Zabieranie koncesji na alkohol to kolejny pomysł wrocławskiego magistratu na walkę z kłopotliwymi nocnymi klubami. Od lat powtarzają się relacje osób, które po wypiciu jednego albo kliku drinków w takim miejscu, traciły świadomość. Potem okazywało się, że wydali bardzo dużo pieniędzy i nie pamiętają, jak i na co. Prokuratura nigdy nikomu niczego nie udowodniła. Choć krążyły opowieści o dodawaniu do drinków tajemniczych substancji albo dolewaniu wody utlenionej.
Na dodatek pod klubami krążą „naganiacze”, którzy zaczepiają przechodniów i namawiają ich do wejścia do środka. Kiedyś były to panie z różowymi parasolkami, teraz po prostu kobiety, rzadziej mężczyźni zaczepiający przechodniów. Głownie mężczyzn. Mówią o drinkach i „tańcu artystycznym”.
EROTYKA CZY SZTUKA? Czym jest taniec na rurze?
W 2017 roku wydawało się, że temat jest skończony. Rada Miejska zakazała „usług erotycznych” w centrum miasta. Zakazała też „nachalnego nagabywania” potencjalnych klientów. Tego typu działalność jest wykroczeniem. Można nawet na miesiąc pójść za kratki. Ale nic to nie dało. Naganiacze jak byli, tak są. Od czasu do czasu ścigani przez straż miejską.
Od kilku miesięcy przed wrocławskim sądem toczy się proces szefa jednego z klubów z wrocławskiego Rynku. Straż miejska zarzuca mu łamanie zakazu świadczenia usług erotycznych. Ale obrona przekonuje, że taniec na rurze to nie „usługa erotyczna”, lecz ”forma artystyczna, w której wykorzystane są elementy nagości”.
Sprawa koncesji na alkohol dotyczy trzech klubów, choć w ścisłym centrum miasta jest ich znacznie więcej. Do magistrackiej walki z klubami przyłączyła się Prokuratura Rejonowa Stare Miasto. Wykorzystując uprawnienia do występowania w sprawach cywilnych i administracyjnych śledczy zaskarżyli do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego decyzje Samorządowego Kolegiu Odwoławczego, korzystne dla klubów.
