Kryzys wodny w Polsce. Prof. Paweł Rowiński: Musimy nauczyć się zatrzymywać wodę, aby przetrwać suszę

Anita Czupryn
Anita Czupryn
SYLWIA DABROWA
Albo susza, albo powódź - tego rodzaju ekstremalne zjawiska powoli stają się codziennością. Ale zarządzanie wodą to wyzwanie na skalę globalną. O tym jak skutecznie przeciwdziałać kryzysowi wodnemu mówi prof. Paweł Rowiński, hydrolog i nowy prezes Europejskiej Federacji Akademii Nauk.

Przez ponad miesiąc w Warszawie nie spadła ani kropla deszczu. Niedawne burze nie zmieniają sytuacji. Czy Warszawa może stać się nową Saharą? Jak blisko jesteśmy katastrofy?

Katastroficznie podchodzi pani do tego zagadnienia. Owszem, susza i brak opadów to istotny problem w Polsce, ale nie na poziomie katastrofy. Nie porównujmy Polski z obszarami pustynnymi. Warszawa jest obecnie jednym z europejskich miast dotkniętych suszą atmosferyczną, więc problem istnieje. Nawet jeśli spadnie trochę deszczu, to nie rozwiązuje całkowicie tego problemu. W wielu miejscach w Polsce rozwija się susza hydrologiczna.

W jaki sposób susza wpływa na zasoby wodne w takich miastach jak Warszawa? Czy istnieje realne ryzyko niedoborów wody pitnej, jeśli sytuacja się nie poprawi?

Pyta pani głównie o miasta, jednak susza najbardziej uderza w obszary wiejskie. W miastach doświadczamy jej w specyficzny sposób – infrastruktura miejskich terenów jest tak zaprojektowana, że szybko pozbywamy się wody. Kiedy przez długi okres, jak ten ostatni miesiąc, nie pada i jest bardzo ciepło, zaczynamy mieć problem z dostępem do wody. W Warszawie nie zabraknie wody pitnej, ponieważ czerpiemy ją głównie z zasobów wód gruntowych, czy też spod dna rzeki, ale niski poziom wód ma poważne konsekwencje dla turystyki rzecznej i energetyki. Brak wody wpływa również na tereny zielone w mieście, które bardzo na tym cierpią. Musimy nauczyć się zatrzymywać wodę w zupełnie inny sposób. W wielu miejscowościach mogą wystąpić i występują lokalne problemy z dostarczaniem wody ze względu na zwiększone na nią zapotrzebowanie – stąd np. pojawiają się zakazy podlewania ogródków, mycia samochodów itp.

Często słyszę taki ukryty zarzut, że dlaczego Polska, kraj z taką ilością rzek, ma problem z suszą? Co robimy źle?

Trzeba tu rozważyć dwa elementy. Po pierwsze, nie jest tak, że mamy dużo wody. W Polsce tej wody brakuje, co wynika z naszego położenia geograficznego. Mamy średnio na mieszkańca około 1600 m³ dostępnych wód powierzchniowych rocznie, co jest znacznie mniej niż w przeciętnym kraju Unii Europejskiej, gdzie średnio jest ponad 4500 m³. To pokazuje, że wody mamy mało. Ta liczba 1600 m³ zresztą uchodzi za graniczną, poniżej której mówimy o stresie wodnym. Choć warto podkreślić, że mamy jeszcze w zanadrzu wodę zretencjonowaną w krajobrazie, np. w jeziorach – tego te statystyki nie uwzględniają. Problem wynika to z naszego położenia - jesteśmy daleko od oceanu, a wilgoć, która napływa do Polski, pochodzi głównie znad oceanu i zanim do nas dotrze, tej wody jest już bardzo mało. A żyjemy w strefie ścierania się wpływów oceanicznych z kontynentalnymi. Dodatkowo nie mamy naturalnych przeszkód zatrzymujących wilgoć, np. pasma gór ciągnącego się z północy na południe Podobną sytuację co do zasobów, choć nieco odmienną jeśli chodzi o genezę mają Czesi. Drugi element to sposób, w jaki zagospodarowaliśmy nasze zasoby wodne. Skupiliśmy się na szybkim odprowadzaniu wody do rzek, co w przeszłości miało swoje powody, ale teraz powoduje problemy. Nie nauczyliśmy się zatrzymywać wody. Musimy zatrzymywać wodę nie tylko w dużych zbiornikach, bo to nie rozwiązuje problemu suszy. Powinniśmy zatrzymywać wodę tam, gdzie spadnie, np. poprzez odpowiednie zagospodarowanie terenów zielonych. W miastach powinno się stosować zielone elewacje budynków i tworzyć tzw. „miasta-gąbki”, które jak gąbka chłoną wodę. Małe zbiorniki wodne i rozszczelnianie betonowych powierzchni również pomagają w zatrzymywaniu wody, zamiast tego, jak pozwalamy jej szybko spływać do rzek. Problemem jest więc zarówno niewielka ilość wody, jak i nasza nieumiejętność jej zatrzymywania.

