Cichy koniec Szymona Hołowni, czyli "jak się pan czuje ze swoją wspaniałością?" dobiega końca

Dawid Wildstein
Dawid Wildstein
Dawid Wildstein: "Rzecz jasna nie mieliśmy tu do czynienia z żadnym realnym zachwytem nad Hołownią ze strony „wolnych mediów”. Mogliśmy za to obserwować z ich strony realizację konkretnego zadania politycznego,  którego podstawowym beneficjentem był tak naprawdę Donald Tusk".
Dawid Wildstein: "Rzecz jasna nie mieliśmy tu do czynienia z żadnym realnym zachwytem nad Hołownią ze strony „wolnych mediów”. Mogliśmy za to obserwować z ich strony realizację konkretnego zadania politycznego, którego podstawowym beneficjentem był tak naprawdę Donald Tusk". Fot. Adam Jankowski
Okres przydatności naszego nowego marszałka Sejmu okazał się krótszy, niż wielu sądziło. Jeszcze wczoraj był gigachadem, człowiekiem, który spowodował, że miliony (o ile nie miliardy) zwykłych Polaków odzyskało wiarę w Sejm oraz zrezygnowało z ulubionych telenowel, aby oglądać posiedzenia polskiego parlamentu. Nic jednak nie trwa wiecznie. Hołownia musiał zostać zdetronizowany. W końcu mesjasz może być tylko jeden.

Oczywiście nie mówimy tu o końcu „ostatecznym”. Hołownia jest nadal jednym z większych atutów politycznych nowej koalicji rządowej. Niemniej jego status musi, wraz z wejściem Tuska na scenę, zostać odpowiednio obniżony.

Festiwal żenujących pochlebstw

Ta zmiana jest już zresztą widoczna. Głównie dlatego, że Hołownia spadł z naprawdę wysokiego konia. Warto zachować w pamięci spektakl, jaki urządziły, z okazji wyboru nowego marszałka, tzw. „wolne media”. Ciężko o bardziej namacalny dowód na to, jak groteskowi pracują w nich politrucy, do jakich granic śmieszności są w stanie posunąć się ci pracownicy medialni, byle zrealizować zadanie polityczne.

Najpierw więc mieliśmy festiwal opowieści o marszałku jako „gigachadzie” oraz analiz, jaki to jest piękny, mądry i odważny (dokładnie takich określeń używano). W kolejnych artykułach, głównie z GW i Onetu, rozmaici medioznawcy rozpływali się nad niesamowitością Hołowni. Gdy temat się wyczerpał, marszałek został tzw. „sigmą” (warto zwrócić uwagę na tę pseudo młodzieżowość, za pomocą której usiłowano „sprzedać” Hołownię, i jednocześnie niebywałą infantylizację tego przekazu), czyli - jak relacjonował nam pomocny portal Węglarczyka - mężczyzną „silnym, niezależnym, pewnym siebie i intrygującym”. Narracja ta, żywcem wyjęta z jakiegoś podrzędnego harlekina, wspierana była regularnymi pytaniami dziennikarzy „wolnych mediów” podczas konferencji Hołowni, których zaś treść można sprowadzić do „jak się Pan czuje ze swoją wspaniałością?”. To połączenie propagandy z przedszkolem dopełniały płynące zewsząd wyznania zachwytu i miłości wobec Marszałka, szczególnie ze strony dziennikarek. Swoistą wisienką tej żenady była rozmowa rozchichotanej Beaty Tadli i Doroty Gardias, podczas których obie (acz zwłaszcza ta ostatnia) wyrażały ogień swoich uczuć wobec Hołowni.

Przypomnijmy sobie teraz oskarżenia, jakie regularnie wystosowywały te tzw. „wolne media” wobec publicznej telewizji czy radia. Cóż, niezależnie od tego, co uważamy o TVP, podobnych spektakli wobec jakiegokolwiek członka Prawa i Sprawiedliwości nigdy tam nie było.

Logika spektaklu

Rzecz jasna nie mieliśmy tu do czynienia z żadnym realnym zachwytem nad Hołownią ze strony „wolnych mediów”. Mogliśmy za to obserwować z ich strony realizację konkretnego zadania politycznego, którego podstawowym beneficjentem był tak naprawdę Donald Tusk.

Po pierwsze, trzeba było dostarczyć swoim odbiorcom konkretnego spektaklu, który zaspokoiłby ich emocje, pobudzone wcześniej podczas kampanii wyborczej. Roli tej nie mógł odegrać Tusk z przyczyn reguł rządzących polskim parlamentaryzmem i podjęcia się misji stworzenia rządu przez PiS. Ten miesiąc przerwy może się obiektywnie wydawać niewielki, jednak nie w logice polityki spektaklu, która była konstytutywnym elementem kampanii wyborczej zwycięskiej koalicji. Przecież wygrana tego mozaikowatego sojuszu anty-PiS nie została osiągnięta dzięki atrakcyjnemu programowi czy głębokiej refleksji połączonej z debatą na temat stanu naszego państwa. Zamiast tego mobilizowali oni swój elektorat za pomocą nienawiści do PiSu, niemniej w tej manichejskiej perspektywie, obiecywali także natychmiastowy „raj”, gdy tylko uda się pokonać reżim Kaczyńskiego.

