Fragment książki Jane Corry. Właściwie dlaczego to zrobiłeś, synu?!

Fragment książki Jane Corry
Sarah i Tom starali się dobrze wychować syna, w każdym razie tak im się wydaje. Dopóki pewnej nocy nie wraca do domu i nie wyznaje, że zrobił coś przerażającego...

„Freddie powinien już wrócić.

- Północ i ani sekundy później - powiedziałam.

Czy może raczej poprosiłam.

Na to przystaliśmy po krótkich negocjacjach, zanim nasz syn wyszedł z domu w celowo podartych dżinsach, znoszonych trampkach i cienkiej białej koszulce, na której czerwonym flamastrem nabazgrał: NIENAWIDZĘ ŚWIATA. Bez kurtki, chociaż był dopiero marzec.

Dlaczego, na Boga, nastolatki nie czują chłodu?

Wcześniej przysnęłam, choć powiedziałam sobie, że będę czuwać, nasłuchując cichutkich kroków albo głośnego tupania po schodach, w zależności od tego, w jakim stanie wróci do domu nasz prawie szesnastoletni jedynak z burzą hormonów.

Ale neonowe cyfry zegara stojącego na szafce nocnej infor-­mują mnie, że jest 2:53. Ze strachu ściska mnie w dołku. Gdzie on się podziewa? I dlaczego nie wysłał esemesa? „Wszystko w porządku?”, piszę do niego. Oczywiście nie odpisuje.

Szukając w ciemności kapci, omijam pudła podpisane „Głów­na sypialnia” i podchodzę cicho do okna. Mimo wszystko będę tęskniła za tym starym domem. Stojące przy naszej spokojnej północnolondyńskiej ulicy latarnie zalewają pomarańczowym blaskiem wypełnione wodą koleiny, które rada miasta obiecała „wkrótce” naprawić. W radiu mówią, że to najbardziej deszczowa wiosna od pięciu lat. Na zewnątrz nie ma żywej duszy. Nie przejeżdża nawet żaden samochód.

Wracam do łóżka i zastanawiam się, co robić. Freddie nigdy dotąd nie wracał tak późno. Nie chcę budzić Toma, ale jeśli coś się stało? Nachylam się nad mężem. Leży odwrócony do mnie plecami, jego ramię unosi się i opada we śnie, równie mocnym i spokojnym jak jego charakter. Ma na sobie piżamę, jak co noc, odkąd go poznałam. Ta jest w niebiesko-białe paski. Pościel pachnie jeszcze wieczornym seksem - albo raczej pospiesznym zbliżeniem, do któ-­rego dochodzi od wielkiego dzwonu, jakbyśmy chcieli sobie udowodnić, że między nami nadal wszystko jest dobrze.

Byłoby, gdyby nie Freddie.

Z poczuciem winy odsuwam od siebie tę myśl. Nie. Nie zbu-­dzę go. Tylko byśmy się pokłócili. Poza tym rano przyjeżdżają ludzie z firmy przeprowadzkowej, żeby zabrać resztę rzeczy i nas. Zaczynamy od nowa. Nie chcę niczego zepsuć.

Przez chwilę próbuję czytać przy świetle latarki. W całym domu tylko nasz pokój nie jest jeszcze w pełni opróżniony. Siedziałam do późna, ale dopadło mnie zmęczenie, więc obiecałam sobie, że wstanę wcześniej i dokończę pakowanie. Poza tym dobrze jest zachować pozory normalności. Nienawidzę tego uczucia, gdy dom nie jest domem, bo albo wszystko zostało już spakowane, albo stoi w pudłach jeszcze nierozpakowane. W młodości wystarczająco często przenosiłam swoje rzeczy z miejsca na miejsce. Tym razem będzie warto, mówię sobie.

Musi być. Jeśli to nie pomoże, to już nie wiem co.

Na mojej szafce nocnej obok zegarka leży nierówny stos po-­wieści, magazynów i albumów o sztuce. Wśród nich jest antologia poezji Other Men’s Flowers, która zwykle mnie uspokaja. Po stronie Toma leży zeszyt z wyjątkowo trudnymi krzyżówkami. W środku jest dedykacja: „Dla Taty. Wesołych Świąt. Freddie”. Musiałam podrobić pismo syna, bo nawet tyle mu się nie chciało. Nie mówiąc o tym, że sama kupiłam ten przeklęty prezent.

Staram się nie patrzeć na zegar, bo przecież Freddie wróci, a ja nie chcę się niepotrzebnie martwić. Mimo to nie mogę się powstrzymać.

3:07.

Ostatnie dwie cyfry znacznie pogarszają sytuację, bo oznacza-­ją, że zaczęła się nowa godzina. Druk na stronie, którą próbuję czytać, rozmazuje mi się przed oczami.

Nagle ogarnia mnie złość, że mąż śpi sobie jak gdyby nigdy nic, podczas gdy ja panikuję. Ale czy nie było tak zawsze? W na­-szym związku to on jest tym rozsądnym i pragmatycznym. A ja? Przecież to mnie wyobraźnia podsuwa czarne scenariusze.

Nic dziwnego, zważywszy na moją przeszłość.

