Jacek Jaśkowiak, kandydat na prezydenta Poznania: Brak przygotowania kampanii wyborczej przez kontrkandydatów to brak szacunku do wyborców

Paweł Antuchowski
Paweł Antuchowski
Obecny prezydent Poznania stara się o kolejną kadencję. Uważa, że najbliższe 5 lat będą bardzo dobrym czasem dla stolicy Wielkopolski.
Obecny prezydent Poznania stara się o kolejną kadencję. Uważa, że najbliższe 5 lat będą bardzo dobrym czasem dla stolicy Wielkopolski. Robert Woźniak
Starający się o trzecią kadencję na stanowisku prezydenta Poznania Jacek Jaśkowiak ocenia, że tylko jeden z jego kontrkandydatów przygotował kampanię wyborczą. Jako niepoważne ocenił on zbieranie pieniędzy na trzy tygodnie przed głosowaniem. Jest bardzo zadowolony z remontów, jakie zostały przeprowadzone w mieście i nie żałuje swojej postawy wobec przedsiębiorców. Uważa, że obecność w Poznaniu ministra konstytucyjnego to wielka szansa na rozwój miasta.

Spis treści

Nie boi się Pan tego, że stał się podobny do Ryszarda Grobelnego? 
Takie zarzuty pojawiały się w mediach już w pierwszej kampanii. Bo obaj mamy siwe włosy, jesteśmy w podobnym wieku… i na tym te podobieństwa się kończą.

Technokratyzm Panu nigdy nie przyświeca, jeżeli chodzi o styl zarządza? 
Nie. Włączamy mieszkańców w procesy decyzyjne poprzez rady osiedli, centra inicjatyw lokalnych czy budżet obywatelski. Natomiast osobną kwestią jest sprawczość i odpowiedzialność za sprawne funkcjonowanie Miasta jako struktury. Wiem, jak bardzo jest to istotne i przywiązuję do tego dużą wagę, dzięki czemu Poznań uchodzi dzisiaj za najlepiej zarządzane miasto. Znajduje to odzwierciedlenie we wszystkich rankingach, zarówno polskich, jak na przykład Perły Samorządu, jak i zagranicznych. To jest powód do dumy dla nas wszystkich. 

Poznań stoi przed szansą, jakiej nie miał od dekad

Przejdźmy teraz do wyborów samorządowych. Pan powtarza, że podchodzi z pokorą do wyborów i werdyktu wyborców, jednak życzyłby Pan sobie wygranej w pierwszej turze? 
To czy rozstrzygnięcie będzie w jednej czy w dwóch turach, jaki będzie wynik, zależy od wyborców. To ich suwerenna decyzja. Natomiast, warto podkreślić, że Poznań staje przed szansą, jakiej nie miał od dekad. Z jednej strony mamy w rządzie mocnego polityka reprezentującego nasz region - mam tu na myśli Adama Szłapkę - oraz władze centralne przychylne samorządom, gotowe do współpracy. Jeżeli wygram te wybory, to jestem przekonany, że to będzie najlepsza moja kadencja. Połączenie sił moich, rządu i tak mocnego polityka jak Adam Szłapka, pozwoli nam zrobić naprawdę bardzo dużo dla Poznania. 

Ale z kolei Prawo i Sprawiedliwość mówi, że Adam Szłapka jest ministrem od 3 miesięcy i nic w tym czasie nie zrobił. 
Nie zgadzam się z tym. Proces odblokowania pieniędzy w KPO jest praktycznie na finiszu. Jego domknięcie i uruchomienie tych funduszy jest tylko kwestią czasu.

Czytaj także: Przemysław Plewiński, kandydat na prezydenta Poznania: "Jestem wkurzony na rządy Jaśkowiaka"

To jest zasługa Adama Szłapki? 
To jest zasługa Adama Szłapki i premiera Donalda Tuska, ale przede wszystkim zmiany w kwestii praworządności, jaka nastąpiła po 14 grudnia, gdy pracę rozpoczął nowy rząd. Komisja Europejska widzi poszanowanie obowiązujących w Unii zasad, w tym niezależności władzy sądowniczej, którego brak za czasów Zjednoczonej Prawicy był jedną z przyczyn zablokowania środków. 

