Polska i Francja – nowe przywództwo w Europie?
Prof. Krasnodębski pytany przez portal i.pl o to, czy tytuł panelu jest prowokacyjny, czy faktycznie są szanse na polsko-francuski sojusz w Europie, odpowiedział, że oczywiście, że jest to tytuł prowokacyjny. – Jednak prowokacje mogą też wyrażać realne szanse. Tytuł jest więc trochę na wyrost, bo pierwszym etapem powinno być bardzo dobre partnerstwo z Francją oraz dobra współpraca, a do tego też jeszcze nam jest ciągle daleko. Powiedziałbym, że widzę raczej kłopoty po stronie francuskiej, niż po polskiej. Będziemy mieli na pewno jakieś rozbieżne interesy, ale ja jestem przekonany, że po pierwsze – taka współpraca jest konieczna dla nas i dla Francji. Myślę, że my wiemy to lepiej niż Francuzi, ale Francuzi, przynajmniej niektórzy, też to dostrzegają – mówił.
Jesteśmy na Google News. Dołącz do nas i śledź Portal i.pl codziennie. Obserwuj i.pl!
Dopytywany, dlaczego współpraca jest konieczna dla nas i dla Francji, prof. Krasnodębski odpowiedział, że „jak długo jesteśmy członkami Unii, to co prawda mamy takich dobrych partnerów jak Francuzi i Brytyjczycy w kwestiach militarnych, w sprawach Ukrainy naszym najbliższymi partnerami Stany Zjednoczone i Niemcy, ale w sprawach unijnych takiego sojusznika nie mamy. W UE podejmuje się już może teraz 80 proc. decyzji dotyczących gospodarki. Bez silnego partnera, bez silnego zaprzyjaźnionego państwa, sobie nie poradzimy, bo mamy tyle głosów, ile mamy, mamy jednego komisarza – wyjaśnił.
Prof. Krasnodębski zauważył, że siła Niemiec polega na tym, że w Europie mogłyby niewiele zrobić, a przynajmniej znacznie mniej, gdyby nie miały dobrych relacji z Francją. – Otóż ja bym chciał, żebyśmy mieli przynajmniej takie dobre relacje z Francją, jak mają Niemcy. Nie znaczy to, że mamy sobie koniecznie popsuć relacje z Niemcami, ale narastają pewne między nami różnice i myślę, gdy że gdyby Francja, zwłaszcza prawica francuska, była nieco odważniejsza i bardziej nawiązywała do idei swojego patrona, czyli de Gaulle’a, który w 1920 roku był w Warszawie. Oczywiście jego polityka miała pewne słabości, zawsze starał się balansować między USA a Rosją, ale gdyby Francuzi bardziej nawiązywali do idei Europy ojczyzn de Gaulle’a, to byśmy znaleźli bardzo szybko drogę do porozumienia – dodał.
Na uwagę, że kiedy PiS próbował nawiązać sojusz z Marine Le Pen i jej partią, to opozycja twierdziła, że to dowód na prorosyjskość PiS, bo według nich Le Pen jest prorosyjska, prof. Krasnodębski wyjaśnił, że najbardziej prorosyjską partią w krajach Unii Europejskiej była i jest niemiecka SPD. – Jakoś nikt nie uważał, że nie powinniśmy przyjmować prezydenta Steinmeiera, który był architektem polityki Schroedera i jednym z najbliższych jego przyjaciół. Bardzo prorosyjskim krajem jest ciągle Austria, dzisiaj w sposób ukryty – powiedział.
– Jeśli zaś mówimy o francuskiej prawicy, to ona jest podzielona. Z jednej strony mamy Zjednoczenie Narodowe, czyli partię antysystemową, a w związku z tym wykluczoną w systemu, odsądzana od czci i wiary, demonizowana. Ona oczywiście dzisiaj jest zupełnie już inną partią, niż za czasów ojca pani Marine Le Pen. Z drugiej strony – część prawicy francuskiej to jest prawica golisowska, republikanie, która niestety traci wpływy. Kiedyś miała swoich prezydentów Francji, a teraz traci swoje wpływy, dlatego, że swoją tożsamość ideową, bo odcina się od swoich korzeni – wyjaśnił.
Wracając do tego zarzutu opozycji, prof. Krasnodębski przypomniał, że w oświadczeniu po spotkaniu w Madrycie, gdzie była pani Le Pen, było oświadczenie partii prawicowych potępiające Rosję, a to było jeszcze przed wojną. – Nam chodziło o to, żeby te partie wszystkie, które się zgromadziły, jeżeli one by miały jakiekolwiek prorosyjskie ciągoty, przekonać do tego, że nie jest to właściwie droga. Dzisiaj na przykład pan Bardella, który zastąpił Marine Le Pen jako przewodniczący, miał bardzo proukraińską mowę – dodał.
– Tak, jak nasi socjaldemokraci, nasze poprzednie rządy rozmawiały z prorosyjską Angelą Merkel, czy z prorosyjskim Gerhardem Schroederem, to my rozmawiamy z nimi nie po to, żeby ich popierać w ich prorosyjskości tylko po to, żeby ich zmieniać – podkreślił.
dś