Śladami "Złego", Kalodonta i Merynosa... Z Tyrmandem przez dawną Warszawę

Kuba Dobroszek
Leopold Tyrmand
Leopold Tyrmand Wikipedia
Udostępnij:
"Zły" z powodzeniem mógłby służyć jako przewodnik po powojennej stolicy. Leopold Tyrmand ukazał Warszawę, jakiej nie poznalibyśmy z propagandowych opisów.

"Zły", napisany w latach pięćdziesiątych przez Leopolda Tyrmanda, pozostaje najchętniej czytanym kryminałem w dziejach Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej, mimo iż krytycy przyjęli go bez większego entuzjazmu. Sam autor był człowiekiem ekscentrycznym: łączono go ze środowiskiem bikiniarzy (choć sam nigdy do niego nie należał), lubował się w kolorowych skarpetkach, spędzał czas w słynnej Kameralnej, popularyzował nad Wisłą jazz, a nade wszystko upodobał sobie zachodnią kulturę popularną. Pewnie stąd fabuła książki jest jak rodem z najpopularniejszych komiksów DC Comics. Xawery Żuławski, pracujący od dłuższego czasu nad ekranizacją "Złego", powiedział w zeszłym roku "Newsweekowi", że zdaniem wielu powieść Tyrmanda trzeba byłoby nakręcić wręcz w stylu "Sin City", widowiskowej adaptacji twórczości Franka Millera. Nie od dziś wiadomo, że polskiemu kinu nie po drodze z frywolnymi, acz interesującymi, dynamicznymi hollywoodzkimi produkcjami. I nie rozchodzi się jedynie o budżet, ale o pewną manierę, niekoniecznie w złym tego słowa znaczeniu. Być może Żuławski, który zasłynął już intrygującą wizualnie "Wojną polsko-ruską", sprosta zadaniu, któremu nie podołał choćby Wojciech Smarzowski, swego czasu mówiący o chęci ekranizacji Tyrmanda.

Czas pokaże. Młody reżyser swój debiut fabularny - "Chaos" - z różnych powodów realizował aż pięć lat. O ekranizacji "Złego", choć w ostatnich miesiącach zdecydowanie coraz mniej, głośno mówi się dopiero od dwóch. Do tej pory fani warszawskiego superbohatera, poza kolejnymi wznowieniami prozy, rzecz jasna, otrzymali jedynie audiobook czytany przez Marka Kondrata oraz spektakl na motywach książki w reżyserii Jana Buchwalda, wystawiony w Teatrze Powszechnym.

"Mojemu miastu, Warszawie"
Już sama fabuła powieści Tyrmanda intryguje. Są pościgi, bójki, rozemocjonowane dziewczyny, randki przy piwie i parówkach. Tytułowy bohater to samozwańczy, bezwzględny obrońca słabszych, pomagający tym, którzy akurat tego potrzebują. Ale "Zły" zachwyca również formą - na łamach książki odnajdujemy precyzyjny, niezwykle barwny, ale jednocześnie ironiczny opis powojennej stolicy. "Mojemu miastu, Warszawie" - napisał autor na stronie tytułowej. To wszystko sprawia, że wydana ponad pół wieku temu publikacja wciąż pozostaje atrakcyjnym źródłem wiedzy o życiu i zwyczajach panujących w dawnej stolicy.

W podróży po Warszawie towarzyszy czytelnikowi mnóstwo barwnych postaci, na czele z redaktorem Edwinem Kolanko, historykiem sztuki Martą Majewską oraz, oczywiście, Filipem Merynosem, głównym wrogiem samozwańczego wybawiciela. "To książka-wódka!" - określił "Złego" wielki fan twórczości Tyrmanda Witold Gombrowicz. Literat pisał w swoim "Dzienniku" tak: "Leopold Tyrmand jest najdoskonalszą kontynuacją naszej romantycznej poezji, on przejął jej pióropusz, on pisze jej ciąg dalszy, ale już na miarę nowej historii: proletariackiej (…) To polskie grzeszne cielsko, z wszystkimi jego zachciewajkami!".

W równie ciepłych, choć bardziej prywatnych słowach autora "Złego" opisywał Zbigniew Herbert. W liście do Stanisława Barańczaka wyznał, że Tyrmand - wówczas jeden z nielicznych jego prawdziwych przyjaciół - wspierał go moralnie i materialnie.

To, co zachwycało w opisie powojennej stolicy, to odmienność od propagandowych relacji. Jawnej agitacji politycznej jednak w książce nie znajdziemy - ta jest ukryta między wierszami, a autor nie oszczędza nikogo. Warszawa Tyrmanda to miasto wciąż zniszczone, wciąż nieuporządkowane. Miasto nie tylko placu Trzech Krzyży (choć to tutaj znajdywała się apteka, od której rozpoczyna się powieść, i kiosk Juliusza Kalodonta, jedno z kluczowych miejsc "Złego"), ale też miasto nieprzyjemnej Pragi, pijackich zaułków i warszawskiego Dzikiego Zachodu. - Półświatek załatwiał tam swoje interesy, dochodziło do chuligańskich wybryków, a zdarzało się, że ginęli również ludzie. To były bardzo niebezpieczne miejsca - podkreślała w radiowej Jedynce Joanna Pogorzelska, kuratorka i współautorka wystawy "Ulice Złego", nawiązującej do powieści Leopolda Tyrmanda, którą można oglądać w warszawskim Muzeum Literatury.

