Polityczna cenzura, czyli prawniczy efekt Barbry Streisand

dr Monika Brzozowska-Pasieka
dr Monika Brzozowska-Pasieka
Czy cenzurowanie filmów przez polityków to dobre wyjście?
Czy cenzurowanie filmów przez polityków to dobre wyjście? Fot. 123rf
Od kilku tygodni w mediach przewija się informacja, o jednym z polityków, który zamierza „zablokować” emisję filmu, dotyczącą jego działalności politycznej. Nie jest to rzecz nowa czy nieznana – takie zakusy ma wielu polityków, wielu próbowało je zrealizować często jednak ze skutkiem odwrotnym do zamierzonego.

Okazuje się bowiem, że cenzura czy też – jak się to fachowo nazywa „zabezpieczenie powództwa”, tj. zablokowanie przez sąd możliwości publicznego rozpowszechniania jakiegoś materiału – doczekało się swojej własnej nazwy określanej jako zjawisko Barbry Streisand.

Ta wielka gwiazda kina zażądała od fotografa, który umieścił jej zdjęcie na swojej wystawie, 50 mln dolarów odszkodowania. Faktycznie wśród 12000 (słownie dwunastu tysięcy) zdjęć dokumentujący erozję wybrzeża Californii, znalazło się zdjęcie domu musicalowej diwy. Co ciekawe, do czasu głośnego procesu, zdjęcie obejrzało kilka osób (a jak stwierdził sąd, część z nich stanowili prawnicy Streisand), jednak po nagłośnieniu informacji o żądaniu gigantycznego odszkodowania zdjęcie oglądane było przez miliony użytkowników.

Stąd też pojawiło się zjawisko, które można spuentować tym, że „zakazany owoc smakuje najlepiej” – internauci czy widzowie uwielbiają oglądać filmy, utwory czy dzieła, które były zakazywane lub miały być zakazywane przez sąd.

„Nocniki” i „półkowniki” – czyli zakazane utwory

Przykładów można mnożyć. Z tzw. „zabezpieczeniem powództwa” występowali celebryci, artyści, aktorzy, malarze. Jedną z głośniejszych spraw dotyczyła aktorki, opisywanej pod fikcyjnym imieniem Esterka, w głośnej powieści „Nocnik” A. Żuławskiego. Sprawa z punktu widzenia prawnego była bardzo ciekawa, bo sąd uznał, że choć jest to w teorii fikcja literacka i imiona/nazwiska są pozmieniane, to jednak wskutek przekazania wielu detali, czytelnicy od razu zorientowali się o kogo chodzi. Dlatego też – na czas procesu – są zablokował możliwość rozpowszechniania książki. Efekt? Książkę przez moment można było kupić na portalu aukcyjnym za horrendalną cenę.

Jednak „zabezpieczenie powództwa” to nie tylko domena show-biznesu. Jednym z tzw. „półkowników” czyli filmów, które leżą na półce wskutek cenzury, był film o pewnej firmie, która sprzedawała produkty w tzw. sprzedaży bezpośredniej. Film nosił tytuł „Witajcie w życiu” i sąd „odblokował” zakaz (uznał, że film może być pokazywany), ale niektóre fragmenty muszą być usunięte jako naruszające dobre imię spółki.

Polityka, romanse i sąd

O ile spółki komercyjne czy celebrytów można zrozumieć w ich chęci ochrony dobrego wizerunku, o tyle ciekawiej rzecz przedstawia się z politykami. Oni również próbują „cenzurować” przestrzeń publiczną rękami sądów, jednak dotychczas z dość marnym skutkiem. Oczywiście i oni padają ofiarą efektu Barbry Streisand. W 2013 r. sąd gdański zakazał pisania o rzekomym romansie polityka – byłego prezesa TVP. Co prawda tygodnik „Nie”, którego zabezpieczenie dotyczyło, zastosował się do zakazu, jednak niemal wszystkie redakcje w Polsce opisały następnie perypetie tygodnika z politykiem, tym samym szeroko informując o tym, czemu sąd zakaz pisania o polityku (czyli rozpowszechniając wiedzę o rzekomym romansie polityka). A ten przypadek nie jest przypadkiem odosobnionym.

Jeśli już polityk wychodzi na drogę sądową i chce zakazywać emisji filmu, audycji czy pokazywania jakiś materiałów o nim, to musi to być bardzo dobrze uzasadnione. Wyobrażam sobie takie zabezpieczenie, gdy prasa wchodzi w życie prywatne polityka, prezentując bardzo intymne informacje (np. o adopcji dzieci lub urodzeniu dzieci metodą in vitro, o molestowaniu seksualnym, które polityk – lub jego dziecko było ofiarą, o preferencjach seksualnych – jeśli polityk sam o tym nie chce mówić).

Skandal z księciem Monako w Paris Match

Z drugiej strony – pisane o rzekomym romansie polityka, jeśli jednocześnie polityk przedstawia się jako obrońca tradycyjnych wartości, może być uznane przez sąd za zasadne. Sąd bowiem może dojść do przekonania, że pokazywanie hipokryzji polityka tak naprawdę jest w interesie publicznym.

