W poprzednich latach reprezentację Polski gnębiła dziwna reguła. Po pierwszym roku pracy nowego trenera, w którym drużyna osiągała sukces, drugi był rozczarowujący. Zasada nie obowiązuje Vitala Heynena. W 2018 r., gdy został selekcjonerem, doprowadził drużynę do mistrzostwa świata. W tym kadra awansowała na przyszłoroczne igrzyska olimpijskie, zajęła trzecie miejsca w mistrzostwach Europy i w Lidze Narodów oraz drugie w Pucharze Świata. Ostatni sukces przypieczętowała we wtorek błyskawiczną i w bardzo dobrym stylu wygraną 3:0 z Iranem.
- W skali szkolnej sezon oceniam na szóstkę - nie miał wątpliwości były przyjmujący reprezentacji Polski, a dziś prezes ZAKS-y Kędzierzyn-Koźle Sebastian Świderski. - Przed nim chyba nikt nie zakładał scenariusza, że poza olimpijską kwalifikacją zdobędziemy medale każdej imprezy. Ktoś powie, że brakuje złota, ale takich reprezentacji, jak my, ma kilka krajów i nie da się wszystkiego wygrywać. Pokazaliśmy za to, że mamy bardzo szeroki i wyrównany skład. Finały Ligi Narodów były niesamowite. Awans do nich był niespodziewany, a zdobyliśmy brąz. I to grając eksperymentalnym składem, żeby nie powiedzieć, że drugim czy rezerwowym.
A na jakiej pozycji będzie największa rywalizacja? Przewrotnie powiem, że na libero. Mamy dwóch bardzo dobrych graczy. Paweł Zatorski i Damian Wojtaszek świetnie się uzupełniają, Heynen korzystał z obu w większości meczów. Nie sądzę, żeby wziął jednego libero, a drugiego ubrał w koszulkę jak pozostałych. Jeśli już to, strzelam, prędzej Olek Śliwka wystąpi w roli libero
W reprezentacji wystąpiło ponad 30 zawodników. Mieli gdzie, bo kadra rozegrała aż 48 meczów w 143 dni. Najbardziej intensywny był wrzesień i październik, gdy odbyły się mistrzostwa Europy i Puchar Świata. Łącznie 20 spotkań w 33 dni. W obu Polska wystąpiła w najmocniejszym składzie (pierwsze potyczki w Japonii zagrali siatkarze z szerokiego składu).
– Głośno było mówione, że dla nas najważniejsze są kwalifikacje olimpijskie. W nich trzeba było być w najwyższej formie, a nie podczas mistrzostw Europy czy tym bardziej Pucharu Świata, i to przy tak niefortunnie ustalonym terminarzu. Chwała zawodnikom, że chcieli lecieć do Japonii w mocnym składzie i pomóc Bartkowi Kurkowi wrócić do gry – stwierdził Świderski.
Wicemistrz świata z 2006 r. nie czuje niedosytu z powodu braku zwycięstwa. – To sport. Takie mecze, jak ze Słowenią na Euro, zdarzają się w turnieju. Innego gospodarza, Francję pokonaliśmy w Paryżu wyraźnie. Z kolei w Pucharze Świata przegraliśmy po wyrównanym meczu z Brazylią i Amerykanami, którzy przygotowują się od igrzysk do igrzysk i na tym turnieju zawsze są mocni – tłumaczył.
Od kwalifikacji, czyli drugiej z kolei imprezy, w reprezentacji grał Wilfredo Leon. - Potwierdził, że jest jednym z najlepszych graczy na świecie. Brakuje mu trochę zgrania ze wszystkimi, ale na to potrzeba jeszcze trochę meczów i treningów. Widać u niego rezerwy. Poza tym nie zapominajmy, że on musi na nowo przyzwyczaić się do cyklu reprezentacyjnego, w którym przez rezygnację z gry dla Kuby i karencję przez siedem lat nie brał udziału w rywalizacji drużyn narodowych - zaznaczył Świderski, prezes mistrza Polski ZAKS-y i jej były siatkarz.
Kadrowicze w tym roku nie będą mieli dużo czasu na odpoczynek. Na przełomie października i listopada ruszają ligowe rozgrywki. W przyszłym roku czeka ich Liga Narodów i igrzyska, na którą pojedzie 12-osobowa kadra. – Z jednej strony trener ma duży ból głowy, z drugiej, tak jak Heynen mówił, to nie jest problem, bo każdy szkoleniowiec chciałby mieć na każdą pozycję kilku kandydatów niż o jednego czy dwóch za mało. To potwierdza, że mamy dobre szkolenie. Myślę, że z każdym rokiem będzie lepiej – skomentował Świderski.
- A na jakiej pozycji będzie największa rywalizacja? Przewrotnie powiem, że na libero. Mamy dwóch bardzo dobrych graczy. Paweł Zatorski i Damian Wojtaszek świetnie się uzupełniają, Heynen korzystał z obu w większości meczów. Nie sądzę, żeby wziął jednego libero, a drugiego ubrał w koszulkę jak pozostałych. Jeśli już to, strzelam, prędzej Olek Śliwka wystąpi w roli libero - ocenił 322-krotny reprezentant Polski.
W 2011 r. Polaków prowadził Andrea Anastasi. W pierwszym sezonie osiągnął z kadrą takie same sukcesy, jak Heynen w tym roku. Tyle tylko, że wtedy zamiast oddzielnych kwalifikacji olimpijskich przepustkę na imprezę czterolecia dało drugie miejsce w Pucharze Świata. Rok później na igrzyskach Biało-Czerwoni znów zatrzymali się na ćwierćfinale. W 2020 r. niezadowalająca seria ma zostać przerwana.
- Powiedziałem zawodnikom, że nasz pierwszy sezon był bardzo dobry, drugi lepszy, a trzeci będzie najlepszy. Zatem najlepsze przed nami - w rozmowie z TVP Sport zapowiedział uśmiechnięty Heynen, który nie czekał na dekorację wręczenia medali tylko udał się w podróż do Włoch. W tym sezonie będzie prowadził Sir Safety Perugia, gdzie od roku gra Leon.