Miasto nie sponsoruje postów wyborczych

Skoro jesteśmy przy pieniądzach, to ile kosztuje kampania prezydenta? 
Nie znam dokładnych liczb, ale to jest około 200 tys. zł. 

I to są pieniądze, które wydaje partia, Pan, miasto? 
To są pieniądze, które wpływają na konto Komitetu Wyborczego Koalicji Obywatelskiej według jasno określonych reguł. Mogą to być tylko i wyłącznie pieniądze wpłacane przez osoby fizyczne. W dużym stopniu kandydaci muszą te pieniądze pozyskać sami. 

Bo zarzuca się, że pojawia się Pan w przekazach medialnych urzędu miasta. Głównie w postach sponsorowanych, gdzie pojawia się Pana zdjęcie. Konkurenci twierdzą, że jest to nieuczciwe wykorzystanie tych mediów do promocji przedwyborczej. Co Pan na to?
Pojawiam się w przekazach urzędowych, ponieważ jestem prezydentem Poznania i reprezentuję miasto. Oczekiwanie, że zniknę na czas kampanii wyborczej z przestrzeni publicznej jest absurdalne i przede wszystkim niewykonalne. Natomiast nie są to posty sponsorowane. Wszystkie sponsorowane posty wyborcze, przechodzą przez fundusz komitetu Koalicji Obywatelskiej. Tak samo rozliczane są inne elementy kampanii, takie jak ekspozycja na nośnikach reklamy zewnętrznej, czy na autobusach.

A co z przykładami taki postów, jakie prezentuje komitet Społeczny Poznań? 
To są tylko i wyłącznie insynuacje. Każdy sponsorowany post wyborczy przechodzi przez budżet kampanii. Innych postów nie sponsorujemy. 

Jacek Jaśkowiak ocenia remonty bardzo pozytywnie

Jak Pan ocenia jakość remontów?  
Bardzo pozytywnie. Przeprowadziliśmy kapitalny remont Poznania i jego efekty są naprawdę imponujące. Proszę wsiąść do tramwaju, pojechać trasą na Górnym Tarasie Rataj, zobaczyć jaka jest jakość torowisk – tam, na PST, w centrum, na Wierzbięcicach. Wszystkie te miejsca zostały wyremontowane. Być może wyborcy mają krótką pamięć, może dziennikarze też, ale ja pamiętam jeszcze z czasów, gdy obejmowałem prezydenturę w 2014 roku, tabliczki z liczbami “10”, “15”, które pokazywały, z jaką maksymalną prędkością na danym odcinku tramwaj może jechać. Dzisiaj mamy najlepszą komunikację publiczną w Polsce. W Łodzi na przykład, średnia prędkość tramwajów to 16 km/h, a u nas to jest 24 km/h na godzinę. To naprawdę znacząca różnica. Z 10 najszybszych linii tramwajowych w Polsce, 5 jest w Poznaniu. To są powody do dumy. Nieraz zarzuca się, że ja się chwalę, ale ja się nie chwalę tym, co ja zrobiłem. Jestem dumny z efektów ogromnej pracy, jaką w ostatnich latach wykonaliśmy wspólnie wszyscy: urzędnicy, radni miejscy i osiedlowi oraz mieszkańcy, którzy wykazali się ogromną cierpliwością, za co im dziękuję. Bo te remonty trzeba było zrobić.  

