Bliskowschodnie domino. Jak wojna może rozszerzyć się z Izraela na cały region

Grzegorz Kuczyński
Grzegorz Kuczyński
Teheran grozi, że w razie zmasowanego lądowego ataku IDF na Strefę Gazy, w obliczu potencjalnego zniszczenia palestyńskiej radykalnej enklawy i przetrącenia kręgosłupa Hamasowi, może rozpętać wojnę z Izraelem na innych frontach.
Teheran grozi, że w razie zmasowanego lądowego ataku IDF na Strefę Gazy, w obliczu potencjalnego zniszczenia palestyńskiej radykalnej enklawy i przetrącenia kręgosłupa Hamasowi, może rozpętać wojnę z Izraelem na innych frontach. fot. JALAA MAREY/AFP/East News
Wojna w rejonie Strefy Gazy może rozszerzyć się nie tylko na inne granice Izraela, ale też inne kraje Bliskiego Wschodu, który przypomina teraz beczkę prochu. Coraz poważniej taką możliwość biorą pod uwagę Stany Zjednoczone. Widać to zarówno po słowach ich liderów, jak i decyzjach generałów.

Palestyńskie terrorystyczne formacje ze Strefy Gazy, z Hamasem na czele, kontynuują ostrzał rakietowy Izraela, zaś ten pustoszy enklawę atakami z powietrza. Izraelska armia (IDF) przygotowuje się do lądowej ofensywy na enklawę. Na Zachodnim Brzegu dochodzi do starć między izraelskimi żołnierzami a palestyńskimi radykałami. Doszło tam do pierwszego od dawna ataku izraelskiego lotnictwa. Gorąco jest też na granicy Izraela z Libanem i Syrią. Tam wrogiem są nie tyle rządy w Bejrucie i Damaszku, co irańscy proxies, od Hezbollahu po brygady szyitów z Afganistanu i Iraku, obecnych w wojnie domowej w Syrii od lat.

Teheran grozi, że w razie zmasowanego lądowego ataku IDF na Strefę Gazy, w obliczu potencjalnego zniszczenia palestyńskiej radykalnej enklawy i przetrącenia kręgosłupa Hamasowi, może rozpętać wojnę z Izraelem na innych frontach. Niekoniecznie z własnym bezpośrednim udziałem. Ale czym, tak naprawdę, jest choćby obecność dowódcy Sił Quds Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej w Syrii, gdzie nadzoruje oddziały ostrzeliwujące Izrael? Kto wygra tego pokera? Czy Teheran z pomocą Moskwy będzie przekonujący na tyle, by zatrzymać likwidację obecnego statusu Strefy Gazy – poprzez presję na USA? Czy jednak Izrael i USA wytrzymają grę nerwów, sprawiając, że wrogowie, przekonani o nieuchronności uderzenia największego mocarstwa świata i jednego z największych mocarstwa regionu, wycofają się?

Liban czyli Hezbollah

Wspierane przez Iran zbrojne formacje, w tym Hezbollah, przeprowadziły tylko w ciągu niedzieli 17 ataków na pozycje izraelskie. Od tygodnia rośnie intensywność takich ataków. Hezbollah wystrzelił rakiety ziemia-powietrze w kierunku helikoptera IDF. Izraelczycy przechwycili też przelot dronów z Libanu do Izraela. Większość ataków ze strony Hezbollahu to jednak ostrzał pociskami przeciwpancernymi sił izraelskich. Rząd Izraela rozszerzył strefę ewakuacji ludności cywilnej wzdłuż granicy libańskiej, obejmując 14 dodatkowych miejscowości. Wcześniej ewakuowano miejscowości w strefie dwóch kilometrów od granicy. Należy pamiętać, że Izrael z terytorium Libanu ostrzeliwuje nie tylko Hezbollah, ale też działające tam za jego zgodą organizacje palestyńskie, w tym zbrojne skrzydło Hamasu: Brygady Kasama.

Tymczasem Reuters donosi, że irańscy przywódcy osiągnęli konsensus zatwierdzający ograniczone transgraniczne ataki Hezbollahu na Izrael. Mają one na celu angażowanie sił izraelskich i odwracanie ich uwagi od Strefy Gazy, ale nie otwarcie nowego frontu. Eskalacja może jednak nastąpić, jeśli wojsko izraelskie wkroczy do palestyńskiej enklawy i zagrozi tak naprawdę egzystencji Hamasu. Choć to w przypadku Hezbollahu i Libanu taki atak byłby dopiero drugim stopniem eskalacji wojny. Najpierw Iran uruchomi na pełną skalę swoje aktywa i sojuszników w sąsiedniej Syrii, też graniczącej z Izraelem.

