Turcja w szoku po wyborach. Erdogan przegrał z partią Atatürka. Trzy źródła klęski AKP

Grzegorz Kuczyński
Grzegorz Kuczyński
Zwycięstwo w wyborach samorządowych świętuje CHP, partia założona ponad sto lat temu przez ojca świeckiego państwa tureckiego, Kemala Paszę
Zwycięstwo w wyborach samorządowych świętuje CHP, partia założona ponad sto lat temu przez ojca świeckiego państwa tureckiego, Kemala Paszę OZAN KOSE/AFP/East News
Turecka opozycja odniosła oszałamiające i historyczne zwycięstwo nad partią prezydenta Recepa Tayyipa Erdogana w niedzielnych wyborach samorządowych. Republikańska Partia Ludowa wygrała w pięciu największych miastach kraju i zdobyła najwięcej głosów w całym kraju. Partia Sprawiedliwości i Rozwoju przegrała niecały rok po podwójnym zwycięstwie wyborczym. Co zdecydowało? Gospodarka, kampania, Izrael.

Spis treści

W ostatnią niedzielę w Turcji odbyły się ogólnokrajowe wybory samorządowe. Władze lokalne są w tym kraju wybierane jednocześnie we wszystkich regionach co pięć lat. Dwa dni temu Turcy wybierali burmistrzów 30 największych i 1363 innych miast oraz 22 tys. członków zgromadzeń prowincjonalnych i miejskich.

Partia Sprawiedliwości i Rozwoju (AKP) prezydenta Turcji Recepa Tayyipa Erdoğana przegrała te ogólnokrajowe wybory, nie tylko nie zdołała odzyskać stanowisk burmistrzów Stambułu i Ankary, ale na dodatek straciła kilka innych dużych miast. Opozycyjna Republikańska Partia Ludowa (CHP) – najstarsze tureckie ugrupowanie polityczne, założone ponad sto lat temu przez Atatürka - wygrała wybory po raz pierwszy od 1977 roku.

To pierwsza poważna porażka AKP od ponad 20 lat i – jak mówi wielu - prawdopodobnie początek końca Sułtana, czyli potężnego prezydenta Erdoğana. Co było głównym powodem klęski partii rządzącej? Niegdyś Bill Clinton zasłynął ze słów „Gospodarka, głupcze!”. AKP może i pamiętała, jak ważna jest gospodarka. Problem w tym, że nie zdołała poprawić jej stanu od czasu ostatnich wyborów – parlamentarnych i prezydenckich w maju 2023 roku – które zresztą wygrała.

CHP bierze duże miasta

Kandydaci opozycyjnej Republikańskiej Partii Ludowej (CHP) zdobyli 37,77 proc. głosów, podczas gdy kandydaci rządzącej AKP 35,49 proc. W liczbach głosów to 17,39 mln do 16,34 mln. Cztery kolejne partie nie mogły się równać z wielką dwójką: YRP 6,19 proc., DEM 5,70 proc., MHP 4,99 proc., IYI 3,77 proc. Opozycji udało się utrzymać stanowiska burmistrza największego miasta, Stambułu, oraz burmistrza stolicy, Ankary, zdobyte w poprzednich wyborach w 2019 r., a także odebrać partii rządzącej stanowisko burmistrza czwartego co do wielkości miasta Turcji, Bursy. CHP kontroluje obecnie wszystkie pięć największych tureckich okręgów miejskich - Stambuł, Ankarę, Izmir, Bursę i Adanę.

AKP straciła 11 miast, które kontrolowała od wyborów w 2019 r. I osiągnęła słabe wyniki w największych pięciu miastach, nie będąc nawet w stanie rzucić wyzwania urzędującym burmistrzom opozycji w Stambule i Ankarze. W Stambule opozycyjny burmistrz Ekrem Imamoğlu pokonał swojego przeciwnika o ponad 11 punktów procentowych; w Ankarze przedstawiciel opozycji Mansur Yavaş pokonał swojego przeciwnika z AKP stosunkiem głosów 60,4 proc. do 31,7 proc. AKP traci władzę w wielu dzielnicach, które wcześniej były jej bastionem, w tym w Üsküdar w Stambule i Keçiören w Ankarze.

