Tydzień temu wrocławski sąd warunkowo zwolnił go z reszty kary. Sąd Najwyższy w najbliższych dniach dostanie akta śledztwa i procesu, w którym – jak wynika z najnowszych ustaleń – doszło co najmniej do dramatycznej sądowej pomyłki. Tymczasem imię, nazwisko, zdjęcie i inne dane Tomasza trafiły na specjalną listę sprawców najpoważniejszych przestępstw na tle seksualnym. Ruszyła kilka tygodni temu.
Jeszcze przed swoim zwolnieniem z więzienia Tomasz Komenda złożył do sądu wniosek o wykreślenie go z tej listy. Na razie zastał wykreślony na czas rozpoznawania tego wniosku. Na posiedzeniu sądu w tej sprawie prokuratura proponowała, żeby postępowanie zawiesić do czasu decyzji Sądu Najwyższego o wznowieniu procesu czy też uniewinnieniu mężczyzny. Dzięki temu Komendy w rejestrze by nie było tymczasowo a po uniewinnieniu zapadoby formalne postanowienie o wykresleniu z listy.
Ale sąd zdecydował zupełnie inaczej. Orzekł, że takie osoby jak Komenda w ogóle nie powinny być wpisywane na listę. Dlatego nie podjąc decyzji o "wykreśleniu" ale o tym żeby "nie umieszczać Tomasza Komendy w rejestze gwałcicieli i pedofilów. Bo skazano go zanim weszły w życie przepisy taki rejestr wprowadzające.
Komenda – przypomnimy – został uznany winnym zbrodni miłoszyckiej. Jej ofiarą była piętnastoletnia Małgosia. W noc sylwestrową 1996/1997 została zgwałcona a potem zamarzła i wykrwawiła się. Sprawców było co najmniej dwóch. Jeden z nich został zatrzymany w czerwcu ubiegłego roku. Kim jest drugi nie wiadomo do dziś. Choć na miejscu zbrodni miłoszyckiej były jego krew i ślady nasienia.