- Tom - mówię i szturcham go lekko. - Freddiego jeszcze nie ma.

Budzi się natychmiast. Mój mąż należy do ludzi, którzy z chwilą, gdy zaczyna dzwonić budzik, są już na nogach. Jest przytomny i gotowy do działania, jakby ktoś wcisnął jakiś guzik w jego ciele. Ja potrzebuję więcej czasu, żeby rano dojść do siebie, najlepiej przy kubku gorącej herbaty. Bez cukru. Tylko z miodem. Przez ostatnie lata zaczęłam zwracać większą uwagę na to, co jem. Może to znak, że się starzeję.

- Która godzina? - pyta.

- Po trzeciej. - Głos mam piskliwy, rozhisteryzowany. - Obiecał, że wróci przed północą.

- Ha! Ten chłopak nigdy nie dotrzymuje obietnic.

- Ten chłopak - mówię z wyrzutem i przesuwam się na drugi koniec łóżka - to nasz syn. I ma imię.

W ciemności słychać rozeźlone prychnięcie.

- Na które nie reaguje, prawda? Nie reaguje na nic. Sama wiesz, Sarah, że pozwalasz mu na wszystko. Jak ma się czegokolwiek nauczyć, skoro nie wyznaczasz mu żadnych granic?

Ja? Dlaczego wszystko zawsze jest moją winą? Poza tym Freddie mnie kocha. Wszystkie nastolatki testują rodziców, czyż nie? W ten sposób zyskują niezależność.

Opieram obie poduszki o wezgłowie łóżka i siadam wyprostowana. Na dobre odechciewa mi się spać.

- Wyznaczam - mówię. - Ale jeśli będziemy wobec niego zbyt surowi, poczuje się wyobcowany i może skończyć jak…

Urywam. W powietrzu między nami wyczuwa się napięcie. Oboje wiemy, co myśli to drugie.

- Jeśli będziemy wobec niego zbyt surowi - powtarzam - zacznie się buntować.

- A nie to właśnie robi? - W głosie Toma słychać protekcjonalność i kpinę. - Uzgodniliście, o której ma wrócić. A on to olał. Jak zawsze.

- Wiem. Ale musisz pamiętać, że niełatwo być nastolatkiem.

- Tak, jednak ja nie zachowywałem się tak jak on… - Albo jak ty.

Tych ostatnich słów nie wypowiada na głos. Nie musi. Wy-­starczy, że daje mi to do zrozumienia - głośno i wyraźnie.

- Cóż, skoro już i tak nie śpimy - ciągnie - to mogę do niego zadzwonić.

Zadzwonić? Jeśli to zrobi, Freddie się zdenerwuje.

„Nie rób mi obciachu przy kumplach - warknął. - Po prostu wyślij esemesa, mamo”. Tyle że wysłałam już esemesa i nie doczekałam się odpowiedzi.

Osłaniam oczy, gdy Tom włącza lampkę nocną. Patrzę na niego, jak gdybym pierwszy raz widziała tego wyglądającego jak sowa mężczyznę o rudawozłotych włosach i bladej skórze, który szuka okularów w metalowych oprawkach i telefonu, leżących przy zeszycie z krzyżówkami. Nie pierwszy raz myślę, jak bardzo się postarzał przez ostatnie lata.

Nic dziwnego. Późne rodzicielstwo sprawiło, że na szkolnych wywiadówkach jesteśmy starsi od większości par. Zwłaszcza Tom. Czy byłby bardziej wyrozumiały wobec Freddiego, gdyby sam był młodszy?

Tom mruczy coś z irytacją.

- Włącza się poczta głosowa. Z kim on w ogóle jest?

Zerkam na telefon, bo może Freddie odpisał, odkąd spraw-­dzałam ostatni raz, ale nie, nie odpisał.

- Z przyjacielem.

- Z jakim przyjacielem?

- Nie wiem - przyznaję, nerwowo wykręcając sobie palce. - Nie powiedział.

- Trzeba było to z niego wyciągnąć za wszelką cenę. Albo przynajmniej wziąć numer tego przyjaciela.

- Nie dałby mi. - Niemal to wykrzykuję.

To prawda. Freddie mówi niewiele o swoim życiu pry-watnym. Od tamtej imprezy nie przyprowadza do domu żadnych znajomych. Nasze relacje nie są takie jak wtedy, gdy był mały, a ja stanowiłam centrum jego świata. Jest już prawie dorosły. Niedługo skończy szesnaście lat. To młody mężczyzna. Robienie obciachu nastoletniemu dziecku to jedna z najgorszych zbrodni, jaką może popełnić matka. Nie chciałabym go do siebie zrażać (…)”.

Fragment książki Jane Corry. Właściwie dlaczego to zrobiłeś, synu?!

Jane Corry jest brytyjską dziennikarką. Jej artykuły ukazywały się m.in. w „Daily Telegraph”, „Mail on Sunday”, „Woman”. Przez trzy lata pracowała też w więzieniach o najwyższym stopniu zabezpieczenia.
Jane Corry , „Wszystkie nasze kłamstwa”, wyd. Albatros, Warszawa 2023, cena 45,90 zł

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na Twitterze!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na Twiterze!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Wróć na i.pl Portal i.pl