Ksiądz Kowalski mówi, że mejle przyszły do kurii po emisji filmu Tomasza Sekielskiego „Tylko nie mów nikomu” o problemie pedofilii w Kościele. Zgłoszeń było „mniej niż dziesięć”. Czasami były to doniesienia, wskazujące konkretnych duchownych, a czasem tylko mejle z informacją, że ktoś wie o tego typu zdarzeniach.
Na każdą wiadomość kurialny delegat odpisał z prośbą o kontakt, ale odezwały się tylko dwie osoby. Na spotkaniu delegat wysłucha ich, będzie pytał czy potrzebują jakiejkolwiek pomocy. Poinformuje też, że mogą zawiadomić organa ścigania, a jeśli nie zrobią tego - on sam będzie musiał to uczynić. Po takim wstępnym spotkaniu delegat informuje o sprawie biskupa, a ten może zdecydować o ewentualnym zawieszeniu duchownego i wszczęciu „postępowania kanonicznego”.
Ksiądz Kowalski tłumaczy nam, że na takim spotkaniu z delegatem nikt nie będzie musiał składać przysięgi na Biblię i zobowiązywać się do zachowania rozmowy w tajemnicy, tak jak pokazano to w filmie braci Sekielskich. Wyemitowane w filmie przysięgi na Biblię, odbierane są od świadków (o ile są osobami wierzącymi) w formalnym procesie kanonicznym, czyli na późniejszym etapie sprawy.
Warto przypomnieć, że w myśl prawa każdy kto ma „wiarygodną wiadomość” m. in. o seksualnym wykorzystywaniu nieletniego czy gwałcie na nieletnim młodszym niż 15 lat, ma obowiązek zawiadomić organa ścigania. Jeśli tego nie zrobi, grozi mu do trzech lat więzienia. Ten prawny obowiązek nie dotyczy samego pokrzywdzonego. On nie będzie ukarany jeżeli nie zawiadomi prokuratury albo policji.
Najgłośniejsza sprawą, którą zajmuje się obecnie wrocławska kuria, dotyczy kardynała Henryka Gulbinowicza. Poeta Karol Chum oskarżył Gulbinowicza, że w 1989 roku ten wykorzystał go seksualnie. Jako nastolatek - uczeń Niższego Seminarium Duchownego Franciszkanów w Legnicy, miał być wysłany do kurii po przesyłkę dla seminarium. Został we Wrocławiu na noc i wtedy miało dojść do zdarzenia z udziałem kardynała. Pokrzywdzony w tej sprawie zgłosił się do fundacji „Nie lękajcie się”. Z delegatem kurii spotykać się nie chciał. Ksiądz Rafał Kowalski zapewnia, że i tę sprawę kuria będzie chciała wyjaśnić.
Zakon Franciszkanów, prowadzący szkołę w Legnicy, wydał oświadczenie, w którym przekonuje, że w 1989 roku żaden uczeń nie był wysyłany do Wrocławia do kurii po jakąkolwiek korespondencję. Przyznaje jednak, że Karol Chum był uczniem tej szkoły.