Czy hydrolodzy już teraz wiedzą, które regiony Polski będą najbardziej dotknięte brakiem wody?

Już teraz można powiedzieć, że cały środkowy pas Polski, z wyłączeniem obszarów górskich i nadmorskich, jest w pewnym stopniu zagrożony brakiem wody. Najbardziej dotknięte są jednak Wielkopolska i Kujawy, gdzie deficyty wodne są największe.

Uważa Pan, że obecny system monitoringu suszy w Polsce jest niewystarczający? Jakie zmiany mogłyby go ulepszyć?

Sam monitoring suszy w Polsce nie stanowi już problemu. Jesteśmy w stanie dość dobrze przewidywać, czy susza wystąpi, czy nie. Naszym głównym kłopotem jest jednak gospodarowanie wodą. Coraz bardziej społeczeństwo i rządzący zdają sobie sprawę z konieczności oszczędzania wody – to nie jest zasób, który możemy marnować bez konsekwencji. W tym zakresie mamy jeszcze wiele do zrobienia. Sam monitoring działa przyzwoicie, ale musimy skupić się na efektywnym zarządzaniu wodą.

Możemy spodziewać się, że ekstremalne zjawiska pogodowe, takie jak długotrwałe susze, staną się w Polsce normą? Jakie są najnowsze prognozy? Jak zmiany klimatyczne wpływają na cykle opadów w Polsce i jakie są tego długoterminowe konsekwencje dla naszej gospodarki wodnej?

Już wspomniałem o naszym położeniu geograficznym i co powoduje, że mamy mało wody. Teraz dochodzi prosta fizyka – wyższe temperatury powietrza sprawiają, że atmosfera pochłania więcej pary wodnej, następuje przyśpeiszone parowanie, a to prowadzi do dłuższych okresów bezdeszczowych. Choć średnio ilość opadów nad Polską pozostaje podobna, to ze względu na zmiany klimatyczne mamy dłuższe okresy suszy, po których następują gwałtowne opady. Te ekstremalne zjawiska nie rozwiązują problemu suszy – spieczona ziemia i tak nie wchłonie wody, więc mamy do czynienia z podtopieniami i powodziami. Znów powtórzę: nie umiemy wody zatrzymywać a to zatrzymywanie wody jest pewnego rodzaju remedium zarówno na okres suszy jak i na okresy powodzi, tylko troszeczkę inaczej pojmowane. Stąd nasze problemy.