Wiele osób twierdzi, że remonty trwały za długo.  
Remont Starego Rynku rozpoczął się w maju 2022 roku, a w grudniu 2023 płyta była już dostępna. Trwały jeszcze roboty w centralnej części rynku, ale najważniejsze jest to, że skończyły się uciążliwości dla działających tam przedsiębiorców, a mieszkańcy mogli z tej przestrzeni korzystać. Czyli zasadnicze prace trwały tam 1,5 roku. Jeżeli ktoś zarzuca mi, że to zbyt długo, to powinien zdać sobie sprawę, jak rozległy był zakres tej inwestycji. A także wziąć pod uwagę to, że jest to jednak obszar historyczny i podlega ochronie konserwatorskiej. Remont rozpocząłby się szybciej, ale zatrzymały go prace archeologiczne. Kiedy Poznań uzyskał prawa miejskie, to było 10 proc. jego powierzchni, więc tam koncentrowało się życie miasta i tych pozostałości jest naprawdę sporo. W ramach inwestycji wymieniliśmy całą infrastrukturę podziemną, która była w bardzo złym stanie, co groziło katastrofą. Zbudowaliśmy też zbiornik retencyjny na 1000 m3, by przechwytywać wodę spływającą z dachów i wykorzystywać ją do podlewania zieleni, która po wielu latach wróciła na Stary Rynek. To była bardzo duża i trudna inwestycja, którą przeprowadziliśmy w kilkanaście miesięcy. To naprawdę wielki sukces. Tak samo jak modernizacja PST. 8 miesięcy kapitalnego remontu tej trasy z wykorzystaniem środków rządowych to nie była tylko wymiana szyn. To był remont całego podłoża i zastąpienia części podkładów wykonanych w starej technologii, kompozytowymi. To są powody do dumy dla poznaniaków i kiedy z nimi rozmawiam, oni są dumni z tego, co udało nam się zrobić. Rozumiem, że politycy, szczególnie pozostali kandydaci, kreują inną narrację, budując negatywny przekaz, bo to im się politycznie opłaca, ale dziwię się, że media tak bezkrytycznie podają to dalej.

A te wszystkie niedoróbki, jak wężykowanie tramwajów na PST, czy nowej nawierzchni na Starym Rynku? 
To nie są niedoróbki. W przypadku PST to jest kwestia prędkości, z jaką tramwaje tam jeżdżą. Ta trasa ma obecnie parametry szybkiej kolei miejskiej i unormowanie torowiska wymaga trochę czasu. Być może błędem było to, że gdy uruchomiliśmy trasę tramwaje zaczęły tam jeździć od razu z docelowymi prędkościami i stąd takie zjawisko, które występowało zresztą tylko w przypadku niektórych modeli, jakimi dysponuje nasze MPK. Naukowcy ten temat zbadali, w międzyczasie te torowiska się ułożyły, bo to działa tak samo jak w przypadku budowy linii kolejowych. Tam na początku, po zakończeniu budowy, pociągi jeżdżą z mniejszą prędkością.  

Prezydent nie powinien ingerować w daszek na Starym Rynku, tak jak nie ingeruje w repertuar filharmonii

A daszek na Starym Rynku? On wzbudził zdziwienie także wśród radnych Koalicji Obywatelskiej. O wyjaśnienia zwrócił się do Pana nawet przewodniczący Grzegorz Ganowicz.
Rolą prezydenta nie jest to, by ingerował w takie detale. Rozwiązania na Starym Rynku zostały opracowane w wyniku pracy całego zespołu osób, które mają kompetencje do tego, by pilnować estetyki tego obszaru, między innymi architektów czy konserwatora zabytków. To czy takie czy inne rozwiązanie podoba się mi, przewodniczącemu rady miasta czy innemu politykowi jest absolutnie wtórne.

Czytaj także: Zbigniew Czerwiński, kandydat na prezydenta Poznania: Na lewo ode mnie jest aż czworo kandydatów

Czyli po prostu dach został wykonany zgodnie z projektem i wszystko zostało wykonane tak jak miało być? 
Jest rozwiązaniem zaakceptowanym przez określone w programie funkcjonalno-użytkowym podmioty. Ingerowanie w to byłoby absurdem, tak samo, jak ingerowanie w repertuar filharmonii, teatrów miejskich czy jakiejś wystawy. To byłoby pomylenie pojęć. Prezydent ma zabezpieczyć takie funkcjonowanie urzędu i jego jednostek, żeby te podmioty, które ponoszą za pewne obszary odpowiedzialność, mogły te projekty realizować. 

