Piotr Kogut: Przygarniamy niechciane książki, a one przyciągają ludzi

Anita Czupryn
Anita Czupryn
Dom Spokojnej Książki w Rżuchowie z najwyższym regałem w Polsce
Dom Spokojnej Książki w Rżuchowie z najwyższym regałem w Polsce Archiwum domowe
O tym jak starą wiejską stodołę w województwie świętokrzyskim przekształcono w Dom Spokojnej Książki, który stał się schronieniem dla sztuk wszelakich opowiada pomysłodawca Piotr Kogut.

Książki mają moc przyciągania innych ludzi?

Jak najbardziej. Tutaj, w Domu Spokojnej Książki, mogę to obserwować na co dzień. Kiedy zakładałem to miejsce, moja żona Monika miała wątpliwości, czy ktoś tu przyjedzie, ponieważ Rżuchów to mała wieś, z trudnym dojazdem po polnej drodze. Okazało się jednak, że stworzyła się społeczność ludzi, którzy chętnie tu przyjeżdżają. Nie mają problemu, żeby tu dotrzeć i spędzać czas wśród książek. Książki są magnesem, ale są także symbolem cywilizacji, inteligencji i emocji. Naszym celem było, aby książki były pretekstem do przyciągania ludzi twórczych. Jestem głębokim zwolennikiem integracji różnych dziedzin sztuki oraz ich współistnienia. W Domu Spokojnej Książki sztuka przenika się z codziennością, jak na przykład jedzeniem i biesiadowaniem. Większość naszych wydarzeń odbywa się przy jedzeniu i piciu, co dodatkowo zbliża ludzi.

Co jest misją Domu Spokojnej Książki?

Nasza podstawowa misja to przygarnianie książek, które nazywam niechcianymi, choć może to nie do końca trafne określenie. Są to książki, które ktoś chce oddać, bo nie zawsze pasują do osób, które je posiadają.

Jak powstał pomysł na Dom Spokojnej Książki i jak on ewoluował?

Szukaliśmy miejsca, gdzie moglibyśmy organizować warsztaty teatralne i recytatorskie. Zarówno ja, jak i Monika, wywodzimy się ze środowiska recytatorskiego i poznaliśmy się dzięki ruchowi recytatorskiemu. Byłem z nim silnie związany w latach 80., ale później z różnych powodów przestałem występować na scenie. W pewnym momencie zapragnąłem powrócić do recytacji. A zatem chcieliśmy mieć miejsce, gdzie moglibyśmy organizować warsztaty. W tym samym czasie kupowaliśmy mieszkanie w Ostrowcu Świętokrzyskim. W mieszkaniu zostały rzeczy po zmarłej matce poprzedniego właściciela. Żartuję, że mógłby to być ciekawy tytuł – „Wszystko po mojej matce”. Wyobraź sobie, że w mieszkaniu została nawet złota obrączka i sztuczna szczęka. No i spora biblioteka.

Uwielbiam tego rodzaju szczegóły.

Dla mnie była to przedziwna sytuacja, bo jestem człowiekiem, który kocha wszelkie pamiątki. Sam je zbieram, poczynając od biletów z przedstawień teatralnych a na kamykach z różnych plaż kończąc. A tu syn zostawia wszystko po swojej matce. Mieliśmy problem z książkami – było ich w mieszkaniu dużo, tytuły z lat 50. i 60., głównie polska klasyka, która mnie wtedy średnio interesowała. Szukając miejsca na warsztaty, natknęliśmy się na starą stodołę. Powiedziałem wtedy Monice: „Tu będą ludzie na koncerty przyjeżdżać”. Ona śmiała się do rozpuku, bo widziała dziury w ścianach i słomę w kątach. Mimo to uznaliśmy, że przywieziemy tu te niechcący odziedziczone książki, zbuduję im regał i zobaczymy, co się wydarzy. Monika zawsze marzyła o dużym regale pełnym książek. Ja również uważałem, że fajnie jest mieć dużo książek. Planowałem, że będę je zbierał przez kilka lat, zanim zapełni się ten ogromny regał. Rzeczywistość mnie jednak zaskoczyła – regał o wysokości 6 metrów zapełniłem w niecałe pół roku, a potem szybko musiałem budować kolejne, bo ludzie wciąż przywozili nam książki.

