Jedyna nadzieja na sukces
Rywalizacja o miano najlepszych zawodników globu odbywa się co dwa lata. Poprzednia edycja, w gruzińskiej miejscowości Bakuriani, była dla Biało-Czerwonych wyjątkowa – po raz pierwszy w snowboardzie alpejskim nasi reprezentanci stanęli na podium. Złoty krążek w slalomie gigancie równoległym wywalczył Oskar Kwiatkowski, a trzecia w tej samej konkurencji była Aleksandra Król-Walas.
Tym razem naszą jedyną medalową nadzieją jest brązowa medalistka sprzed dwóch lat. Triumfator ostatnich zawodów nie będzie bowiem mógł powalczyć o obronę tytułu. Wszystkiemu winne prześladujące go kontuzje. Ostatniej, wykluczającej ze startów w Szwajcarii nabawił się podczas lutowego zgrupowania w Krynicy-Zdroju, a na domiar złego kilka dni później został potrącony przez samochód, co pogłębiło uraz.
Dziewiąte mistrzostwa świata
W tej sytuacji oczy kibiców zwrócone będą w kierunku Król-Walas, która postara się o jak najlepszy rezultat. Gdyby mistrzostwa odbywały się w grudniu lub na początku stycznia, bylibyśmy niemal pewni, że nasza snowboardzistka powalczy o podium, regularnie bowiem wówczas w konkurencji slalom gigant równoległy meldowała się w najlepszej trójce. Ostatnie starty nie były już jednak tak udane, ćwierćfinał to maksimum, co była w stanie osiągnąć Polka, a zdarzyło się nawet, że nie zdołała przebrnąć kwalifikacji. Trudno więc przewidzieć, w jakiej dyspozycji do zmagań przystąpi Ola.
Nasza najlepsza zawodniczka już po raz dziewiąty w karierze weźmie udział w mistrzostwach świata, w których debiutowała w 2009 roku. Co ciekawe początkowo lepsze wyniki notowała w slalomie równoległym (ćwierćfinały w 2017 i 2019 roku), w ostatnim czasie jednak to gigant jest tą konkurencją, w której Polka należy do najlepszych. O podium w niej powalczy już w czwartek – kwalifikacje zaplanowano na 9.00, finałowa część zmagań z udziałem najlepszej szesnastki rozpocznie się o 13.00.