"Miałem rację w kwestii przedsiębiorców na Starym Rynku"

W kontekście Starego Rynku nie sposób wspomnieć o przedsiębiorcach. Czy Pan żałuje tych wypowiedzi, które nakłaniały przedsiębiorców, aby remonty “wzięli na klatę”? 
Rozmawiałem z przedsiębiorcami, również z tymi, którzy te słowa bardzo osobiście odebrali, między innymi ze współwłaścicielem jednej z restauracji nagrodzonej gwiazdką Michelin. Mówił mi, że to go zabolało, ale że później to przemyślał i stwierdził, że miałem rację. Musieliśmy przez to przejść. To było na pewno bardzo trudne dla przedsiębiorców, osób realizujących inwestycje, czy osób z niepełnosprawnościami, poruszających się po centrum. To było także bardzo trudne politycznie, natomiast to jest kwestia odpowiedzialności. Bo to jest właśnie pytanie, czy sprawowanie tego typu urzędu powinno się wiązać z tym, żeby nie podejmować jakichkolwiek decyzji, które budzą krytykę. Czy celem sprawowania urzędu jest pilnowanie tego, by nie mieć krytyków, a w związku z tym najlepsze sondaże, czy jednak taka funkcja wiąże się z odpowiedzialnością za to, co trzeba zrobić i za decyzje, które się podejmuje. I ja uważam, że takie gospodarskie podejście, umiejętność zmierzenia się trudnymi decyzjami, jest w przypadku funkcji prezydenta miasta konieczne. Poza tym, kapitalny remont centrum, który przeprowadziliśmy to jest też kwestia odpowiedzialności i dbałości o nasze dziedzictwo. Dla mnie to wyraz patriotyzmu, który nie może się sprowadzać tylko do gestów symbolicznych. Bo jeżeli nie zadbamy o to, co nam zostawili nasi przodkowie, to co to jest za patriotyzm? 

Na Starym Rynku obecnie 13 lokali stoi puste. Jakie miasto ma pomysł na te na te lokale?  
Wszystkie miejskie lokale na Starym Rynku są wynajęte. Niektóre, należące do prywatnych właścicieli są zamknięte, co też nie oznacza jeszcze, że nie są wynajęte. Mogą być np. w fazie remontu, tak jak np. Brovaria, która przez ostatnie tygodnie nie działała. W rzeczywistości wcale nie jest łatwo znaleźć wolny lokal w centrum, co wiem od właściciela jednej z najlepszych poznańskich restauracji, który od dłuższego czasu bezskutecznie go szuka. Część właścicieli kamienic mogła też swoim najemcom podnieść ceny, bo rynek stał się po zakończeniu remontu bardzo atrakcyjnym miejscem. Na to nie mam już wpływu. Natomiast potrzeba na pewno trochę czasu, zanim niektóre biznesy ruszą na nowo. Tak samo było na Świętym Marcinie, który teraz tętni życiem, powstają tam nowe restauracje, kawiarnie czy punkty usługowe.

Partia Razem oraz Prawo i Sprawiedliwość schowało swoje szyldy

To wracając do wyborów samorządowych, uważa Pan, że siły polityczne, które skupiają wokół siebie niezadowolenie z Pana rządów są w stanie zmienić układ sił w przyszłej radzie miasta? 
Ja jestem zwolennikiem nazywania rzeczy po imieniu. Teraz są dwa komitety z pięciu, które wstydzą się swojego szyldu partyjnego. Jeden to Prawo i Sprawiedliwość, które wstydzi się słusznie po ostatnich 8 latach rządów, chowając się za szyldem Zjednoczona Prawica Poznań. Drugi to Partia Razem, której członkowie startują z komitetu pod inną nazwą, udając, że nie są komitetem partyjnym, a są. Czy im to pomoże i układ się w radzie miasta się zmieni, okaże się po 7 kwietnia.

Ale oni nie wstydzą się tego, że są “Razemowcami”.  
Ale chowając się za inny szyld, próbują siebie przedstawiać jako społeczników, a są politykami. Społecznie to oni jedynie hejtują w internecie. 

To po co się tam schowali? 
Może mają jakieś badania lub wiedzą, że takie pokazywanie, iż my jesteśmy bezpartyjni przyniesie im jakieś korzyści. Przecież społecznicy, czyli działacze osiedlowi, osoby wywodzące się z ruchów miejskich, są we wszystkich komitetach. W Komitecie Lewicy jest Dorota Bonk-Hammermaister, czy Halina Owsianna. W naszym komitecie, Koalicji Obywatelskiej jest np. pan Stanisław Schupke, ale też wielu innych działaczy osiedlowych czy miejskich aktywistów. Nie wiem dokładnie, jak wygląda to w Trzeciej Drodze, bo tam jest mieszanka byłych działaczy PiS i Ryszarda Grobelnego. To jest naprędce tworzona struktura, podobna trochę do tej, którą skonstruował Jarosław Pucek, startujący w poprzednich wyborach. 