Naszym głównym komunikacyjnym medium okazał się Facebook. Tam powstała i rozszerzała się grupa ludzi, którzy dowiadywali się o Domu Spokojnej Książki. Okazało się, że wielu chce się pozbyć książek po zmarłych rodzicach, babciach i dziadkach. Nie mieli miejsca na ich przechowywanie, a byli z tego pokolenia, które książek nie wyrzuca. Więc Dom Spokojnej Książki był dla nich ostatnią deską ratunku – dzięki temu, że tu oddawali książki, ich sumienia mogły pozostać czyste, a ja mówiłem, że będę je tu przechowywał i tulił, a nie palił nimi w kominku. Pomysł ewoluował w sposób naturalny. Gdy książki zaczęły piętrzyć się na podłodze, na początku je rozdawałem – kto pierwszy, ten lepszy; następnie zacząłem je sprzedawać. W pewnym momencie mojemu ojcu przyśnił się pomnik książki: zobaczył szklane gabloty wypełnione książkami, stojące pod lasem. Postanowiłem zrealizować jego sen. Okazało się, że to kosztowna sprawa. Zacząłem zbierać pieniądze na te gabloty, sprzedając książki, a pieniądze z nich przeznaczać na ten cel.

Wybieraliście konkretne książki do tych pomników?

Nie, nie było takiego wyboru. Chcieliśmy, aby zasada była prosta: skoro nie powinniśmy segregować ludzi, to nie powinniśmy też segregować książek. Taki był pomysł.

Stąd dzieła Konopnickiej sąsiadują z dziełami Jacka Londona!

Tak jest!. Temat ten wzbudził w internecie duże zainteresowanie. I tak powstała w mediach społecznościowych grupa o nazwie: „Książka od Koguta”. W czasach świetności oferowałem pięć wirtualnych półek tygodniowo, codziennie prezentując około 40 książek, które ludzie licytowali, zaczynając od złotówki. Ta zasada obowiązuje do dziś, mimo sugestii, aby podnieść ceny. Dalej są osoby, które kupują za złotówkę, więc jeśli nikt nie przelicytuje, to znaczy, że ta książka dla danej osoby ma taką wartość. Obecnie mamy trzy półki w tygodniu, ale czasami robimy przerwy.

Co dziś czytają Polacy i jakie książki najchętniej kupują?

Nie zajmuję się tym profesjonalnie, ale zauważam pewne trendy. Choć to mały wycinek, trudno wyciągać szerokie wnioski. Był moment, kiedy bardzo popularne były książki o zielarstwie. Klasyka polska też cieszy się zainteresowaniem. Często wybieram książki według mojego gustu i opinii osób, które mi pomagają. Ostatnio widzę ogromne zainteresowanie ezoteryką. To może sugerować, że ludzie poszukują alternatywnych tematów.

Jakie problemy napotkałeś przy tworzeniu Domu Spokojnej Książki i jakie sukcesy cieszą cię najbardziej?

Problemy były, są i zawsze będą, ale staram się na nich nie skupiać, ponieważ wolę je rozwiązywać i szukać sposobów na ich przezwyciężenie. Nie myślę więc o problemach. Cieszy mnie, gdy jestem chwalony, ale największym sukcesem jest stworzenie społeczności, które powstały wokół Domu Spokojnej Książki. O jednej z nich już wspomniałem – to grupa związana z „Książką od Koguta”, w której swoje miejsce znaleźli ludzie z całej Polski. Sam Dom Spokojnej Książki szybko zyskał kilka tysięcy obserwujących, a wiele osób dalej rozsyła informacje o nas, do swoich znajomych. W ten sposób tworzy się społeczność ludzi, którzy się nie znają osobiście, ale lubią książki, wiedzą, jakie książki kogo rajcują. Jest tu też element rywalizacji.

Czy trafiły do Domu Spokojnej Książki jakieś białe kruki?

To zawsze trudne pytanie, bo nie jestem ani księgarzem, ani antykwariuszem. Współpracuję z bibliotekarzami, którzy mówią, że ocena wartości książek bywa trudna. Rzadko trafiają tu książki na tyle stare i rzadkie, by były białymi krukami. Najstarsza książka, jaką mamy, pochodzi z 1841 roku. Mamy też trochę książek z końca XIX i początku XX wieku, ale nie są one szczególnie cenne.

Pewnie mógłbyś sporo powiedzieć o reakcjach i historiach ludzi, którzy odwiedzają Dom Spokojnej Książki? Które z nich ciebie najbardziej poruszyły?

Te historie często się powtarzają. Ludzie, którzy odwiedzają Dom Spokojnej Książki mówią, że chcieliby tutaj zamieszkać, że czas płynie inaczej w tym miejscu. Czują obecność myśli, które zostały zapisane w tych książkach przez lata. Jedna z historii, która najbardziej mnie poruszyła, dotyczy kobiety, która przywiozła książki po swojej zmarłej matce. Wyciągała je z kartonu i opowiadała o każdej z nich, każda z książek miała osobistą historię, która wiązała się z jej zmarłą matką. I nagle wkładała je na powrót do kartonu, mówiąc: „A tej to nie, jeszcze jej nie zostawię”, bo przypominała jej o czymś ważnym. Kiedyś przyjechała ponownie, zapytać: „A jak tam książki mojej mamy?” To pokazuje, jak głębokie są związki emocjonalne ludzi z książkami i jak ważne jest dla nich, by trafiły w dobre ręce. Więc okazało się, że zbieramy nie tylko książki, ale również ludzkie historie.

Zdarza się, że znajdujesz coś interesującego w książkach, które ludzie przywożą? Jakieś notatki, zapiski..?

Niemal wszystko! Znajduję stare banknoty, polskie i zagraniczne, znaczki pocztowe, bilety, na przykład do moskiewskiego tramwaju. Często są liściki i dedykacje, jak choćby „Kochanemu Andrzejowi od niekochanej”. Kiedyś trafiła mi się książka Arkadego Fiedlera, którą wylicytowała znajoma pani. Pokazała mi potem, że wewnątrz była dedykacja od samego Fiedlera, napisana w taki sposób, że mogła być dla każdego. Powiedziała wtedy: „Poczułam się jakby to sam Arkady Fiedler napisał ją specjalnie dla mnie”.

Ty też masz takie książki, które przywołują u ciebie ważne wspomnienia z życia, dzieciństwa lub okresu dorastania?

Mam specjalną półkę, którą nazywam „półką prezesa”, bo jestem prezesem stowarzyszenia „Głowa do góry”, które – jako optymiści – założyliśmy z Moniką. Na tę półkę odkładam książki, które kiedyś czytałem i bardzo mi się podobały, ale nigdy ich nie kupiłem, lub takie, które zawsze chciałem przeczytać, ale nigdy nie miałem okazji. „Półka prezesa” rozrosła się już do dwóch półek. Monika ma na pięterku dwa całe regały takich książek. Zawsze kochałem „Mistrza i Małgorzatę”, ale nigdy nie miałem jej fizycznie, tylko wypożyczałem z biblioteki. Teraz mam jeden egzemplarz, z tłumaczeniem, które uważam za właściwe, a resztę sprzedaję, bo nie widzę potrzeby gromadzenia ich więcej. Mam też „Podróże z Herodotem” Kapuścińskiego, bo ta książka wiąże się z moimi osobistymi podróżami. Byłem chłopcem ze wsi, który nagle znalazł się w Londynie w stolicy byłego imperium, w centrum światowej muzyki lat 60., 70. i 80. Mogłem pojechać na Camden Town i wejść do klubu, w którym grał ktoś znany, na przykład Amy Winehouse. Ta książka przypomina mi to, że czytałem o podróżach, samemu będąc podróżnikiem i odkrywałem świat.

Jakie Twoim zdaniem sąnajciekawszeinicjatywy,które dzieją się wokół Domu Spokojnej Książki?

Jedną z takich inicjatyw był przegląd filmów krótkometrażowych. Przez przypadek dowiedziałem się o festiwalu Grand OFF w Warszawie, który nagradza filmy w 11 kategoriach, a potem te nagrodzone filmy są udostępniane do prezentacji. Pomyślałem, że rozłożę ogromny ekran na naszym regale i będziemy oglądać te filmy. To całodniowy maraton. Zapraszamy panią filmoznawczynię, która moderuje dyskusje. Czasami filmy trwają po 7-9 minut, a my siedzimy i rozmawiamy o nich ponad pół godziny. Przed pandemią nie było problemów z zapraszaniem twórców. Za każdym razem zapraszaliśmy reżysera najlepszego polskiego filmu; to było fantastyczne, bo mogliśmy porozmawiać zaraz po seansie.

Organizujemy też koncerty muzyczne. W przyszłym tygodniu wystąpi zespół Svahy, który nagrał muzykę do nowej wersji filmu„Znachor” więc czasem udaje się znaleźć powiązanie między muzyką a literaturą. Próbowałem przez pewien czas zorganizować serię koncertów pod nazwą „Deska” (skrót DeeSKa – Dom Spokojnej Książki), ale nie mamy presji, by organizować je regularnie. Czasami sami artyści zgłaszają się do nas z propozycją występów.

Czyli ta stodółka może stać się niedługo salonem światowej sławy?

Aż tak to nie, ale żartujemy, że Stinga byłoby stać, żeby przyjechać do nas i zagrać charytatywnie.

Może napisz do niego maila?

Myślę, że trzeba to zrobić. Chciałem wysłać maila do Carlosa Ruiza Zafóna ze zdjęciem naszego dużego regału, które wykonałem w mrocznym stylu, nawiązując do jego „Cmentarza Zapomnianych Książek”. Spóźniłem się. Zmarł w czerwcu 2020 roku. Organizujemy też festiwal KOT – to kategoria „wywiedziona ze słowa”. Polega na tworzeniu krótkich etiud teatralnych na podstawie tekstów, w których chodzi o to, żeby znaleźć nowy sens słów; na nowo odkryć znaczenia. Konkurs posiada dwie kategorie: pierwsza to przygotowane wcześniej etiudy, a druga to „wywiedzione ze słoja” – w pierwszym dniu festiwalu uczestnicy losują fragment tekstu, wybierając go z dużego słoja i mają 24 godziny na przygotowanie improwizowanej etiudy. Po regularnej części festiwalu następuje ta improwizowana część.

Co chciałbyś, aby ludzie wynosili stąd po wizycie w Domu Spokojnej Książki?

Myślę, że przede wszystkim emocje. Nierzadko piszą mi, że każda impreza tutaj była dla nich przeżyciem. Ponieważ nie chodzi tylko o zobaczenie najwyższego w Polsce regału książkowego. Chociaż przez 8 lat działalności Domu Spokojnej Książki przewinęło się tutaj kilkanaście tysięcy ludzi i nikt nie zna wyższego regału. I to robi wrażenie. Chcemy żeby ludzie wyjeżdżając stąd mieli przekonanie, że wokół książek wciąż może się dziać wiele fascynujących zdarzeń.

Jeśli chodzi o prowadzenie Domu Spokojnej Książki, czy macie jakieś ustalone wspólne cele, marzenia, projekty?

