Komisja Europejska proponuje zmiany w oznaczeniach produktów spożywczych.
Będzie: „często dobre dłużej”
- Dziś to wygląda mniej więcej tak: konsument czyta na etykiecie "należy spożyć do" i jest to termin przydatności do spożycia (wskaźnik bezpieczeństwa).
- Może też znaleźć informację: "najlepiej spożyć przed", co oznacza datę minimalnej trwałości (wskaźnik jakości).
Wielu klientów nie rozumie różnicy między tymi dwiema treściami.
- W praktyce żywność po upływie terminu przydatności do spożycia uznaje się za niebezpieczną.
- Termin minimalnej trwałości oznacza datę, do której produkt zachowuje swoje szczególne właściwości pod warunkiem jego właściwego przechowywania. Może jednak nieco zmienić kolor i konsystencję.
Stąd pomysł Komisji Europejskiej, żeby dodać nowe informacje, jak np. "często po upływie", "najlepsza jakość przed" czy "często dobre dłużej".
Mowa tu szczególnie o dłuższym terminie przydatności do spożycia, jak m.in. ryże, kasze, makarony, sery, kawa.
Zmiany, o których piszemy, zawarte są w projekcie przepisów, nad którymi pracuje Bruksela.
Internauci są w tej sprawie, jak zwykle, mocno podzieleni, o czym świadczą ich komentarze.
- "Skoro możemy jeść mąkę z robaków, to niby dlaczego nie przeterminowaną żywność?" - pyta "nick" pod artykułem na ten temat w portalu Money.pl.
- "I tu można się pomylić ! Często spotykam się z towarami, które mimo określonej daty, nie nadają się do spożycia znacznie wcześniej z powodu pleśni, nawet w artykułach szczelnie zapakowanych widać uwypuklenie opakowania, np. w śmietanach oraz gotowych sałatkach. Przede wszystkim trzeba więc patrzeć na datę oraz wygląd tego, co jest w środku" - radzi "Kraken".
- "aa" pisze: "Szykuje się koniec dobrego biznesu. Proponowali wyrzucić makaron po dacie ważności i kupić nowy. Teraz mniej sprzedadzą i znów będzie powód, by podnieść ceny".
Tyle komentarze, ale faktem jest, że wciąż marnuje się zbyt dużo żywności i to jest jedyny i oficjalny powód, dla którego Komisja Europejska domaga się istotnych zmian w swoich państwach członkowskich.
I tak np. w Polsce co roku wyrzuca się ok. 4,8 mln ton jedzenia, z czego aż 60 proc. pochodzi z gospodarstw domowych, bo - ciekawostka - np. gastronomia odpowiada tylko za 1 proc. marnowanej żywności w naszym kraju.
Marnowanie żywności to wyrzucanie produktów ze względów na wygląd lub z powodu upływającej daty przydatności, które nadają się do spożycia i mogą być przeznaczone do konsumpcji przez ludzi.
Marnujemy, bo nie rozumiemy oznaczeń?
Wyrzucając produkty spożywcze marnujemy energię i wodę potrzebną do wytworzenia, transportu i dystrybucji żywności, a także produkujemy więcej odpadów.
Trzeba pamiętać, że na wyprodukowanie danego produktu żywnościowego została przeznaczona określona ilość wody i energii.
Z badań przeprowadzonych przeprowadzone przez KE wynika, że ok. 10 proc. z 88 milionów ton odpadów żywnościowych wytwarzanych rocznie w Unii Europejskiej ma związek właśnie z oznaczeniem dat na takich artykułach i niewłaściwym ich zrozumieniem.
Żywność, której nie damy rady zjeść, można oddać m.in. do banku żywności, jadłodajni czy Caritasu.
