Terror „wolnych mediów” trwa. To ich wymarzony kraj - byle to oni byli cenzorami

Dawid Wildstein
Dawid Wildstein
Po latach ciągania po sądach Samuela Pereiry koncern RASP przegrał
Po latach ciągania po sądach Samuela Pereiry koncern RASP przegrał Bartek Syta Barteksyta.Blogspot.Com
Po kilku latach ciągania Samuela Pereiry po sądach, cenzorzy z RASP przegrali. Nic dziwnego, zważywszy na kuriozalność zarzutów, za pomocą który usiłowali zakneblować niechętnego ich publikacjom dziennikarza. To bardzo dobra wiadomość. Niestety jest też i zła. To tylko jeden z wielu procesów, jaki przedstawiciele tzw. „wolnych mediów” oraz wspierający ich politycy oraz wielkie, międzynarodowe koncerny, wytoczyli polskim dziennikarzom.

Niestety smutna prawda jest taka, że wyrok w sprawie Pereiry, zresztą nie jest on jeszcze prawomocny, to tylko jedna wygrana bitwa w całej wojnie, która toczy się o naprawdę wysoką stawkę, czyli o wolność słowa.

Czego się boją cenzorzy?

Warto wymienić tu kilka procesów, jakie zostały niedawno wytoczone polskim dziennikarzom i publicystom przez ludzi czy firmy współpracujące z PO. Łączy je jedno. Wyraźnie pokazują, jak bardzo politycy Platformy i środowiska związane z tym ugrupowaniem (w tym funkcyjne względem tej partii media, tytułujące się, zapewne w ramach dowcipu, „wolnymi”) boją się prawdy o własnej przeszłości.

Szczególnie jeśli jest to związane z pokazaniem, co, jeszcze kilka lat temu, wyprawiały, jeśli chodzi o opisywanie działań Putina. Mamy więc do czynienia z próbą cenzury ze strony Tuska, który robi co może, żeby uniemożliwić przypominanie o jego skrajnie prorosyjskiej polityce w czasach, gdy kierował rządem w Polsce. Były premier stara się zablokować film dziennikarza TVP Tulickiego „nasz człowiek w Warszawie” oraz zasypuje Telewizje Polską pozwami.

Z tych samych powodów „oberwało” się także Gazecie Polskiej, jej redaktorowi naczelnemu Tomaszowi Sakiewiczowi oraz publicyście Piotrowi Lisiewiczowi. Jeden z pozwów dotyczy okładki Gazety Polskiej, na której przedstawiono Donalda Tuska z literą „Z” na czole. Dowcip polega na tym, że jest to ilustracja słów samego przewodniczącego Platformy, który snuł rozważania (oczywiście kierując je w stronę przedstawicieli PiS) o politykach ze znakiem „Z” właśnie w tym miejscu.

Mamy tu do czynienia z zorganizowaną akcją kilku graczy. Na drogę prawną wkroczyła bowiem także telewizja Tuska. TVN oskarżył wspomnianego już Samuela Pereirę o zniesławienie, bowiem ten, na portalu TVP.Info przytoczył słowa Sakiewicza na temat stacji Donalda Tuska. Chodzi między innymi o następujące stwierdzenie: „TVN kłamie”. Telewizja Tuska nie tylko oczekuje absurdalnej kwoty, bo aż 100 tysięcy złotych (za sam fakt zacytowania znanego redaktora!), więcej, żąda cenzury prewencyjnej, oczekując od sądu, by zabronił w ogóle wyrażania tego typu opinii na temat tej stacji przez rok.

Zważywszy na ilość fejknewsów i prymitywnych manipulacji, które udowodniono TVN-owi, ciężko nie uznać tego za kompletną grandę. Rozochoceni funkcjonariusze medialni PO nie wstydzą się przekraczać najdalszych nawet granic absurdu. Ostatnio Wirtualna Polska dopytywała posła Neumana kiedy ten zacznie pozywać niechętne mu media za cytowanie tzw. „doktryny Neumanna”. Czyli za wypowiedź, która została nagrana i wszyscy mają świadomość, że jest autentyczna!

W stronę Białorusi

Oczywiście żaden z pseudo obrońców wolności słowa, żaden z przedstawicieli tzw. "wolnych mediów" słowem nie wspomniał o tych skandalicznych działaniach. Ciężko o mocniejszy dowód na to, jak patologiczne jest to środowisko, którego standardy bardziej pasują do kraju takiego jak Białoruś, niż do państwa Unii Europejskiej. Nic więc dziwnego, że korzystny wyrok dla Pereiry musi być dla funkcjonariuszy „wolnych mediów” szokiem.

W większości więc usiłują go przemilczeć, ewentualnie zdawkowo zauważyć i przejść do dalszych tematów. Jeśli decydują się jednak podać tę informację i opatrzeć ją jakimś komentarzem, zawsze będzie on negatywny, wyrażający oburzenie, że nielubianemu przez nich dziennikarzowi się „upiekło”. Tymczasem sprawa Pereiry od samego początku jest gigantycznym skandalem i gdyby ktokolwiek z tych, którzy tak często wycierają sobie usta wolnością słowa, miał z tą ideą cokolwiek wspólnego, byłoby to i dla nich oczywiste.

