabierze głos - przyznał w Polsat News Adam Bielan, europoseł PiS.
- Putin atakuje, dlatego że odniósł porażki na arenie międzynarodowej. Opozycja zachowuje się w sposób niewłaściwy. Przypomnę wypowiedzi Schetyny czy Kidawy-Błońskiej atakujące rząd. W sytuacji takiej, w której Polska jest atakowana, od opozycji oczekiwalibyśmy wsparcia rządu, a nie ataku, a taki atak miał miejsce. Widać, że tu jakieś domniemane korzyści polityczne przeważają nad interesami państwa polskiego. To jest zachowanie niewłaściwe - ocenił w poniedziałek w radiowej Jedynce szef MON Mariusz Błaszczak.
Jednak niektórzy politycy opozycji mówią o potrzebie jedności w tej sprawie. "Parę dni temu w orędziu mówiłem, że podzielony naród jest łatwiejszym celem dla tych co nam rzeczywiście źle życzą.Dlatego teraz w obliczu ataku na Polskę i prób zakłamywania historii przez Rosję musimy wszyscy stanąć zjednoczeni i powiedzieć jasno: nie pozwolimy się obrażać" - napisał na Twitterze marszałek Senatu Tomasz Grodzki (Koalicja Obywatelska).
W podobnym tonie wypowiedział się były premier i były szef Rady Europejskiej Donald Tusk. "Wobec bezczelnych kłamstw prezydenta Putina i rosyjskiej propagandy potrzebne jest wspólne stanowisko polskich władz i opozycji. Tu nie ma miejsca i czasu na wewnętrzny spór" - ocenił Tusk.
W niedzielę wieczorem do reakcji Polski na słowa Putina odniosła się rzeczniczka rosyjskiego MSZ Maria Zacharowa. "Wzywając naszego ambasadora do MSZ, Polska stara się odwrócić sytuację na swoją korzyść" - powiedziała w państwowej stacji telewizyjnej Rossija 1. "Nie jest to jakieś wyjątkowe wydarzenie w życiu dyplomatycznym" - oceniła.
POLECAMY W SERWISIE POLSKATIMES.PL:
