Oskarżony to obywatel Indii. Wyjechał ze swojej ojczyzny. Pracował w Emiratach Arabskich, Francji, aż przyjechał do Polski. Znalazł zatrudnienie w fabryce napojów w Olsztynku.
Agencja pracy tymczasowej zakwaterowała go w gospodarstwie agroturystycznym pod miastem. Razem z nimi mieszkali tam inni obcokrajowcy.
Pomiędzy oskarżonym Jacobem K. a jego współlokatorami dochodziło do nieporozumień. Tamci narzekali, że jest kłopotliwy, głośno chrapie.
Wcześniej wyganiali go z pokoju, skarżyli się agencji. Ostatecznie 23 grudnia 2018 r. K. musiał się wyprowadzić. W trakcie pakowania swoich rzeczy wpadł w szał. Zaatakował nożem dwóch Hindusów oraz pochodzącego z Egiptu brygadzistę.
Ciosy były silne: w klatkę piersiową, brzuch, uda. Jeden z obywateli Indii przed ciosem zdążył zasłonić się ręką (miał ranę ciętą przedramienia) i uciec. Dwóch pozostałych na skutek odniesionych obrażeń zmarło tego samego dnia.
Ełk. 12 lat więzienia za zabójstwo przed barem z kebabem. Zapadł prawomocny wyrok (zdjęcia)
Zespół biegłych psychiatrów i psychologów stwierdził, że w chwili zdarzenia, napastnik miał ograniczoną w stopniu znacznym poczytalność. Sąd Okręgowy w Olsztynie jesienią ub. roku za zabójstwo dwóch osób i usiłowania zabójstwa trzeciej skazał Jacoba K. na 14 lat więzienia. Groziło mu od 8 lat pozbawienia wolności aż do dożywocia.
Obrona nie kwestionuje winy oskarżonego (ten sam zresztą przyznał się do stawianych mu zarzutów, choć - jak twierdzi - części okoliczności nie pamięta). Uznała jednak, że orzeczona kara jest zbyt wysoka. W wyniku apelacji w czwartek sprawą ponownie zajął się sąd. Tym razem - zgodnie z zasięgiem odwoławczym - Sąd Apelacyjny w Białymstoku.
Adwokat Maciej Piotrowski w mowie końcowej przekonywał, że oskarżony zasługuje na dobrodziejstwo nadzwyczajnego złagodzenia kary (to oznacza sankcję nawet poniżej minimalnych 8 lat).
Wystarczającym powodem ma być stwierdzony przez ekspertów stan psychiczny cudzoziemca. Obrońca uważa, że u podstaw konfliktu z pokrzywdzonymi nie leżała wrogość, ale problemy z porozumieniem się. Oskarżony posługiwał się bowiem specyficznym dialektem z prowincji Indii (językiem malajalam), a po angielsku mówił bardzo słabo.
- Z uwagi na okoliczności związane z utratą pracy (oskarżony popracował raptem kilka dni - przyp. red.), poczuciem zagubienia, ze stanem psychicznym sprawcy w momencie popełnienia czynu, wydaje się, że kara 14 lat pozbawienia wolności jest karą rażąco surową - mówił mec. Piotrowski.
Prokurator wnosił o oddalenie apelacji. Uważa, że oskarżony stracił kontrolę nad emocjami. Ale nie był przez ofiary dręczony, czy prowokowany. Wręcz przeciwnie. Aż do samego końca koledzy okazywali mu duże wsparcie i zrozumienie. Dzielili się z nim jedzeniem, jeden opłacił nawet mandat za jazdę bez biletu.
- Oskarżony całą odpowiedzialność za swoje czyny zrzuca na pokrzywdzonych i inne osoby, co de facto w zaistniałej sytuacji nie miało miejsca. Jest to tylko przyjęta przez niego linia obrony - podkreślał prokurator Andrzej Litwińczuk.
Sąd odroczył wydanie wyroku do 12 marca.
