SPIS TREŚCI
Odkąd prezydent Rosji Władimir Putin rozpoczął pełnoskalową inwazję na Ukrainę w lutym 2022 r., niemal od początku – gdy okazało się, że nie będzie blitzkriegu - Moskwa stanęła w obliczu poważnych problemów z zapełnieniem szeregów swoich sił inwazyjnych.
Brakuje ludzi w wojsku
Częściowa mobilizacja jesienią 2022 r. wywołała masową emigrację z Federacji Rosyjskiej i spadek popularności reżimu, zmuszając Kreml do poszukiwania innych sposobów na uzupełnienie szeregów. Najważniejszym z nich było rozszerzenie rekrutacji na starszych i mniej sprawnych fizycznie mężczyzn, a także imigrantów i obcokrajowców, takich jak Koreańczycy z Północy. Rosyjski rząd dodatkowo oferuje coraz większe premie za podpisanie kontraktu, aby zachęcić potencjalnych rekrutów. Skazani zostają ułaskawieni, a sprawy przeciwko oskarżonym są umarzane, jeśli zgodzą się służyć.
Do niedawna takie podejście pozwalało Moskwie utrzymać, jeśli nie znacząco zwiększyć, liczbę żołnierzy w jej siłach wojujących na Ukrainie. Taktyka Kremla miała jednak również negatywne konsekwencje dla spójności społeczeństwa i podkopała wizerunek armii, ponieważ byli przestępcy wracają do domu jako weterani i popełniają nowe przestępstwa.
W ostatnich miesiącach problemy Moskwy związane z rekrutacją wzrosły, ponieważ straty na froncie wzrosły do 30 000 lub nawet więcej miesięcznie (chodzi o zabitych, rannych, jeńców, dezerterów). Takie hojne szafowanie ludzką krwią nawet w oczach Rosjan sprawia, że służba staje się mniej atrakcyjna, niezależnie od tego, jak duże premie urzędnicy są gotowi zapłacić, a nawet jakie ułaskawienia są skłonni zaoferować.
Bunty i dezercje
Kilka dni temu doszło do buntu w bazie wojskowej w pobliżu Nowosybirska. Grupa żołnierzy, którzy mieli zostać wysłani na Ukrainę, zdecydowała się na bunt i ucieczkę. Nie jest to pierwszy bunt żołnierzy sprzeciwiających się wysłaniu na front. Podobne zdarzenia miały miejsce w grudniu 2022 r. w Królewcu i Murmańsku, ale według portalu informacyjnego SibReal to, co wydarzyło się na obrzeżach Nowosybirska, było „jednym z największych buntów po rozpoczęciu wojny z Ukrainą”.
Oprócz buntów dochodzi do masowych dezercji na własną rękę. Jak ustaliło dziennikarskie śledztwo portalu Ważne Historie, z 20. Gwardyjskiej Dywizji Strzelców Zmotoryzowanych (dowództwo w Wołgogradzie) w czasie pełnoskalowej wojny z Ukrainą uciekło ponad tysiąc wojskowych, w tym major i dwóch podpułkowników. Właściwie cały pułk! Dziennikarze zdobyli listę żołnierzy 20. dywizji, którzy są poszukiwani za nieuprawnione opuszczenie jednostki. Rosyjskie siły zbrojne nie ujawniają danych na temat liczby dezerterów i tych, którzy samowolnie opuścili jednostkę, więc ta przedstawiona lista pokazuje prawdziwą skalę ucieczek z armii rosyjskiej podczas wojny.
Pomagają uniknąć frontu
Część z dezerterów korzysta z pomocy antywojennego projektu działaczy praw człowieka „Idź do lasu”, który pomaga rosyjskim wojskowym, którzy nie chcą walczyć. Z portalem rozmawiał np. Michaił, który uciekł z jednostki po tym, jak został ranny. Powiedział, że ukrywał się w Rosji przez półtora roku, a po konsultacjach z projektem „Idź do lasu”, przedostał się do kraju europejskiego, gdzie czeka na rozmowę o azyl.
Rosyjskie sądy wojskowe wydały już ponad 10 000 wyroków przeciwko żołnierzom, którzy próbowali uniknąć służby w Ukrainie. Ale to nie pomoże Kremlowi. Wygląda na to, że rezerwuar mięsa armatniego w biednych i zazwyczaj posiadających duży odsetek ludności nierosyjskiej (np. Buriacja) się wyczerpuje. Coraz więcej obywateli Rosji woli pójść do więzienia niż na front, gdzie dla dowódców ich życie nie ma żadnego znaczenia.
źr. Meduza.io, Jamestown Foundation