Największe znaczenie ma zwycięstwo w Stambule - centrum kulturalnym i gospodarczym Turcji, gdzie skoncentrowane są główne aktywa finansowe i przemysłowe. Aglomeracja stambulska to blisko jedna piąta populacji całej Turcji i jedna trzecia jej gospodarki. To tutaj sam Erdoğan rozpoczął swoją karierę polityczną, zostając burmistrzem miasta. Opozycja przejęła Stambuł już w 2019 roku, ale jej przedstawiciel - burmistrz Ekrem Imamoğlu - zdołał tym razem wygrać bez ponownego przeliczenia głosów i innych prób podważenia wyniku.

AKP traci bastiony

CHP nie tylko odniosła miażdżące zwycięstwa w największych metropoliach, ale także zdobyła 16 miast i prowincji, które wcześniej były kontrolowane przez AKP lub partie z nią sprzymierzone. Poza kilkoma wyjątkami, CHP zwyciężyła w prowincjach nadmorskich, podczas gdy największa w kraju prokurdyjska partia DEM zdobyła większość w miastach zamieszkanych głównie przez Kurdów, ograniczając sukces wyborczy AKP głównie do głębokich prowincji i 12 miast metropolitalnych w sercu Anatolii. Partia Erdoğana straciła niemal cały dostęp do południowych i zachodnich wybrzeży, co czyni ją teraz bardziej partią wiejską niż miejskim ruchem politycznym.

Szczególnie bolesna dla AKP jest utrata Bursy, czwartej co do wielkości prowincji Turcji, oraz południowo-wschodniej prowincji Adiyaman. Ten jeden z najbardziej dotkniętych zeszłorocznym trzęsieniem ziemi regionów jeszcze w maju 2023 roku poparł AKP w ponad 68 proc. Teraz partia rządząca dostała tam… 32,4 proc. Przy 34,6 dla CHP. Adiyaman jest zresztą dobrym potwierdzeniem trendu widocznego w całym kraju: pozostania w domu wyborców AKP. Frekwencja spadła tam o 14 punktów proc. w porównaniu z wyborami z maja 2023. W całej Turcji wyniosła 78 proc., podczas gdy dziewięć miesięcy temu było 87 procent. Spadek średnio wyniósł ok. 10 punktów procentowych mniej niż w pięciu poprzednich wyborach.

Sondaże a rzeczywistość

Gdy w niedzielny poranek otwierano lokale wyborcze, porażka partii Erdoğana wcale nie była oczywista. Sondaże dawały partii rządzącej i opozycji równe szanse w największych miastach, generalnie bastionie przeciwników AKP. Po wygraniu wyborów parlamentarnych i prezydenckich w 2023 r. turecki przywódca miał nawet nadzieję na odzyskanie kontroli nad Stambułem, którego burmistrzem on sam był w latach dziewięćdziesiątych. Z kolei opozycyjna koalicja sześciu partii rozpadła się po wyborach w 2023 roku.

Słaby wynik obozu władzy jest dla wielu zaskakujący po tym, jak Erdogan i AKP odnieśli zwycięstwo w wyborach parlamentarnych w maju 2023 pomimo szalejącej inflacji i chaotycznej reakcji rządu na trzęsienie ziemi w lutym ub.r., w którym zginęło co najmniej 55 tys. osób. Cóż więc takiego stało się przez dziewięć miesięcy, że AKP spadła z politycznego nieba do piekła?

Walka z inflacją uderzyła w elektorat AKP

Głównym powodem porażki partii Erdoğana jest kryzys gospodarczy, który wynika głównie z zadziwiającej polityki fiskalnej tureckiego przywódcy, który wierzył, że inflację można zwalczyć obniżając stopy procentowe banku centralnego, a nie podnosząc je. Po pandemii COVID-19 i masowych programach pompowania pieniędzy w globalną gospodarkę, inflacja w Turcji, podobnie jak w innych krajach, zaczęła przyspieszać i do lutego 2021 r. przekroczyła 15 proc. Erdoğan zwolnił szefa banku centralnego, który zaczął podnosić stopę procentową, i mianował mało znanego bankiera, Shahapa Kavcioğlu, który poparł jego teorię i zaczął obniżać kluczową stopę procentową w obliczu przyspieszającej inflacji. Turecka lira błyskawicznie słabła do dolara, a latem 2022 roku inflacja sięgnęła 80 proc. Bank Centralny kontynuował jednak luzowanie polityki pieniężnej: od jesieni 2021 r. do wiosny 2023 r. stopa procentowa została obniżona z 19 proc. do 8,5 proc.