Jesteśmy jeszcze w stanie odwrócić skutki suszy, czy już jest za późno? Powinniśmy podejmować już jakieś drastyczne środki, aby tym skutkom przeciwdziałać?**

Na pewno możemy przeciwdziałać skutkom suszy. Przede wszystkim musimy nauczyć się retencjonować wodę: zatrzymywać ją, gdy jest jej dużo, na przykład podczas opadów. Chodzi o to, żeby magazynować wodę na czas suszy. To wymaga zdecydowanych kroków w gospodarowaniu wodą. Drugą rzeczą jest oszczędzanie wody. Na przykład w miastach coraz częściej nie kosi się trawników - to pomaga w zatrzymywaniu wody. Istotna jest świadomość, że woda jest zasobem, który należy zatrzymywać. Zieleń miejska działa jak gąbka – filtruje i zatrzymuje wodę. To w miastach. Jest szereg sposobów na zatrzymywanie wody w obszarach wiejskich, pomocna byłaby też informacja dla konsumentów o tzw. śladzie wodnym.

Istnieją innowacyjne technologie lub metody, które mogą pomóc w przewidywaniu i zarządzaniu suszami? Jakie są najnowsze osiągnięcia w tej dziedzinie?

Jeśli chodzi o przewidywanie susz, radzimy sobie już całkiem dobrze. Oczywiście, mogą występować pewne błędy w prognozach, ale susza to zjawisko długoterminowe. Nie chodzi tu o przewidywanie, czy będzie padać za trzy godziny czy następnego dnia, ale o ogólne prognozy dotyczące ilości wody nad danym obszarem. Połączenie wysokich temperatur i długotrwałego braku opadów powoduje niedobory wody, a to przy obecnej technologii jesteśmy w stanie przewidzieć. Problem leży w gospodarowaniu wodą. Obecnie retencjonujemy około 6,5 – może 7 procent wody, podczas gdy Hiszpania zatrzymuje jej 50-60 procent. To pokazuje, jak niski jest nasz poziom umiejętności w tym zakresie. Chodzi tu o nowy paradygmat – zatrzymywanie wody tam, gdzie deszcz spada. I znów powtórzę: to wymaga zupełnie innego podejścia do gospodarowania wodą.

Myśli Pan, że politycy naprawdę rozumieją powagę sytuacji związanej z suszą? Czy w Polsce brakuje woli politycznej do rozwiązania problemu suszy? Jaką rolę odgrywają decydenci i rząd w rozwiązywaniu tych problemów?

Powinniśmy zdać sobie sprawę, że woda jest najważniejszym problemem XXI wieku. Jeśli mówimy o zmianach klimatycznych w takich obszarach jak Polska, to głównym problemem, który nas dotknie, będzie kryzys wodny. Musimy się do tego odpowiednio przygotować poprzez programy oszczędzania wody i lepsze nią gospodarowanie. To obejmuje trzy elementy: ochronę przed powodzią, zarządzanie suszą i poprawę jakości wody. Woda w polskich rzekach w 99 procentach nie spełnia standardów dobrej jakości. Im mniej wody w okresach suszy, tym większe problemy z zanieczyszczeniami. Pokazał to przykład Odry. Niski stan wody i wysoka temperatura były jednymi z czynników, które przyczyniły się do problemów w tej rzece. Wracając do pani pytania, coraz więcej polityków zdaje sobie sprawę z powagi sytuacji, ale inwestycje w gospodarkę wodną nie są spektakularne i rzadko kto się nimi chwali. Politycy wolą odtrąbić sukcesy z bardziej widocznych inwestycji. Oszczędzanie wody i jej rozproszone zatrzymywanie jest mało efektowne, dlatego rzadko spotyka się z entuzjazmem ze strony decydentów. Na tym polega główny problem.

Wspomniał Pan o Hiszpanii – jakie więc doświadczenia z innych krajów, które radzą sobie i to skutecznie z suszą, moglibyśmy zaadaptować w Polsce?