W tym kontekście Hołownia został „wybrany” przez „wolne media” jako tymczasowy mesjasz, ten, który już od razu pokaże, że świat stał się lepszy, dobro powróciło, słońce przebiło się przez skłębione chmury. W tej skrajnie infantylnej rzeczywistości, którą stworzył Tusk i podległe mu media, najważniejsze są puste symbole i hasła. Zaspokajają one dziecinne wyobrażenia o polityce, w której nie liczą się kwestie merytoryczne, w której brak programu jest wręcz atutem, wszystko co najważniejsze jest zaś sprowadzone do kwestii de facto personalnych, czyli tego, czy włada nami diabeł Kaczyński czy mesjasz Tusk. Dlatego cyrk musiał się zacząć natychmiast, emocje nie mogły opaść ani na chwilę, zbawienie musiało być błyskawiczne. „Megachad” i „sigma” Hołownia okazał do tej roli idealny, będąc jednocześnie tym, który „zajawia” tak naprawdę główną gwiazdę wieczoru, czyli aktualnego premiera.

Grożenie Hołowni

To, jak błyskawiczna i jednocześnie cicha była detronizacja Hołowni, pokazuje niebywały cynizm wspomnianych mediów i jest koronnym dowodem na to, że nie o żaden realny „zachwyt” tu chodziło, tylko o konkretne zamówienie polityczne. Sytuacja ta wskazuje też najbardziej fundamentalną cechę tych tzw. „wolnych mediów”. Chodzi o ich „labilność”, o tempo, w którym są one w stanie kreować i gasić bohaterów, ze znienawidzonych postaci robić herosów i odwrotnie. Ta „umiejętność” pokazuje tak naprawdę i ich populizm, i, co jest oczywiście warunkiem sine qua non tego pierwszego, to, jak bardzo próbują prać mózgi swoim odbiorcom. Tu nie chodzi o trwałe kreowanie jakiegoś świata i jego wartości, tylko o ciągłą zmianę, w zależności od potrzeb ich mocodawców politycznych, o stworzenie ciągłej dyspozycji w swoich odbiorcach do „łykania” kolejnych komunikatów, nieważne, jak sprzeczne ze sobą by były.

W ten sposób Lech Kaczyński jest raz „najgorszym polskim prezydentem”, następnego dnia autorytetem, do którego odwołuje się Tusk, żeby zaatakować PiS. Podobnie Wałęsa okazuje się nie być bandytą, tylko bohaterem, Giertych z faszysty staje się obrońcą demokracji, Kołodziejczak z prorosyjskiego zadymiarza zamienia się w głos rolników, Terlikowski z hunwejbina i islamisty przeistacza się w autorytet religijno-społeczny. Czasem te zmiany potrafią się dokonać w kilka dni. Istotne jest tylko jedno — żeby wcześniej został złożony hołd PO i udowodniona dyspozycyjność wobec tej partii. W jakimś też stopniu ofiarą tego mechanizmu (tylko w drugą stronę) padł teraz Hołownia. Zresztą chyba tylko kompletny dureń mógł uznać, że mamy tu do czynienia z jakimiś „realnymi” uczuciami, a nie ze zwykłym zabiegiem propagandowym. Przecież jeszcze kilka miesięcy temu ci sami, którzy tak wielbili Hołownię tuż po wyborach, robili z niego potwora nawet straszniejszego niż Kaczyński — zdrajcę sprawy demokratycznej. Jego (wyjątkowo niemrawy i delikatny) sprzeciw wobec wspólnej listy z PO okazał się pretekstem do erupcji najgorszego chamstwa i nienawiści (przypomnijmy stwierdzenie Lisa o „kałowni”) oraz najpaskudniejszych wyzwisk.

W tym tkwi kolejny element gry „wolnych mediów”. Wysyłają one, poprzez wcześniejsze groteskowe podlizywanie się i dzisiejsze milczenie, jasny sygnał Marszałkowi Sejmu: jeśli podskoczy Tuskowi, czeka go dokładnie to samo piekło, które było jego udziałem kilka miesięcy temu. Jeśli Hołownia chce mieć ich aprobatę, musi zrozumieć, że Mesjasz może być tylko jeden, on może być co najwyżej jego apostołem. Oczywiście taki układ nie powinien satysfakcjonować żadnego polityka, który naprawdę chce coś znaczyć i zmienić Polskę. Patrząc jednak na konstrukcję psychiczną Hołowni, wiele wskazuje na to, że będzie on dla niego satysfakcjonujący. Niestety.

jg

od 7 lat
Wideo

Pismak przeciwko oszustom, uwaga na Instagram

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na X!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na X!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

Materiały promocyjne partnera
Wróć na i.pl Portal i.pl