Działamy bardzo spontanicznie i lubimy improwizować, nie planujemy zbyt daleko do przodu. Bardzo pomaga nam to, że moja żona umie pisać projekty i zdobywać granty, co jest niezbędne do utrzymania tego miejsca, bo wymaga ono sporo pieniędzy. Imprezy są darmowe, więc nie zarabiamy na nich, ale trzeba pokryć koszty prądu, wody, sprzątania, itp. Cały czas rozbudowujemy to miejsce, więc potrzebne są fundusze. Wspieramy się grantami, na przykład z Narodowego Instytutu Wolności na Uniwersytet Ludowy czy z Narodowego Centrum Kultury w ramach programu Etno Polska grant który promuje działania związane z zachowaniem tradycji. Uniwersytet Ludowy, łączy się z ideą, żeby dorosłym oferować wiedzę, która jest rozszerzeniem ich dotychczasowego wykształcenia. Dzisiejszy świat wymaga kształcenia ustawicznego, a wszystko, co tutaj robimy, wpisuje się w działalność Uniwersytetu Ludowego.

Wracając do książek: jest taka, o której powiedziałbyś, że zmieniła twoje życie?

Z pewnością niejedna. Zawsze mam problem, gdy ktoś pyta o moją ulubioną książkę. Mógłbym z marszu, obudzony w środku nocy, wymienić co najmniej trzy, a chwilę potem kolejne pięć. Jednak, czy zmieniły one moje życie? Nie zastanawiałem się nad tym. Na pewno były ważne i często do nich wracam. Na przykład teraz, przygotowując się do naszych głośnych czytań związanych z Polakiem za granicą i podróżami, przypomniałem sobie wspomnianą już książkę Kapuścińskiego „Podróże z Herodotem". Mamy tu trzech podróżników: Herodota, który „podróżował” przez historie zwożone mu ze świata, Kapuścińskiego, który wyruszył z siermiężnej, komunistycznej Polski w świat, aby opisywać jego różne strony, i mnie, który czytał „Podróże z Herodotem” siedząc w londyńskim autobusie podczas mojej pierwszej podróży do Londynu. Czułem się wtedy trochę jak Kapuściński.

Pamiętasz ten moment w dzieciństwie, kiedy po raz pierwszy zachwyciłeś się książką?

Moja mama bardzo dużo czytała, ojciec również, dodatkowo mama pisała wiersze. Książki były więc w naturalny sposób obecne w naszym domu. Byłem nieśmiałym, zahukanym chłopcem z wiejskiej szkoły, dzieckiem nauczycieli. A to jest ktoś, kogo się ze społeczności klasowej wycina, bo może być kapusiem. Wiodłem dosyć samotne życie, lubiłem wsiadać na rower i jeździć do lasu, albo czytać książki. Tworzyłem własne światy, które mi zostawały w głowie zostawały i z tego powodu później – mając w sobie te niezwykłe światy – mogłem łatwo wchodzić w różne role jakie pojawiały się w życiu.

Dziś kim jesteś? Kustoszem? Strażnikiem Domu Spokojnej Książki?

Kiedyś ktoś nazwał mnie strażnikiem książek. Wyobrażenie, że jestem obrośniętym pajęczynami starcem jak Dumbledore z Hogwartu, jest dalekie od prawdy. Ja mówię o sobie, troszkę prześmiewczo, „Pan od książek" bo jestem czymś pośrednim między bibliotekarzem, antykwariuszem albo molem książkowym.

Wierzysz, że książka może uleczyć ludzką duszę? Masz na to osobiste dowody?

Daleki jestem od stwierdzeń, że książka może leczyć duszę. Może zmienić życie człowieka, pokazać rozwiązania, otworzyć nowe światy, ale nie jestem przekonany, że ma właściwości lecznicze.

To jakie książki poleciłbyś komuś na poprawę humoru, na trudne dni?