Działacze Partii Razem mówią wprost, że im nie chodzi o chowanie się za szyldem Społeczny Poznań, tylko odcięcie się od właśnie Doroty Bon-Hammermaister, czy Haliny Owsianej za to, że współpracowali oni z Panem w tej kadencji.  
Polityka polega na współpracowania i szukaniu kompromisów. Ja współpracowałem z rządem, bo przez 8 lat było to konieczne. Jeśli ktoś się ze wszystkimi kłóci, co jest charakterystyczne właśnie dla osób z Razem, to nic nie będzie w stanie zrobić. Mam tu na myśli panią Wachowską-Kucharską, która popełniła przestępstwo w walce wyborczej na poziomie wyborów do rady osiedla, pomawiając innego działacza ruchów miejskich Pawła Sowę o rzeczy, których on nie zrobił. To było wyjątkowo perfidne. To zacietrzewienie Partii Razem widać na każdym kroku. Słyszałem ostatnio od jednego z działaczy Lewicy, że gdyby razem działało w czasach Lenina to on byłby dla nich centrystą. 

Wymiana wiceprezydentów będzie zależała od wyników wyborów

Będą jakieś zmiany w składzie Pana zastępców, w przypadku zwycięstwa w wyborach?   
Najbardziej istotna jest z tego punktu widzenia sterowalność struktury. Bo to pozwala działać merytorycznie i realizować rzeczy ważne dla rozwoju miasta. Kłótnie, brak decyzji, który też zawsze jest jakąś decyzją, takie podejście uniemożliwiają. Mieliśmy w pierwszej kadencji koalicję z Lewicą. W drugiej nie musieliśmy tworzyć koalicji, ale współpracowaliśmy. Czynienie zarzutu z tego, że ktoś z kimś współpracuje, jest absurdalne. 

Ale wracając zastępców, Mariusz Wiśniewski zostanie? 
Przede wszystkim musimy zobaczyć, jaki kto będzie miał wynik. W polityce, tak jak w sporcie czy biznesie, liczy się na końcu wynik. I to po prostu trzeba będzie uszanować. Wynik wyborów, również ten do rady miasta będzie jakimś wyznacznikiem. Podobnie jak zaangażowanie w obecną kampanię, ale także ocena wyborców. 

Zobacz też: Beata Urbańska, kandydatka na prezydentkę Poznania: "Grobelizm i jackizm - tę formułę trzeba zmienić"

Pan konsekwentnie ucieka od tego pytania. 
No bo nie mogę dzisiaj tego rozstrzygnąć, nie wiedząc, jak będzie wyglądał skład rady miasta. Być może trzeba będzie stworzyć jakąś szerszą koalicję, na przykład z Trzecią Drogą czy Lewicą i wtedy będę negocjował. Jakkolwiek to się ułoży, będę dążył do współpracy ze wszystkimi, bo to jest najlepsze dla miasta. Zawsze staram się szukać kompromisów i porozumienia. Z PiSem nie było to do tej pory możliwe, oni głosowali zawsze przeciw. Liczę, że to się zmieni.

Nieprzygotowanie kampanii wyborczej to brak szacunku do wyborców

Dużo Pan mówi o Społecznym Poznaniu. To właśnie tego komitetu Pan się obawia najbardziej i ich kandydata na prezydenta Poznania? 
To jest źle postawiona teza. To nie jest tak, że wybory są okresem czy czasem, w którym się należy czegokolwiek lub kogokolwiek obawiać. To jest dyskusja o mieście, o tym, co należy zrobić. To jest czas debat, przedstawiania pomysłów na to, co kto chce zrobić, ale również zdefiniowania, jak to się chce zrobić. Dzisiaj, po zmianie rządów w Polsce, ja mam zupełnie inne możliwości, niż do tej pory. Są tam osoby nastawione do nas przychylnie i pozytywnie. Mamy reprezentację w rządzie w postaci bardzo ważnego ministra, który uzyskał imponujący wynik w wyborach parlamentarnych. To jest wielka szansa na to, abyśmy wykorzystując siłę polityków, których mamy w regionie, zrobili dla Poznania bardzo dużo, tak jak kiedyś dzięki podobnej współpracy politycznej sporo zyskał Gdańsk czy Wrocław. Przecież Grzegorz Schetyna bardzo pomagał w wielu inwestycjach we Wrocławiu i na Dolnym Śląsku. Widać było także siłę Donalda Tuska, ale i nie tylko. Także Lech Kaczyński, który był z Gdańska, miał wpływ na szereg inwestycji. Połączenie sił prezydenta z Koalicji Obywatelskiej z ministrem Szłapką daje nam możliwość wygrania dla Poznania takich rzeczy, których w przeszłości się nie udawało wygrywać. 

Skoro jesteśmy przy wygrywaniu, to z którym konkurentem będzie najtrudniej wygrać?  
Najbardziej merytoryczną, z największą wiedzą, a jednocześnie też przygotowaną kampanię prowadzi Zbigniew Czerwiński. Widać u niego to wieloletnie doświadczenie. Jeśli chodzi z kolei o pana Łukasza Garczewskiego i Beatę Urbańską, to widać również, że oni się interesowali wcześniej miastem. Beata była radną, a Garczewski działaczem osiedlowym, wywodzącym się z ruchów miejskich. Muszę powiedzieć, że rozmawiałem niedawno z Maciejem Wudarskim i on pozytywnie oceniał Garczewskiego. Najmniej o Poznaniu wie kandydat Trzeciej Drogi. Stąd na przykład to porównanie do Łodzi, trochę niefortunne, bo w tych wszystkich rankingach my jako Poznań jesteśmy dużo, dużo wyżej niż Łódź. Zobaczymy, czy ten brak wiedzy ma jakikolwiek wpływ. Poza tym to, że na 3 tygodnie przed wyborami kandydat Trzeciej Drogi dopiero zaczyna zbierać fundusze na kampanię, też jest mało profesjonalne. Być może wynika to z błędnego zrozumienia zasad. Z tego, co słyszałem, gdy powiedziano mu, że na kampanię potrzebne jest 200 tys. zł, to myślał, że tyle dostanie, a okazało się, że to on ma tyle pozyskać. Dla mnie podejście Zbyszka Czerwińskiego, przygotowanie i prowadzenie kampanii, nawet jeżeli zgłoszony był jako kandydat relatywnie późno, jest dużo bardziej profesjonalne. Nie jakieś happeningi, nie jakieś wrzutki w mediach społecznościowych, tylko taka solidna praca. To jest dla mnie wyraz szacunku dla wyborców. Ja również, niezależnie od jakichkolwiek sondaży, bardzo starannie przygotowałem swoją kampanię i ostro w niej pracuję, bo w polityce bardzo ważna jest pokora. 

Czyli inni nie szanują wyborców? 
Ja uważam, że trzeba wykonać konkretną pracę, by przekonać do siebie wyborców. Trzeba być aktywnym, a nie oczekiwać, że te głosy się należą. Prowadzenie kampanii, jej przygotowanie i praca to wyraz szacunku dla swoich wyborców, którzy głosując obdarzają swojego kandydata ogromnym zaufaniem.

Przemysław Plewiński chciał gwiazdorzyć i pozwolić się wybrać

Pozostali nie chcą do siebie przekonać wyborców, skoro, jak to Pan powiedział, nie przygotowali się? 
Dziwię się, że w takim okresie tego nie robią. Zastanawiam się, z czego to wynika. Czy z braku doświadczenia, z tego, że pan Plewiński myślał, że to za niego zrobi partia i mu to wszystko sfinansuje, a on tylko przyjdzie i będzie zbierał światło reflektorów i gwiazdorzył, nie wiem. To już jest kwestia pytania do niego. Natomiast widziałem, jak ciężko pracował Donald Tusk i jak ciężko też pracowali politycy Prawa i Sprawiedliwości. To jest wyraz, że ktoś coś chce zrobić, a nie że łaskawie pozwoli się wybrać.  

