Kapitan Janis Slaidiņš, przedstawiciel Narodowych Sił Zbrojnych Łotwy, już dawno zapowiadał na antenie łotewskiego radia, że Ukraina planuje uderzyć na most krymski. „Tę możliwość trzeba mieć na uwadze, skoro po dostawach z zachodnich krajów Ukraina ma taką okazję. Może uderzyć na ten bardzo ważny strategicznie most (…) Atak na Most krymski byłby poważnym ciosem dla Rosji” - mówił.
Nie wiadomo, z jakich źródeł Slaidiņš uzyskał takie informacje, ale jeśli weźmiemy pod uwagę, że Łotwa jest politycznym i wojskowym sojusznikiem Ukrainy w jej konfrontacji z Rosją, to zgodnie z logiką kapitan Slaidiņš powinien nie zdradzać planów Kijowa. Mogło tu chodzić o zastraszenie Rosjan - kłamstwem czy prawdą, to jest mniej istotne. Takie mogą być „zasady” wojny informacyjnej członków NATO przeciwko Rosji.
W wypowiedzi kapitana było jednak kilka momentów, w których trudno mu odmówić racji. Rzeczywiście, po dostarczeniu broni z krajów zachodnich Ukraina miała okazję uderzyć w Most Krymski. Łotysz ma też rację, że stanowiłoby to poważny cios dla Rosji.
Wiele możliwości na uderzenie
Wiadome jest, że Stany Zjednoczone dostarczyły na Ukrainę systemy rakietowe M142 HIMARS: ich zasięg wynosi do 500 km a waga głowicy to 90 kg. W instalacji znajduje się 6 pocisków. Technicznie rzecz biorąc, Ukraińcy są zdolni do uderzenia. Żołnierze ci byli szkoleni w USA.
Sami Ukraińcy dysponują rakietą RK-360MS „Neptun” (zasięg strzału – 300 km). Rakiety te przeznaczone są do uderzania w statki, ale teoretycznie mogą być również używane przeciwko dużej konstrukcji, takiej jak most. Kijów ma też w rezerwie pociski Sapsan. Nie były jeszcze używane w terenie, ale producenci zapewniali, że mogą uderzyć do 450 km.
To oczywiście nie wszystko. Ukraińcy decydując się uderzyć w Most Krymski, mogli użyć lotnictwa - samolotów szturmowych lub helikopterów. Nie można by wykluczyć przeprowadzenia zmasowanego ataku tureckimi bajraktarami.
To nie takie proste
Ale most krymski był mocno chroniony przed takimi atakami - przez dwa rosyjskie systemy rakietowe S-400 jednocześnie, które utworzyły pewien rodzaj kopuły osłonowej o średnicy 400 kilometrów. Ponadto istnieje dodatkowa wielostopniowa ochrona przez systemy obrony powietrznej, w tym przeciwlotniczy zestaw artyleryjsko-rakietowy Pantsir S-1, system przeciwlotniczy Tor i inne.
Most posiadał też gęsty system obrony antysabotażowej - bojowi pływacy na służbie, specjalne łodzie i elektroniczne czujniki na podporach. Był też inny sprzęt – tzw. odrzutniki. To sonar i system tłumienia dla sabotażystów Plavnik - gdy podwodni pływacy (lub zwykli nurkowie) zostaną wykryci w odległości mniejszej niż 300 metrów od mostu, włącza się alert dźwiękowy oznaczający konieczność opuszczenia chronionego obszaru. Jeśli nieproszony gość nie zmieni kursu i podpłynie bliżej podpór mostu niż 100 metrów, intensywność sygnału dźwiękowego gwałtownie wzrasta, do tak wysokiego progu bólowego, że jest to nie do zniesienia. Doświadcza potężnego bólu głowy, może nawet umrzeć.
Na lądzie mostu strzegły jednostki MSW, a na wodzie Flota Czarnomorska i straż przybrzeżna Służby Granicznej FSB. Ponadto obiekt był strzeżony przez specjalną brygadę morską Gwardii Rosyjskiej - jej załogi patrolowały akwen na łodziach antysabotażowych, personel był uzbrojony w karabiny maszynowe, granatniki i przenośne systemy rakiet przeciwlotniczych.
Krymski most chroniony był też przez służbę walki elektronicznej. Loty dronami, nawet na dużych odległościach od mostu, są zabronione.
TD