Dopiero po wygranych wyborach prezydenckich w maju 2023 r. Erdoğan zgodził się na zmianę polityki pieniężnej, stawiając na czele Banku Centralnego pracującą dotychczas w Goldman Sachs Hafise Gaye Erkan, która do końca jesieni ub.r. podniosła stopę do 35 proc. W lutym br. Erkan zrezygnowała ze stanowiska, ale jej politykę kontynuuje były zastępca Fatih Karakan. Stopa została niedawno podniesiona do 50 proc. Tyle że to, co dobre dla gospodarki długoterminowo, dla rządzących nie musi być korzystne krótkoterminowo. Akurat w ostatnich miesiącach gospodarka weszła w najgorszy okres w związku ze zmianą polityki monetarnej: wysoka stopa procentowa nie zdążyła przydusić inflacji, która wręcz przyspieszyła (osiągnęła w lutym prawie 70 proc., a roczny wzrost cen żywności w kraju wyniósł prawie 78 proc. w 2023 roku), ale już wpłynęła negatywnie na nastroje konsumentów. Pożyczanie pieniędzy, które było stosunkowo łatwe, gdy Erdoğan sprzeciwiał się wysokim stopom procentowym, stało się znacznie trudniejsze.

Wielu wyborców, którzy poparli Erdoğana i AKP w 2023 r., dopiero teraz dostrzegło pogarszającą się sytuację gospodarczą. Zmiany w sektorze kredytowym ograniczają możliwości szybkiego zarabiania na rynku mieszkaniowym i samochodów używanych, tak jak miało to miejsce przed wyborami w 2023 r., kiedy Erdoğan obniżył stopy procentowe znacznie poniżej rocznej inflacji. Gwałtownie pogorszyła się sytuacja emerytów, ważnej grupy wyborców AKP, którzy są rozczarowani topniejącymi świadczeniami. Obecnie minimalna miesięczna emerytura (ok. 308 dolarów) jest o 41 proc. niższa niż minimalne wynagrodzenie w kraju. Rząd był świadomy sytuacji, ale nie mógł spełnić żądań podwyżek świadczeń, ponieważ stworzyłoby to dużą dziurę w budżecie. Efekt? Spora część z prawie 16 milionów emerytów zbojkotowała wybory.

Opozycja lepiej rozegrała kampanię

Jeśli wybory w 2023 roku bardziej przegrała opozycja niż wygrała AKP i Erdoğan, to teraz można mówić o odwróceniu ról. W ubiegłorocznych wyborach prezydenckich i parlamentarnych błędem opozycji było montowanie jednolitego bloku na siłę, nie patrząc na różnice między partiami. Błędem było też wystawienie przeciwko Erdoğanowi „kandydata kompromisu”, polityka bez cienia charyzmy, zamiast któregoś z już wówczas popularnych i energicznych burmistrzów. Wtedy opozycja, ze swoim sojuszem Stołu Sześciu, nie udowodniła wyborcom, że może lepiej rządzić od rywali.

Teraz AKP nie przekonała – przede wszystkim własnego elektoratu – że jest w stanie skutecznie kontynuować rządy, zwłaszcza w gospodarce. Nie brakuje opinii, że partii władzy zaszkodziła spokojna kampania, bez podkreślania podziałów, a z akcentowaniem woli współpracy. Prowadzenie pełnej głębokich podziałów i napiętej kampanii zawsze działało na korzyść Erdoğana. Tymczasem ten, w porównaniu z poprzednimi latami, prowadził mniej widoczną kampanię, nie udzielał wywiadów telewizyjnych, unikał organizowania tak wielu wieców jak w przeszłości i nie używał ostrej retoryki wobec przeciwników. Nie chciano wyborów samorządowych zmienić w głosowanie nad wotum zaufania dla rządów Erdoğana. Strategia ta okazała się jednak nieskuteczna, ponieważ wyborcy opozycji pozostali przy swoich partiach i poszli głosować, za to część elektoratu AKP została zdemobilizowana.