Tak jak Gotham potrzebowało Batmana, tak powojenna stolica potrzebowała swojego stróża. Takim stał się właśnie Zły. Jednak to nie on jest głównym bohaterem najpopularniejszej powieści Tyrmanda.
Główną bohaterką wciąż pozostaje stolica.

Nie tylko plac Trzech Krzyży
"O, bramy warszawskie! Cóż mogę wam teraz poświęcić, ja, szukający ledwie uchwytnych cieniów kronikarz?" - pytał Leopold Tyrmand. Obraz stolicy zaprezentowany w tym najpopularniejszym kryminale nieco odbiega od opisu, który autor zaproponował w swoim "Dzienniku 1954" - jak na powieść przystało, jest bardziej plastyczny, filmowy. "Zły" z powodzeniem mógłby służyć jako przewodnik po Warszawie z lat 50. ubiegłego wieku. Tyrmand odnalazł dziesiątki interesujących miejsc, z pewnością nie sposób wspomnieć ich wszystkich w jednym tekście.

Na pierwszy plan wyłania się plac Trzech Krzyży. To tam mieścił się kiosk Juliusza Kalodonta - stał w miejscu, gdzie w 1939 r. zburzono kamienicę browaru Haberbusch i Schiele. Kiosk pojawia się już na pierwszych stronach książki, bo to właśnie przed nim chuligan Wiesław Mechciński wytrąca Marcie Majewskiej buteleczkę z lekarstwami dla chorej mamy. Historyk sztuki zakupiła je chwilę wcześniej w aptece znajdującej się, a jakże, również na placu Trzech Krzyży.

Nieco dalej, na ulicy Foksal, znajdywała się słynna Kameralna, pół żartem, pół serio nazywana drugim domem Leopolda Tyrmanda. W tamtym okresie łączyła restaurację z kawiarnią i klubem nocnym. Zakochał się w niej nie tylko autor "Złego", ale także m.in. Marek Hłasko i Marek Nowakowski. Poeta Roman Śliwniok tłumaczył, że słynna "mordownia", jak mówiło się na lokal przy Foksal, była namiastką wielkiego świata, który gdzieś podobno istniał. Tyrmand pisał z kolei, że nadawała się idealnie do "życia towarzyskiego i uczuciowego", które w okresie stalinizmu musiało wystarczać warszawskim pisarzom i artystom. W "Złym" uchwycono to, co w Kameralnej było najbardziej charakterystycznego - cytując klasyka: "duszny, kolorowy półmrok, przesycony wonią rozgrzanych ciał ludzkich, drogich i tanich perfum, alkoholu oraz potraw".

Inne towarzystwo spotykało się w kawiarni Kopciuszek, gdzie Filip Merynos organizował większość swoich przekrętów. Choć bywało tam również wielu artystów, Leopold Tyrmand opisał to miejsce jako osadę "zmęczonych wędrówką pijaków" i "nieobytych prowincjuszy" oraz budynek chętnie przyjmujący "wycieczki wiejskich dzieci".

Ważnym miejscem na mapie Warszawy Tyrmanda jest hotel Polonia, mieszczący się przy odbudowanych już wówczas Alejach Jerozolimskich. Zaraz po wojnie, gdy stolica była wciąż niemal doszczętnie zniszczona, a ludzie gubili się wśród ruin, niemal niezniszczony hotel był niczym drogowskaz, symbol. W "Złym" odwiedzamy go razem z bandziorem Morycem i byłym bokserem Robertem Kruszyną, którego kontuzja zmusza do zakończenia sportowej kariery i przyjęcia posady jako współpracownik Merynosa. Hotel Polonia chciano wyremontować w duchu socrealistycznej architektury. Tak się jednak, na szczęście, nie stało.

Leopold Tyrmand zaglądał także na Łazienkowską, gdzie do dzisiaj mieści się stadion stołecznej Legii (choć gruntownie przebudowany przed kilkoma laty). Dzięki dystrybucji podrabianych biletów na mecze Merynos miał zgarnąć fortunę.

Zarabianie na wejściówkach w ogóle było dosyć popularne. Kino Atlantic (ul. Chmielna) również odkrywamy dzięki zorganizowanej grupie koników, która wykupowała w kasie większość biletów, a następnie odsprzedawała po kilkukrotnie zawyżonej cenie.

Budynek mieścił się w tym samym miejscu co obecnie, z tym że sama Chmielna była wówczas na tamtym odcinku dużo węższa.
Niemal po każdym miejscu Tyrmand oprowadza nas z niekłamaną pasją. Na placu Defilad mieszkańcy niemal zastygają z zaskoczenia, gdy zza budynków wyłania się, dotychczas zasłonięty, hotel Polonia. W ruinach PKO (ul. Świętokrzyska) odbyła się jedna z odpraw bandytów. Natomiast z Dworca Śródmieście Moryc podróżował do swojej mieszkającej w Aninie ukochanej.
Leopold Tyrmand miał podobno świetną pamięć - od razu zapamiętywał raz przeczytany tekst. Plastyczny opis powojennej Warszawy na pewno jest tego niezbitym dowodem.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na Twitterze!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na Twiterze!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Więcej informacji na stronie głównej Portal i.pl