Z drugiej strony w kuluarach mówi się, że to właśnie Przemysława Plewińskiego Pana sztabowcy najbardziej się obawiają.

Ja nie wiem, czego się obawiają moi sztabowcy, bo ja robię swoje. W tym momencie mogę tylko oceniać merytorycznie jakość wypowiedzi, logikę, spójność, a też ich zawartość. 

Plewiński jako prawnik nie powinien mieć problemów z logiką.  
Ale trzeba mieć jakąś wiedzę, jeżeli o czymś się mówi. On może być specjalistą w zakresie prawa karnego i znać się na tym, jak wybronić chuliganów ze stadionów, czy jakichś gwałcicieli. Natomiast to niekoniecznie musi oznaczać wiedzę o mieście. To są jednak bardziej obszerne zagadnienia i trzeba mieć coś do powiedzenia w danym zakresie. Jak się nie ma, no to się też tej spójnej, dobrej wypowiedzi nie sformułuje. 

Nie widzi Pan u niego siebie sprzed 10 lat? 
Absolutnie. On jest zupełnie inny. Widzę natomiast, że trochę próbuje się tak kreować. Natomiast ja interesowałem się miastem na długo przed wyborami. Pisałem felietony o tematyce miejskiej dla “Głosu Wielkopolskiego”, czy “Gazety Wyborczej”, działałem bardzo mocno społecznie w ruchach miejskich. Wspierałem je też finansowo i organizacyjnie, bo wiedziałem, że to też jest w takiej działalności bardzo ważne. Wiele osób z tych ruchów, jak Maciej Wudarski, który był moim zastępcą przez lata, się wywodziło. Organizowałem imprezy sportowe, będąc wolontariuszem przez lata.  

A Plewiński takiego doświadczenia nie ma? 
Ja wiem tylko, że jest adwokatem i to raczej mało znanym. Nawet pytałem mojej siostry adwokatki, co ona wie i ona też nic nie wie o jego działalności. Rozmawiałem na ten temat nawet z ministrem Tomczakiem, wyrażając zdziwienie, że wystawili tak słabego kandydata, który o mieście wie bardzo niewiele i nie ma doświadczenia w prowadzeniu kampanii. U pana Czerwińskiego widzę kampanię na wyższym poziomie. Być może to wynika też ze słabości struktury tej partii. To wygląda dość słabo nawet w porównaniu do poprzednich wyborów. Wtedy prognozowano, że moim najgroźniejszym rywalem będzie Jarosław Pucek. On wiedział dużo o mieście, w sondażu Głosu Wielkopolskiego dostawał nawet ponad 20 proc. poparcia, ale finalnie zdobył 7 proc. głosów. Dzisiaj co prawda ta sytuacja jest zupełnie inna niż 5 lat temu, bo z jednej strony nie ma tej nagonki ze strony mediów publicznych, nie pompuje się w nich kandydatów do rady miasta z PiS, nastąpiła duża zmiana w polityce krajowej, mamy też gorącą dyskusję w obszarze samorządu. To również będzie miało bardzo duży wpływ na wynik tych wyborów. Wszystko jeszcze zależy od frekwencji. Ja bardzo wierzę w mądrość zbiorową poznanianek oraz poznaniaków i życzę sobie i innym dobrych wyborów dla przyszłości Poznania.  

Jesteś świadkiem ciekawego wydarzenia? Skontaktuj się z nami! Wyślij informację, zdjęcia lub film na adres: [email protected]

Zadaszenie zostało wybudowane nieco ponad 10 lat temu. Tymczasem wymaga ono gruntownego remontu. ZTM tłumaczy, że technologia konstrukcji poszycia okazała się być wadliwa.

10-letnie zadaszenie na pętli Junikowo w Poznaniu już jest r...

Debata kandydatów na prezydenta Poznania w "Głosie Wielkopolskim"

emisja bez ograniczeń wiekowych

Obserwuj nas także na Google News

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na X!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na X!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

Materiały promocyjne partnera
Wideo
Wróć na i.pl Portal i.pl