Szyici w Syrii

Nie jest przypadkiem, że wczoraj – po raz trzeci w ciągu ostatnich 10 dni - Siły Powietrzne IDF przeprowadziły naloty na pasy startowe międzynarodowych lotnisk w Damaszku i Aleppo. Chodzi o utrudnienie Iranowi transportu broni do Syrii w kontekście planu ewentualnego otwarcia nowego frontu wojny z Izraelem. Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej (IRGC) od dawna wykorzystuje komercyjne samoloty pasażerskie powiązane z reżimem irańskim do transportu wojskowego do Syrii.

Broń dostarczana do Syrii trafia do oddziałów rozmieszczanych od co najmniej tygodnia wzdłuż linii oddzielającej okupowane przez Izrael Wzgórza Golan od Syrii. To wspierane przez Iran szyickie formacje: Asaib Ahl al Haq (złożona z Irakijczyków), Fatemiyoun (złożona z Afgańczyków) i Zeynabiyoun (złożona z Pakistańczyków). Według izraelskich mediów dowódca Sił Quds IRGC, generał Esmail Ghaani, przybył do Syrii 21 października, aby monitorować wspierane przez Iran oddziały na granicy izraelsko-syryjskiej. Z nieoficjalnych doniesień wynika, że w razie eskalacji wojny, to właśnie stąd, z Syrii, Iran rękami sojuszników rozpocznie „ograniczoną” operację lądową na Wzgórza Golan. Dopiero w ostateczności uruchomiony ma być front libański. A i to nie musi być końcem eskalacji…

Irak i Jemen

Islamski Ruch Oporu w Iraku – koalicja wspieranych przez Iran szyickich bojówek – przeprowadziła wczoraj atak dronów na siły amerykańskie w bazie lotniczej Ain al Asad, co oznacza piąty z rzędu dzień ataków wymierzonych w siły amerykańskie na Bliskim Wschodzie. Wspomniana koalicja przyznała się do dziewięciu już ataków dronów i rakiet na siły amerykańskie w Iraku i Syrii od 18 października. Wspierana przez Iran iracka milicja Kataib Hezbollah również zagroziła kilka dni temu atakami na pozycje USA.

Z kolei irańscy sojusznicy w Jemenie grożą kolejnymi atakami na cele w Izraelu. Po sobotnim spotkaniu z delegacją palestyńską władze rebeliantów Huti zapowiedziały, że zaatakują izraelskie statki na Morzu Czerwonym, jeśli Izrael będzie kontynuował działania w Strefie Gazy. Już kilka dni temu amerykański okręt w tym rejonie przechwycił drony i rakiety zmierzające w kierunku Izraela.

W najgorszym scenariuszu wojna może więc rozpętać się na granicach Izraela ze Strefą Gazy, Libanem i Syrią. W samej Syrii, gdzie stacjonuje kilka tysięcy Amerykanów wspierających miejscowych Kurdów. W Iraku, gdzie również są obecni Amerykanie, a Kurdowie mają autonomię. Wreszcie w Jemenie, gdzie od lat i tak toczy się wojna domowa, ale teraz mogłyby się w nią włączyć aktywnie siły amerykańskie i izraelskie. W tym kontekście nie dziwią złowróżbne słowa Joe Bidena i wysłanie w region dwóch dodatkowych grup lotniskowcowych. Minister spraw zagranicznych Iranu Hossein Amir-Abdollahian ostrzegł wszak wczoraj Izrael i USA, że sytuacja na Bliskim Wschodzie może "wymknąć się spod kontroli", o ile nie położą natychmiast kresu "zbrodniom przeciw ludzkości i ludobójstwu w Strefie Gazy”.

mm

emisja bez ograniczeń wiekowych
Wideo

Pierwszy trening polskich piłkarzy pod okiem 2500 kibiców

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na X!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na X!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

Materiały promocyjne partnera

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

J
Janusz I
Uważam, że nasza cywilizacja chrześcijańska nie powinna mieszać się do ich wojny.
Wróć na i.pl Portal i.pl