Cały ten zgiełk. Wielki zielony mur w poprzek Afryki

Liliana Sonik
W Polsce nikogo nie interesuje Afryka i skuteczny sposób pomagania Afryce - usłyszałam. Nie zgadzam się. Temat jest pasjonujący. A także obowiązkowy moralnie i… politycznie.

Nie mówiąc o tym, że w błędach tam poczynionych można znaleźć analogie do naszego podwórka. W ciągu 50 lat Afryka utraciła 650 tys. kilometrów kw. pól uprawnych, niemal dwa razy więcej niż powierzchnia Polski. Najgorzej jest na południe od Sahary.

Znajomy ekolog i alterglobalista jest przeciwnikiem tradycyjnych metod pomocy Afryce. Będąc inżynierem agronomem i okrutnym rygorystą Michel wybrał się do kilku krajów afrykańskich, żeby ocenić sytuację na miejscu. Wrócił rozżalony i wściekły. Jego zdaniem większość pomocy służy poprawie samopoczucia ludzi sentymentalnych i naiwnych, oraz napychaniu kieszeni zachodnim firmom. Wysyłanie do Afryki żywności, zwłaszcza mleka w proszku, których nadprodukcja nie rokuje szans na sprzedaż w Europie, uzależnia Afrykę od jałmużny. Tamtejsze rolnictwo jest dla ludzi podstawowym źródłem utrzymania, lecz wymaga wytężonej pracy.

Przywieziona i darmowa żywność zniechęca do wysiłku, ludzie porzucają pola, a te pustynnieją. Wtedy, w miejsce wcześniejszych okresowych niedoborów, pojawia się trwałe zagrożenie głodem. Drzewa, które wcześniej służyły ocienianiu upraw, są wycinane, gdyż drewno pozostaje głównym źródłem energii potrzebnej do gotowania czy ogrzania się. A wtedy katastrofa się domyka. Nic już nie jest w stanie powstrzymać dezertyfikacji w sensie dosłownym i przenośnym: pustynnieje ziemia i cała okolica.

Zaprzestanie upraw i wycinki drzew są nieszczęściem sporej części Afryki

W wioskach pozostają tylko starcy, młodzi uciekają do miast, a raczej do podmiejskich slumsów. Najsprytniejsi kombinują, jak przedostać się do Europy. Tak powstaje zaklęty krąg nędzy, zaniku miejscowych kultur i upadku kultury rolnej. Michel nie poprzestawał na gardłowaniu: stworzył stowarzyszenie alternatywne wobec wielkich instytucji pomocowych, pisał memoranda. Stowarzyszenie nie dostawało dotacji, memoranda pozostawały bez odpowiedzi.

Zaprzestanie upraw i wycinki drzew są nieszczęściem sporej części Afryki. Gdy to wiemy, przestaje dziwić Pokojowa Nagroda Nobla dla Kenijki - prof. Wangari Maathai - za posadzenia 30 milionów drzew. Bo drzewa sprawiają, że na pustynię wraca życie.

Postanowiono zatem stworzyć „zielony wielki mur” - czyli pas nasadzeń długości 7 800 km i szerokości 15 km w poprzek całego kontynentu, od Mauretanii po Dżibuti. Unia Europejska jest w ten projekt zaangażowana, lecz z mizernym skutkiem. Tylko Senegal wywiązuje się z umów. Dlaczego? Taki projekt wymaga woli politycznej, pieniędzy, braku wojny oraz… taniej energii odnawialnej. Inaczej posadzone drzewa posłużą miejscowym do ugotowania obiadu. Możemy się śmiać z Chińczyków, ale to oni sprzedają w Afryce panele słoneczne, które w tamtym klimacie są niezawodnym źródłem oświetlenia i ogrzewania. Małe i liche, ale są.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na Twitterze!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na Twiterze!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Materiał oryginalny: Cały ten zgiełk. Wielki zielony mur w poprzek Afryki - Dziennik Polski

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Wróć na i.pl Portal i.pl