Na początku XXI wieku, Europejski Trybunał Praw Człowieka rozpoznawał sprawę księcia Monako – Alberta. W jednym z poczytnych magazynów Paris Match ukazał się bowiem wywiad z partnerką księcia (wówczas jeszcze nieżonatego), która to partnerka pokazała ich nieślubnego syna (w gazecie przedstawiono kilka wspólnych fotografii domowych rodziców i dziecka, które dostarczyła partnerka księcia).

Książę złożył pozew do sądu – również z żądaniem „zabezpieczenia powództwa” i zakazie prezentowania fotografii. We francuskich sądach, łącznie z sądem kasacyjnym uzyskał stosowne orzeczenia, jednak wydawca Paris Match złożył skargę do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka, zarzucając naruszenie art. 10 Europejskiej Konwencji Praw Człowieka. I tu niespodzianka – ETPC uznał w całości skargę wydawcy. Wskazał, że pokazanie dziecka księcia, który jest następcą tronu w Monako (wówczas jeszcze żył książę Reiner) jest sprawą wagi państwowej, bo może chodzi np. o kwestie dziedziczenia tronu. Dodatkowo – co jest bardzo ciekawe – sąd powiedział, że nie można matce dziecka zakazać prezentowania istotnego fragmentu swojej własnej biografii (bo to przecież ona zwróciła się do gazety).

Uderzenie w polityka czy w osoby postronne

Jednocześnie – co jest niezwykle ważne – takie teksty mogą „uderzać” w niewinne osoby. W 2022 r. zakończył się proces jednej z pracownic urzędu w Małopolsce, która została przedstawiona przez prasę jako domniemana kochanka jednego z wysokiej rangą funkcjonariuszy publicznych (wymienionego oczywiście z imienia i nazwiska).

Jednocześnie wydawca przedstawiał dane tej kobiety, w taki sposób, że łatwo można było je zidentyfikować. Sprawa trafiła do sądu – sąd udzielił pracownicy zabezpieczenia, a w wyniku wyroku wygrała ona przeproszenie (anonimowo) oraz 40000 zł tytułem zadośćuczynienia. Sąd uznał bowiem, że żadnego romansu nie było, a prezentowanie danych Bogu ducha winnej osoby jest naruszeniem zasad staranności i rzetelności dziennikarskiej. Przedstawianie bowiem postronnych osób tylko po to, by dokuczyć/wskazać/napiętnować polityka jest bardzo bolesne dla właśnie tych niewinnych, skrzywdzonych osób trzecich.

Dlaczego polityk musi się liczyć z atakami?

Wyżej wymienione sytuacje są jednak wyjątkowe i dotyczą sfery intymności, która – nawet u polityka – powinna być objęta ochroną. Czym innym jednak jest zakazanie prezentowania informacji o działalności publicznej polityka. Dlaczego? Dlatego, że w interesie publicznym jest prezentowanie wszelkich informacji, które mogą przybliżyć idee, opinie, programy, tezy danej osoby publicznej.

W orzecznictwie zarówno polskiego Sądu Najwyższego, jak i Europejskiego Trybunału Praw Człowieka uznaje się, że politycy, sprawujący swoje urzędy, mający wpływ na losy innych (poprzez wydawanie decyzji czy stanowienie przepisów), muszą się odznaczać twardszą skórą.

Opinia publiczna ma prawo wiedzieć o działalności takiego polityka (przedstawianej również w sposób niezwykle krytyczny, stronniczy czy satyryczny) jeśli tylko działalność ta jest związana z prowadzeniem przez niego funkcji politycznych (publicznych). Dlatego też nie wróżę sukcesu takim zabezpieczeniom, podobnie jak pozwom polityków przeciwko mediom. Trzeba też dodać, że w Europejskim Trybunale Praw Człowieka było rozpoznanych bardzo wiele spraw przeciwko Polsce, właśnie za zasądzenie przeproszenia czy zablokowanie możliwości emisji z powodu pozwu polityków. W większości przypadków ETPC staje po stronie wolności mediów.

rs

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na Twitterze!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na Twiterze!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Komentarze 2

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

G
Gość
23 stycznia, 22:05, Andy:

Zaraz, zaraz. Przecież Macierewicz nie zamierza blokować emisji filmu "Siła kłamstwa"

https://www.youtube.com/watch?v=EXyPcpZK3ew

On wystąpił do pisowskiego organu KRTiT o ukaranie TVN za już wyemitowany program.

A jakie kłamstwo jest w filmie "nasz człowiek w Warszawie" ?

A
Andy
Zaraz, zaraz. Przecież Macierewicz nie zamierza blokować emisji filmu "Siła kłamstwa"

https://www.youtube.com/watch?v=EXyPcpZK3ew

On wystąpił do pisowskiego organu KRTiT o ukaranie TVN za już wyemitowany program.
Wróć na i.pl Portal i.pl