Jest wiele świetnych przykładów, które możemy zaadaptować, ale musimy pamiętać, że zintegrowane gospodarowanie zasobami wodnymi oznacza jednoczesne rozwiązywanie problemów suszy, powodzi oraz jakości wody. Nie możemy skupiać się tylko na jednym problemie. Przykłady z Izraela pokazują, jak ważna jest edukacja na temat oszczędzania wody – tam świadomość oszczędzania wody jest znacznie wyższa niż u nas. Mają oni programy kropelkowego nawadniania, które docierają bezpośrednio do korzeni roślin i są bardzo efektywne; tam nie wylewa się wody jak przy tradycyjnym systemie nawadniania pól. Jest więc się z czego nauczyć. Holandia z kolei wprowadza programy, które dają rzekom więcej przestrzeni, co pomaga w zarządzaniu sytuacjami powodziowymi. W miastach, takich jak Kopenhaga czy Berlin, tworzy się zielone elewacje i dachy budynków, które pomagają zatrzymywać wodę, projektuje się odpowiednie zielone skwery, przekształcając je w tzw. „miasta-gąbki”. Podobne rozwiązania już wcześniej zastosowano w Szanghaju, można je też znaleźć w Nowym Jorku i miastach w Korei Południowej. W Polsce mamy pilotażowe programy, ale jeszcze nie rozwiązujemy tych problemów w masowy sposób, brakuje nam systemowego podejścia na większą skalę.

Kilka dni temu został Pan szefem Europejskiej Federacji Akademii Nauk, organizacji łączącej najpoważniejsze jednostki naukowe Starego Kontynentu. Czy współpraca międzynarodowa w zakresie badań nad suszami jest Pana zdaniem wystarczająca? Czy nabierze teraz nowej dynamiki? Jakie są główne korzyści i trudności związane z taką współpracą?

Problemy z wodą nie są lokalne; to zagadnienia, które trzeba rozwiązywać wspólnie. Rzeki często przekraczają granice państw, jak choćby Odra, a ostatnie jej problemy dotyczyły zarówno Polski jak i Niemiec, czy Dunaj, przepływający przez wiele krajów europejskich. A zatem współpraca międzynarodowa jest kluczowa. Chociaż zdajemy sobie sprawę z kryzysu klimatycznego, kryzys wodny, który jest jego konsekwencją, jest równie istotny i dotknie wiele państw. Potrzebujemy lepszej współpracy międzynarodowej, aby skutecznie przeciwdziałać tym problemom. Rozwija się współpraca naukowa, ale nie w takiej skali, jakiej byśmy potrzebowali. Wspólna praca wielu ośrodków naukowych jest absolutnie niezbędna. Podnosi ona świadomość problemów, ale również umożliwia wymianę wiedzy i technologii, dzięki czemu możemy skutecznie zarządzać zasobami wodnymi.

Jakie są największe wyzwania przed Panem zarówno w tej nowej roli prezesa Europejskiej Federacji Akademii Nauk , jak też jako hydrologa w dobie tak szybko postępujących zmian klimatycznych?

Dotknęła pani dwóch różnych tematów. Federacja Akademii Nauk zajmuje się szerokim spektrum działań, obejmującym całą Europę, od Armenii po Wielką Brytanię. Organizacja ta wypowiada się w imieniu środowiska naukowego całej Europy, stanowiąc globalny głos. Jest miejscem, gdzie wypracowywane są najlepsze możliwe opracowania służące doradztwu dla decydentów, głównie Komisji Europejskiej, ale także poszczególnym państwom. Chodzi o to, żeby nauka mówiła w miarę jednym głosem, wypracowała metodykę działania w ramach tych różnych kryzysów, bo z jednej strony mamy zmiany klimatyczne, a z drugiej – sprawę odbudowy przyszłości nauki ukraińskiej. Bez udziału całej Europy to się nie uda. Jestem z tej części Europy, co pozwoli na zbudowanie pomostu między krajami z nazwijmy jądra Unii Europejskiej a tymi, które są poza Unią Europejską. Wydaje mi się że potrafimy rozmawiać z dwiema stronami i w tym jest nasza siła. Innymi istotnymi zagadnieniami jest rozwój technologii cyfrowych i sztucznej inteligencji, a także organizacja europejskiej nauki, która pod względem wyników zaczyna spadać na niższe pozycje względem państw azjatyckich i USA. Istotnym celem jest też przywrócenie zaufania do nauki i przeciwdziałanie szerzącej się dezinformacji.