Już sam fakt, że potężny, międzynarodowy koncern zaczyna ścigać polskiego dziennikarza za krytyczne względem siebie uwagi, jest zupełnie kuriozalny i powinien wzbudzać skrajny niepokój. Natychmiast rozpocząć dyskusję o tym, na ile w ten sposób zewnętrzne względem Państwa Polskiego podmioty mogą ingerować w naszą debatę publiczną i dostosowywać ją do swoich potrzeb. Przecież wspomniany koncern, jeden z najsilniejszych medialnych graczy w Europie, dysponuje środkami finansowymi niedostępnymi dla kogokolwiek z Polski, co daje mu oczywistą przewagę w kwestiach prawnych.

Kwota, jakiej zażądał RASP jest gigantyczna i nieosiągalna dla przeciętnego Polaka. Jeszcze gorzej robi się, gdy przyjrzymy się, za co chciano skazać Pereirę. Nie tylko za krytyczne względem mediów tego koncernu uwagi (acz mieszczące się absolutnie w ramach dopuszczalnej debaty publicznej). Dziennikarz miał zostać także skazany za to, że pokazał fejknews puszczony przez media RASP oraz, to chyba największa aberracja, za to, że.. ośmielił się zacytować fragment tekstu jednej z publicystek piszącej dla gazety wydawanej przez ten niemiecko-szwajcarski koncern, opatrując to komentarzem: „świat według Newsweeka”.

Obrzydliwość Onetu i reszty

Komunikat, jaki za pomocą pozwu dla Pereiry wysyłał koncern RASP do Polaków (szczególnie dziennikarzy) był oczywisty. „Możemy pozwać Cię za cokolwiek, za największy nawet absurd, możemy zażądać największej nawet kwoty, która Cię zrujnuje, nie chodzi o żadne idee czy nawet zdrowy rozsądek, jeśli jesteś naszym wrogiem, zniszczymy Cię”.

Każdy, kto pomyśli chociażby o skrytykowaniu RASP, ma od tej pory wiedzieć, czym może się to skończyć. Ciężko chyba coś takiego nazwać działaniem „na rzecz wolności słowa”. W tym kontekście jakże obrzydliwie brzmią górnolotne slogany, regularnie powtarzane przez najrozmaitszych funkcjonariuszy Newsweeka, Faktu a zwłaszcza Onetu, o standardach dziennikarskich, wolności słowa, o odpowiedzialności za media.

Tymczasem żaden z nich nie miał odwagi, żeby jednym chociaż słowem skrytykować tak cenzorskie zachowania własnej firmy. Nie mówiąc już o pseudo-branżowych portalach, takich jak Press czy Wirtualne Media. Co gorsza, wracając do ewidentnie optymistycznego wydarzenia, jakim jest wygrana Pereiry, należy też ze smutkiem skonstatować, że „jedna jaskółka wiosny nie czyni”.

Po pierwsze informacja o oskarżeniu odbiła się dużo szerszych echem niż ta o jego sądowym odrzuceniu. Po drugie, zakładając nawet, że do odbiorcy dojdzie wiadomość o tym, że sprawa zakończyła się sprawiedliwym wyrokiem, to nadal wiele jej elementów brzmi przerażająco. Okazuje się bowiem, że o sprawiedliwość trzeba było walczyć latami, że dziennikarz był ciągany tak długo przez potężny, zagraniczny koncern po sądach. Że przez cały ten czas wisiała nad nim groźba zapłacenia kwoty, która, dla większości z nas, jest nieosiągalna.

Co gorsza, o ile ten jeden wyrok napawa optymizmem, o tyle pozostałe, coraz bardziej kuriozalne, już nie. Owszem, Pereira wygrał, sąd oddalił pozew. Jednocześnie jednak inny sąd uznał, że określenie „mordercy bez serca”, jeśli wypowiada je celebrytka lubiana przez PO (a sędzia jest z Iustitii) nie jest obraźliwe. Przeciętny Polak widzi więc, że może i w tym jednym wypadku zdrowy rozsądek zwyciężył, ale następnym razem może być dużo gorzej, zaś kwestia ta, przy standardach panujących wśród „wolnych sądów”, jest loterią.

Jednym z niezbędnych (poza rozwiązaniami systemowymi) kroków, który ograniczyłby opisywane powyżej patologie, byłaby realna i pełna solidarność dziennikarska, wynikająca z prawdziwej potrzeby ochrony wolności słowa. Niestety, jest to rzecz na ten moment nieosiągalna. Nie tylko z powodu głębokiego konfliktu wewnętrznego w środowisku dziennikarzy. Także dlatego, że funkcjonariusze tzw. „wolnych mediów” mają to, mówiąc kolokwialnie i ostro, „gdzieś”. Chcą jedynie brutalnej dominacji nad tymi, których postrzegają jako wrogów, zaś fakt, że osiągają to metodami rodem z Białorusi musi tylko ich zachwycać. Przecież to ich wymarzony kraj - byle to oni byli cenzorami.

rs

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na Twitterze!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na Twiterze!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

G
Gość
Co za gadzinówka.
Wróć na i.pl Portal i.pl