Nowy wiceminister zdrowia Piotr Bromber w czwartek w Polsat News zapytany o protest medyków, odpowiedział, że strona rządowa "rozmawia z tymi, którzy chcą rozmawiać". - Rozmawiamy z tymi, którzy chcą z nami rozmawiać - tłumaczył.
Wiceszef resortu zdrowia przyznał, że jeszcze nie był w białym miasteczku ale jednocześnie dodał, że nie wyklucza takiej wizyty. - Sytuacja jest dynamiczna - mówił. - Cały czas jesteśmy nastawieni na rozmawianie. My nie mówimy, że my mamy rację - wyliczał i podkreślał, że tej rozmowy "nie należy sprowadzać jedynie do pieniędzy".
- Na dodatki w związku z Covid-19 wydaliśmy prawie 8 mld zł, w nowej perspektywie 2022-27 dołożymy 80 mld zł - wyliczał.
- Biorę "na klatę" i czuję pełną odpowiedzialność za protest medyków - mówił.
"Czekamy i zapraszamy"
- "Czekamy i zapraszamy"- w ten sposób Porozumienie Chirurgów SKALPEL, biorące udział w proteście zareagowało na słowa wiceministra zdrowia o ewentualnej wizycie w "Białym miasteczku". - "Mamy nadzieję, że wizyta Pana Ministra Brombera nie skończy tylko na dialogu i nasze argumenty pomogą Panu zrozumieć dlaczego tak ważne dla nas jest spotkanie z Panem Premierem @MorawieckiM"- dodano.
Polacy popierają protest medyków
Jak wynika z sondażu United Surveys dla RMF FM i "Dziennika Gazety Prawnej" ponad 68 proc. Polaków popiera protest środowiska medycznego. Wyniki zestawiono z partiami politycznymi. Najwięcej osób popierających protest stanowią wyborcy, którzy głosowali na PSL + Kukiz’15. Z drugiej strony, najmniejsze poparcie dla strajkujących wykazują osoby głosujące na PiS- wynika z sondażu.
Ankietowanych zapytano także o to, czy są gotowi płacić wyższe podatki w celu sfinansowania podwyżek dla medyków. 53,1 proc. respondentów jest przeciwna takiemu rozwiązaniu
Badanie zostało przeprowadzone 10 września metodą CATI na grupie 1000 osób.
Pracownicy służby zdrowia wyszli na ulice
W sobotę 11 września medycy wyszli na ulice Warszawy. Pod Kancelarią Premiera powstało "białe miasteczko". Pracownicy służby zdrowia domagają się podwyżek oraz poprawy jakości pracy. Ministerstwo tłumaczy, że proponowane zmiany są zbyt daleko idące. I wylicza, że kosztowałby ponad 100 mld zł. "Nie chcemy umierać na stanowiskach" - odpowiadają protestujący.