A jeśli chodzi o wyzwania dotyczące pracy hydrologa?

Jako hydrolog muszę odpowiedzieć na kryzys wodny, z którym będziemy się zmagać w wielu miejscach w Europie. Chodzi o efektywne gospodarowanie wodą, ale także o fundamentalne pytania dotyczące fizyki, chemii i biologii procesów zachodzących w środowisku wodnym. Musimy nauczyć się lepiej przewidywać sytuacje ekstremalne i kryzysowe, takie jak te, które mieliśmy na Odrze. Istnieje wiele pytań, na które nauka musi znaleźć odpowiedzi, a modelowanie takich sytuacji jest kluczowe.

Wciąż nie potrafimy tego robić?

Już sporo potrafimy, ale wdrażanie tych umiejętności w praktyce wciąż jest wyzwaniem. W Polsce nie działa jeszcze żaden operacyjny system, który mógłby prognozować, co się stanie z zanieczyszczeniem, które dostanie się do rzeki w sposób niekontrolowany. Jednak w niektórych miejscach na świecie takie systemy działają świetnie. My również uczestniczymy w badaniach, w wielu obszarach nawet nadajemy im ton, ale nie funkcjonuje to jeszcze na poziomie operacyjnym.

Jest pan autorem i współautorem wielu publikacji naukowych na temat turbulencji rzecznych i analiz danych w hydrologii – jak te badania mogą się przyczynić do lepszego i zrozumienia i zarządzania ekstremalnymi zjawiskami, jak susze czy powodzie?

Rzeczywiście uczestniczyłem w szeregu badań nad niezwykle złożonym zagadnieniem jakim jest turbulencja rzeczna, zajmowałem się problemami transportu masy pędu i energii w wodach powierzchniowych i również analizą danych hydrologicznych. Paradoksalnie, choć współtworzyliśmy pierwsze modele przenoszenia zanieczyszczeń, które z powodzeniem zastosowano np. na Renie, to nie zdobyły one uznania w naszym kraju. Wynika to z faktu, że wdrożenie takich modeli w codziennym życiu wymaga dużych nakładów finansowych i organizacyjnych.

Na poziomie naukowym wiemy, jak rozwiązywać pewne problemy i tworzyć modele, ale ich praktyczne wdrożenie to zupełnie osobny rozdział. Potrzebna jest również wola decydentów, aby stosować te rozwiązania w praktyce.

Paweł Rowiński

Jest profesorem nauk o Ziemi, członkiem rzeczywistym PAN, specjalizuje się w hydrologii i hydrodynamice środowiskowej; jako pierwszy Polak został właśnie prezesem Europejskiej Federacji Akademii Nauk (ALLEA), na której czele stanie 1 czerwca. W latach 2015-2022 był wiceprezesem PAN. Obecnie jest dyrektorem Instytutu Geofizyki PAN. Jest również przewodniczącym europejskiego oddziału Międzynarodowego Stowarzyszenia Inżynierii i Badań Środowiska Wodnego (IAHR) Od 2006 roku kieruje Międzynarodową Szkołą Hydrauliki pod auspicjami tej organizacji. Jest też wiceprzewodniczącym Komitetu Gospodarki Wodnej PAN.

Jesteśmy na Google News. Dołącz do nas i śledź Portal i.pl codziennie. Obserwuj i.pl!

emisja bez ograniczeń wiekowych
Wideo

Studio Euro odc.4 - PO AUSTRII

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na X!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na X!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

Materiały promocyjne partnera

Komentarze 2

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

g
gosc
Nie ma melioracji
P
Pol
Panie profesorze, albo migranci albo woda:-) w Polsce więcej miejsca nie ma!!!
Wróć na i.pl Portal i.pl