AKP i Erdoğan mieli tym razem jeszcze jeden słaby punkt: islamistyczna Nowa Partia Dobrobytu (YRP) oferowała alternatywę dla głęboko religijnych wyborców dotychczas głosujących na obóz władzy. AKP nie mogła za bardzo atakować YRP, ponieważ obie partie były w sojuszu wyborczym w majowych wyborach. Tymczasem YRP prowadziła populistyczną kampanię, obwiniając rząd, że nie zrobił wystarczająco dużo, aby przeciwstawić się Izraelowi w związku z jego inwazją na Strefę Gazy. Partia wzywała też do podwyżek dla emerytów i atakowała środowiska LGBTQ.

Przedwczesny wyrok na Erdoğana

Jeszcze przed wyborami eksperci spekulowali, że zwycięstwo AKP mogłoby zwiększyć determinację Erdoğana do próby zmiany konstytucji i ponownego startu w wyborach prezydenckich w 2028 r. - ale jest to obecnie mało prawdopodobne. Znacznie trudniej będzie przeforsować niektóre propozycje AKP, takie jak obniżenie progu zwycięstwa w wyborach prezydenckich w I turze z 50 proc. do 40 proc. czy przyznanie Erdoğanowi prawa do wyboru na kolejną kadencję. Na dodatek, burmistrz Stambułu Imamoğlu ugruntował pozycję najpopularniejszego polityka opozycji i w tej chwili jest jej naturalnym silnym kandydatem na prezydenta.

Niedzielna porażka jest tym boleśniejsza dla Erdoğana, że to on był twarzą kampanii AKP, odwiedzając wszystkie 51 prowincji. Występując do zwolenników tuż po tym, jak stało się jasne, że jego partia przegrała, Erdoğan mówił: „31 marca nie oznacza dla nas końca, ale punkt zwrotny. Dziewięć miesięcy po naszym zwycięstwie w majowych wyborach, niestety nie mogliśmy uzyskać wyniku, którego chcieliśmy i na który liczyliśmy w teście wyborów lokalnych”. - Dokonamy samokrytyki z odwagą – dodał prezydent Turcji. Znając polityczny talent Erdoğana, można zakładać, że wyciągnie odpowiednie wnioski z tej klęski.

Większość jego wyborców albo została w domu, albo przeszła do partii nacjonalistycznych i islamistycznych dystansujących się do „tradycyjnej” opozycji. Szczególnie do YRP. Uzyskała ona 6,19 proc. głosów, otrzymując poparcie od 2,8 miliona obywateli. Z kolei AKP uzyskała 16,3 mln głosów w niedzielę. W sumie to 19,1 mln. Jeśli dodać do tego tradycyjnych wyborców Erdoğana, którzy tym razem nie głosowali, to wychodzi podobny poziom poparcia dla obozu władzy, co w zeszłym roku. To oznacza, że przepływ elektoratu między AKP i jej islamistyczno-nacjonalistycznymi partnerami a CHP i IYI był minimalny i dotyczył głównie największych miast. Wniosek: można te głosy odzyskać.

Jak to zrobić? Zaostrzyć politykę wobec Izraela by odebrać amunicję YRP, ale przede wszystkim kontynuować obecną restrykcyjną politykę gospodarczą. Tym bardziej, że cykl wyborczy właśnie minął. - W drugiej połowie roku zaczniemy dostrzegać pozytywne rezultaty naszego programu gospodarczego, zwłaszcza na froncie inflacyjnym – zapewnił w poniedziałek Erdoğan. Następny wyborczy sprawdzian tymczasem dopiero za cztery lata. Przez ten czas może się jeszcze wiele zmienić. Jedno jest pewne: wbrew licznym w ostatnich latach zarzutom stawianym Erdoğanowi, turecka demokracja ma się dobrze, a porównywanie Turcji do Rosji chociażby jest pozbawione kompletnie sensu.

źr. i.pl, Al-Monitor, Middle East Eye

od 7 lat
Wideo

Wyniki II tury wyborów samorządowych (sondaż)

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na X!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na X!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

Materiały promocyjne partnera
Wróć na i.pl Portal i.pl