Ze spokojem, bez emocji, nie wykazując gestami czy mimiką twarzy jakiejkolwiek skruchy, na ławie oskarżonych zasiadł 32-latek, któremu grozi nawet dożywocie. Drugiemu z oskarżonych, który mógł, ale ostatecznie nie skorzystał z możliwości dobrowolnego poddania się karze uzgodnionej z prokuratorem (rok i cztery miesiące pozbawienia wolności), grozi do trzech lat więzienia.
Sprawę rozpoznaje pięcioosobowy skład orzekający: sędziowie zawodowi - Małgorzata Szwedo-Dec (przewodnicząca składu) i Tomasz Turbak oraz troje ławników. Jeszcze przed otwarciem przewodu sądowego obrońcy obu oskarżonych oraz sami oskarżeni złożyli wnioski o wyłączenie jawności postępowania. Argumentowali, iż w toku postępowania poruszane będę kwestie drastyczne, których przekazywanie przez dziennikarzy w relacjach jest zbędne. Prokurator decyzję w kwestii jawności pozostawił do uznania sądu.
Po krótkiej przerwie sąd oświadczył, że wyłącza jawność procesu, za wyjątkiem momentu odczytania aktu oskarżenia oraz sentencji wyroku, jaki w przyszłości zapadnie.
Po odebraniu przez sąd danych osobowych od oskarżonych, do głosu został dopuszczony oskarżyciel publiczny. Prokurator Michał Lasota z Prokuratury Okręgowej w Tarnobrzegu odczytując zarzuty, wymieniał szczegółowo najdrobniejsze nawet obrażenia, jakie biegli byli w stanie odnaleźć na poszczególnych fragmentach rozkawałkowanego ciała ofiary. Po odczytaniu aktu oskarżenia dziennikarze musieli opuścić salę rozpraw.
- Poćwiartował ciało kobiety siekierami i piłami. Potem spalił. Jest akt oskarżenia
- Bandyci wdarli się do domu i zaatakowali dwoje ludzi. Zrabowali 230 złotych!
- Policja znalazła fragmenty poćwiartowanych zwłok kobiety. Reszta ciała jest spalona!
- We wsi koło Stalowej Woli znaleziono zwłoki kobiety. To była zbrodnia?
Przeszukanie posesji
Przypomnijmy. Ta zbrodnia wstrząsnęła w drugiej połowie stycznia tego roku nie tylko lokalną społecznością. Policja otrzymała informację, że na jednej z posesji w Zdziechowicach Drugich doszło do zbrodni. Początkowo śledczy nie udzielali mediom żadnych informacji, ale na podwórzu, w domu i w stodole przez kilka dni pracowały ekipy śledczych. Przeszukiwano teren, z wykorzystaniem psów specjalizujących się w wykrywaniu zwłok. Działania utrudniał fakt, że panowały w tym czasie mrozy.
W kolejnych dniach pojawiły się pierwsze oficjalne informacje w sprawie. Prokuratura poinformowała, że zatrzymanych zostało dwóch mężczyzn, a sprawa dotyczy śmierci 66-letniej Jadwigi K., mieszkanki jednej z pobliskich miejscowości w gminie Zaklików. Okazało się, że w czasie przeszukań policjanci zaczęli znajdować fragmenty ciała kobiety, która ostatni raz żywa widziana była dwa tygodnie wcześniej.
Zatrzymani mężczyźni - Roman S. i Piotr K. usłyszeli zarzuty, te same, jakie znaleźć można teraz w akcie oskarżenia. Obaj trafili do tymczasowego aresztu.
- 32-letni Roman S. usłyszał dwa zarzuty. Pierwszy to spowodowanie w dniu 9 stycznia u Jadwigi K. ciężkiego uszczerbku ciała skutkującego jej śmiercią, drugi zarzut dotyczy zbezczeszczenia zwłok Jadwigi K. Natomiast 54-letni Piotr K. usłyszał zarzut zaniechania powiadomienia organów ścigania o przestępstwie spowodowania ciężkiego uszczerbku na zdrowiu - mówił wówczas prokurator Adam Cierpiatka, szef Prokuratury Rejonowej w Stalowej Woli, która początkowo prowadziła śledztwo.
Ze zgromadzonych w toku śledztwa dowodów rysuje się przebieg tragedii, jaka rozegrała się na posesji zamieszkiwanej przez Romana S. Jak ustalono, mężczyznę oraz dwukrotnie od niego starszą kobietę łączył bliski związek i nie chodzi tylko o wspólne zamiłowanie do alkoholu. To właśnie zazdrość miała pośrednio doprowadzić do makabrycznych zdarzeń. Feralnego dnia Roman S. miał się dowiedzieć lub widzieć zdradę, jakiej „jego” kobieta się dopuściła.
Między parą doszło do awantury, w trakcie której Roman S. dotkliwie pobił Jadwigę K. - szarpał ją, popychał, bił pięściami i uderzał nieustalonym dotąd tępokrawędziastym narzędziem. Spowodowane u kobiety obrażenia doprowadziły w efekcie do jej śmierci. Kiedy 32-latek ochłonął, jak ustalili śledczy, widząc martwe ciało Jadwigi postanowił zatrzeć ślady zbrodni. Mężczyzna zawlókł zwłoki do stodoły, gdzie urządził prawdziwą rzeźnię.
Głowy do dziś nie odnaleziono
Jak ustalono, oskarżony postanowił poćwiartować ciało, a następnie spalić je w piecu centralnego ogrzewania. Chwycił za siekierę, potem za kolejną - większą i ostrzejszą. Rąbał bez opamiętania, odcinając kolejne fragmenty ciała. Odrąbał także głowę, której do tej pory śledczym nie udało się odnaleźć i prawdopodobnie nie uda się nigdy.
Sprawca szybko przekonał się, że poćwiartować ludzkie ciało nie jest wcale tak łatwo. Odrzucił siekierę i chwycił za ręczną piłę, później za kolejną, kabłąkową. Rozczłonkowywał zwłoki, a ich kolejne fragmenty znosił do domu i wrzucał do pieca. Palenie szło słabo, dlatego części ciała sprawca ukrywał w różnych miejscach na posesji. Odnaleźli je później śledczy, między innymi znaleźli korpus.
W śledztwie podejrzany zmieniał swoje wyjaśnienia, umniejszając swoją winę. Wcześniej opowiedział o dokonanej zbrodni Piotrowi K., a ten, dopiero po jakimś czasie na przesłuchaniu przyznał się do niepowiadomienia służb.
Z uwagi na wyłączenie jawności procesu nie wiemy, czy przed sądem główny oskarżony przyznał się do zarzutów.
Tarnobrzeg. 32-latek ze Zdziechowic Drugich porąbał siekiera...
