Przeczytaj koniecznie - Motorniczy: Zasypiam między przystankami. Kryzys dopada już o 7 rano
- Wśród dziewięciu osób, które trafiły do szpitala jest dwoje dzieci - powiedział portalowi GazetaWroclawska.pl dr Janusz Sokołowski ze Szpitalnego Oddziału Ratunkowego w szpitalu im. Marciniaka przy ul. Traugutta. - Wszyscy poszkodowani mają wstrząśnienia mózgu i są potłuczeni. Większość zostanie u nas na obserwacji, ale życiu żadnego z poszkodowanych na szczęście nie grozi niebezpieczeństwo - dodał lekarz.
Tramwaje 10 oraz 33 Plus jechały od przystanku "Świdnicka" w kierunku przystanku na placu Dominikańskim. Do wypadku doszło przy sygnalizacji świetlnej w miejscu gdzie tramwaje wjeżdżają na sam plac. Tramwaj 33 Plus stał na "czerwonym" świetle. W tym momencie wjechał w niego tramwaj linii 10. – Zatrzymaliśmy się na światłach przed placem – relacjonuje Wojciech Mazij, który jechał jako pasażer 33 Plus. – Po kilku sekundach od zatrzymania poczułem szarpnięcie wagonu i uderzyłem głową w szybę. Gdy się ocknąłem, widziałem, że kilkanaście osób leży na podłodze tramwaju, kilka osób było zakrwawionych – dodaje.
Natomiast jedna z pasażerek tramwaju linii nr 10 twierdzi, że wóz MPK jechał prawidłowo, a to 33 Plus nie wyjechało na skrzyżowaniu, chociaż, jej zdaniem, było zielone światło.
Przypomnijmy, że w wypadku ranne zostały 34 osoby. Z czego dziewięciu rannych trzeba było zabrać karetkami do szpitala, a 25 została udzielona pomoc na miejscu zdarzenia. Ranni to głównie pasażerowie tramwaju linii 10. Mają rany cięte głowy, urazy twarzy, nosa oraz barku.
Wypadek tramwajów we Wrocławiu. MPK o przyczynach - czytaj na kolejnej stronie (kliknij)
Jak mogło dojść do tego wypadku? Na popołudniowej konferencji prasowej MPK poinformowało, że oba tramwaje były przed wypadkiem sprawne, a żaden z motorniczych nie zasłabł. Motorniczy tramwaju nr 10 twierdzi, że hamował i nie wie, dlaczego nie udało mu się zatrzymać wagonu. Według MPK nie mógł być też przemęczony - przed wypadkiem pracował zaledwie dwie godziny, a dzień wcześniej - w sumie, niespełna 4 godziny.
Motorniczy miał kilkunastoletnie doświadczenie. Mężczyzna ma 51 lat i jest motorniczym od 12 lat. W MPK pełni rolę tzw. patrona, co oznacza, że jest opiekunem grupy młodszych motorniczych.
Dziś MPK zawiesiło go w pracy do czasu wyjaśnienia przyczyn wypadku.