WISŁA KRAKÓW. Najbogatszy serwis w Polsce o piłkarskiej drużynie "Białej Gwiazdy"
Radosław Sobolewski nie lubi, gdy pyta się go o presję wywieraną przez rywali na innych stadionach. Przed meczem Wisły wygrały Ruch Chorzów i Bruk-Bet Termalica Nieciecza, więc „Biała Gwiazda” stała pod ścianą w Bielsku-Białej.
- Presja nie robi na nas już większego wrażenia, bo gramy z nią każdy kolejny mecz. Każdy z nich jest jak finał. Jak byliśmy na dziesiątym miejscu, też nie mieliśmy marginesu błędu - podkreśla szkoleniowiec Wisły.
W sobotę, niesiona świetnym dopingiem około czterech tysięcy swoich kibiców, którzy zawitali do Bielska-Białej, Wisła zaczęła mocno, pressingiem, wysoko. Tyle, że Podbeskidzie dość szybko, bo już w 8 min skarciło ją golem Kamila Bilińskiego. Szybko anulowanego, bo napastnik „Górali” przyjął piłkę ręką, ale sygnał został wysłany. Na szybko Sobolewski zmodyfikował zatem taktykę, kazał drużynie nieco się cofnąć, nie atakować już tak wysoko rywali. I to był taki fragment meczu, gdy Wisła miała piłkę, ale nie miała klarownych okazji. Lepsze mieli już gospodarze, m.in. strzał Maksymilana Sitka. W futbolu liczą się jednak momenty, które trzeba umieć wykorzystać. A taki moment Wisła dostała tuż przed przerwą, w doliczonym czasie gry, gdy w zamieszaniu podbramkowym piłkę do siatki kopnął z bliska Dawid Szot. I to dodało krakowianom energii.
Przy takim obrocie sprawy jasnym stało się, że Podbeskidzie musi iść mocniej do przodu, musi się otworzyć. A Wisła tylko po przerwie na to czekała. Co prawda nie miała w swoich szeregach Luisa Fernandeza, który kolegom kibicował jedynie z trybun, bo pauzował za kartki, ale miała innych zawodników. Przede wszystkim Angela Rodado. Hiszpan najpierw po podaniu Dawida Szota wziął na plecy Mateusza Wypycha, by odwrócić się i oddać strzał do siatki. A później w pojedynkę ograł obronę Podbeskidzia i postawił kropkę nad „i” niesłychanie ważnej wygranej Wisły. Po tym golu na trybunach w sektorach, gdzie siedzieli kibice „Białej Gwiazdy”, rozpoczęło się już świętowanie kolejnej wygranej.
W samej końcówce podnieśli się z miejsc już wszyscy kibice, bo gromkie brawa dostał Jakub Błaszczykowski nie tylko od tych krakowskich fanów, ale również miejscowych. Wrócił do gry po długich miesiącach, znaczonych zabiegiem, rehabilitacją i ciężkimi treningami. - Niesamowita postać dla naszego klubu, naszej szatni, więc cieszy mnie ogromnie, że jest już zdrowy, że wreszcie mógł zagrać - podsumował sprawę trener Radosław Sobolewski.
On sam musi już myśleć o kolejnym meczu z Zagłębiem Sosnowiec i jeszcze tym z Górnikiem Łęczna. Cel jest prosty - wygrać dwa razy. Jeśli nie da to Wiśle bezpośredniego awansu (mający przewagę 2 pkt Ruch Chorzów gra w Katowicach i u siebie z Tychami), to da przynajmniej baraże u siebie. A to może być już kapitał, który w decydującej rozgrywce może przesądzić sprawę.
- Kraków piłką podzielony. Które osiedla i dzielnice są za Cracovią, a które za Wisłą?
- Lista przebojów Wisły Kraków! TOP 20 przyśpiewek na finał Pucharu Polski
- Tak na Podhalu mieszka nasz wybitny skoczek narciarski
- Hiszpańska ofensywa w Wiśle! Piłkarze "Białej Gwiazdy" na prywatnych zdjęciach
- Strzelcy bramek dla Cracovii
- Tajemnice obiektów Wisły Kraków. Zaglądamy we wszystkie zakamarki
