Na godzinę 14 w niedzielę zapowiedziano protesty w białoruskich miastach przeciwko władzy Aleksandra Łukaszenki. Na filmach umieszczanych w mediach społecznościowych widać było gromadzących się ludzi z biało-czerwono-białymi flagami niepodległej Białorusi. Wzdłuż mińskich ulic rozstawieni już byli funkcjonariusze OMON-u - sił specjalnych policji.
Dzień wcześniej, podczas kilkutysięcznej manifestacji białoruskich kobiet omonowcy dali się zaskoczyć demonstrantkom, które otoczyły i przerwały kordony. Funkcjonariusze nie odważyli się użyć siły wobec kobiet. Te zaś niosły transparenty z napisem m.in. "kobiety też z Rosji sprowadzicie?". To nawiązanie do sprowadzenia przez Łukaszenkę rosyjskich dziennikarzy, którzy zastąpili w rządowej TV protestujących reporterów białoruskich.
W niedzielę formalnie przypada również 66 rocznica urodzin Aleksandra Łukaszenki. Oficjalnie prezydent Białorusi przeniósł ją na 31 sierpnia, bo wtedy przypadają urodziny jego syna Koli, przygotowywanego na sukcesora białoruskiego dyktatora.
Jak informują niezależni dziennikarze za pośrednictwem portali społecznościowych, niedzielne demonstracje będą najwyżej relacjonować dziennikarze rosyjskiej stacji Russia Today. To jedyna stacja zagraniczna, która otrzymała prawo do relacji z wydarzeń. W sobotę Andrzej Poczobut, członek zarządu Związku Polaków na Białorusi poinformował, że co najmniej 17 korespondentom zagranicznych mediów zatrzymano akredytacje prasowe i nakazano opuszczenie kraju nawet w ciągu 24 godzin. Mają oni również zakaż przyjazdu na Białoruś przez 5 lat.
W niedzielę przeciwko temu zaprotestował nawet reżimowy Białoruski Związek Dziennnikarzy.
Według białoruskiej opozycji, restrykcje wobec zagranicznych mediów mają służyć temu, by w świat szedł obraz z Białorusi w wersji produkowanej tylko przez rządowe i rosyjskie media. W trakcie protestów wyłączany jest często także sygnał internetowy, by uczestnicy nie mogli przekazywać informacji z zajść.
W rządowej telewizji mocno wykorzystuje się także narrację propagandową, jakoby za protestami na Białorusi stały polskie siły. Według Andrzeja Poczobuta białoruskie Radio 30 sierpnia już drugą niedzielę z rzędu nie transmitowało tradycyjnej porannej mszy z Katedry w Mińsku. - Przez dziesięciolecia to była radiowa tradycja. Blokując ją Łukaszenka karze katolików za zaangażowanie w protesty, a kościół za brak poparcia dla polityki represji - napisał Poczobut na Twitterze.
