Sąsiedzi Białorusi nie powinni obawiać się armii Aleksandra Łukaszenki - uspokaja białoruski opozycjonista Aleś Michalewicz. W jego ocenie ruchy białoruskich wojsk są elementem kampanii propagandowej na rzecz „przypodobania się Rosji”. W ubiegłym tygodniu Mińsk zapowiedział wzmocnienie swoich sił w pobliżu granic Ukrainy, Polski i Litwy.
W ocenie białoruskiego opozycjonisty Alesia Michalewicza, to taka gra Aleksandra Łukaszenki, żeby zrobić dobre wrażenie na Kremlu. -„Białoruskie wojsko nie jest w stanie walczyć przeciwko Ukrainie, ponieważ duch bojowy żołnierzy jest daleki od wzięcia udziału w takim konflikcie” - podkreśla opozycjonista.
Aleś Michalewicz tłumaczy, że Mińsk chce „sprzedać swoje pozorne działania jako wyraz wsparcia dla Rosji”.
Białoruś jest traktowana przez Kijów i światowe stolice jako sojusznik Moskwy w wojnie przeciwko Ukrainie. Ukraińskie służby podkreślają, że część rosyjskich działań przeciwko ich państwu prowadzona jest z terytorium Białorusi.
Aleś Michalewicz to były opozycyjny kandydat na prezydenta Białorusi. W wyborach 2010 roku był jednym z dziesięciu rywali Aleksandra Łukaszenki. Został aresztowany tuż po zamknięciu lokali wyborczych i podobnie jak inni rywale Łukaszenki w wyborach został osadzony w areszcie KGB Białorusi pod zarzutem organizacji masowych zamieszek powyborczych w Mińsku. Po dwóch miesiącach areszt zamieniono Alesiowi Michalewiczowi na zakaz opuszczania miejsca zamieszkania, ale opozycjonista uciekł z Białorusi, ujawniając, że był torturowany i zmuszony do podpisania zgody o współpracy ze służbami specjalnymi. Na Białoruś wrócił po pięciu latach wymuszonej emigracji.
Źródło: Polskie Radio 24