Lubię humor, jaki reprezentuje Andrzej Sapkowski. Stworzył dla Wiedźmina świat pełen przaśnego humoru, z mnóstwem smaczków. Poleciłbym również książki Joanny Chmielewskiej; zawsze mnie rozśmieszały. Uważam, że książki powinny sprawiać przyjemność, nie powinny być czytane z przymusu. Trafiły tu „Księgi Jakubowe”, żartowałem, że pewnie po pewnym ministrze, który przyznał publicznie, że nie dał rady ich przeczytać, bo książka sprawiała wrażenie nieużywanej. I wiesz co? Sam przeczytałem tylko do połowy – początek był bardzo interesujący, ale później fabuła skręciła w taką stronę, że czytanie przestało mi sprawiać przyjemność. Nie mam potrzeby zmuszać się do czytania książek. Tak, „Ulissesa” też nie przeczytałem (śmiech).

Jakie książki poleciłbyś na podróż? Jakie książki najlepiej umilają czas w drodze?

Sam na podróż zabrałbym książkę, której jeszcze nie znam, a chciałbym przeczytać, ale na wszelki wypadek zabrałbym również taką, którą dobrze znam i lubię, by móc do niej wracać. Na pewno byłyby to „Blaszany bębenek”, „Sto lat samotności”, „Mistrz i Małgorzata” oraz „Władca Pierścieni”. Te książki mogę czytać wielokrotnie; za każdym razem czerpię z nich radość.

Co powiedziałbyś ludziom, którzy uważają, że nie mają czasu na czytanie? Co twoim zdaniem tracą?

Często ludzie mówią mi, że wolą słuchać audiobooków. Mówię im, że to nie to samo. Audiobook to już przetworzony produkt – ktoś zinterpretował książkę i narzucił pewien sposób jej odbioru. Czytając samemu, tworzymy własny świat. Byłem wściekły na twórców filmu „Władca Pierścieni", ponieważ po jego obejrzeniu, mój własny wyobrażony świat, który stworzyłem na podstawie przeczytanej książki, po prostu się rozpadł. Teraz widzę obrazy, które ktoś mi narzucił.

Książki dały mi siłę, pozwoliły poznać różne światy i różne historie. Dzięki nim mogę znaleźć ludzi, z którymi mogę rozmawiać o wspólnych pasjach. To daje poczucie, że nie jestem sam, że są ludzie równie szurnięci na punkcie książek, jak ja, a większość z nich poznałem dzięki temu miejscu. To, co jest dla mnie najważniejsze, to fakt, że wciąż są tacy ludzie, że się poznajemy, że mamy wspólne kody kulturowe, dzięki którym się rozumiemy. To daje mi jakąś nadzieję, bo mam świadomość, że ten świat się kurczy i może wkrótce zniknąć.

Co jest dla Ciebie największym osiągnięciem w działalności Domu Spokojnej Książki?

Chyba największym osiągnięciem jest fakt, że w tak odległej, zagubionej wśród pól wiosce udało się stworzyć mały dom kultury. Ludzie pokonują kilometry, aby tu przyjechać i spędzać czas. To jest coś, co cieszy mnie najbardziej – książki są tu magnesem, ale nie tylko one. Stworzenie tego miejsca było wyzwaniem. W średniowieczu budowano ogromne katedry. Nie były one praktyczne – trudno je ogrzać, ciężko było postawić – ale miały pokazywać wielkość; mówiły: „Jeśli chcecie poznać wielkość, przyjedźcie do nas, bo my tę wielkość mamy”. Dom Spokojnej Książki, z tym ogromnym regałem ma być takim symbolem, który mówi: „Popatrzcie jak wielu twórców złożyło się na te tysiące książek, jak wiele w nich wiedzy, uczuć i emocji”. Spotykajmy się tutaj i dokładajmy naszą wiedzę, uczucia i emocje. Czasem myślę, że kiedy kończy się nasz kolejny seans filmowy, spotkanie czytelnicze czy koncert i wyłączam tu światła, zamykam drzwi, to zaczynają się rozmowy bohaterów wszystkich książek.

emisja bez ograniczeń wiekowych
Wideo

Jerzy Stuhr nie żyje. Aktor zmarł w wieku 77 lat

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na X!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na X!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

Materiały promocyjne partnera

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Wróć na i.pl Portal i.pl