Wszystkie upokorzenia Putina. Rosja cofa się do XVIII wieku

Grzegorz Kuczyński
Grzegorz Kuczyński
Sergei Bobylev/Associated Press/East News
Udostępnij:
Po rządach Władimira Putina rosyjskie wpływy w Eurazji będą przypominać zgliszcza. Zamiast odbudowy potęgi Związku Sowieckiego, nad którego upadkiem tak Putin ubolewał, jego polityka prowadzi do odwrotu Rosjan z kolejnych obszarów, które Moskwa podbijała jeszcze w czasach carskich.

Nieudolne próby pokonania Ukrainy obnażyły słabość Rosji jako hegemona przestrzeni posowieckiej. O ile wcześniej nikt nie miał wątpliwości, że jej wpływy ekonomiczne, polityczne czy kulturowe topnieją szybciej niż lodowce alpejskie, to ostatnie pół roku zdarło z cara ostatnie szaty – przekonanie, że Rosja wciąż jest przynajmniej potęgą militarną. Trudno więc się dziwić choćby przywódcy Tadżykistanu i jego lekceważącemu stosunkowi do Putina na ostatnim szczycie Szanghajskiej Organizacji Współpracy w Samarkandzie, skoro widzi, że w obliczu zagrożenia ze strony rządzonego przez talibów Afganistanu na pomoc wojskową Rosji nie ma raczej co liczyć.

Już od wielu lat, od czasu, gdy do Azji Środkowej zaczęły gospodarczo wchodzić Chiny, dawne Centrum, czyli Moskwę, postrzegano wyłącznie jako gwaranta bezpieczeństwa. Dziś, gdy Rosjanie biorą baty od Ukraińców i na dodatek wycofują się militarnie z Azji Środkowej (choćby przerzucenie na ukraiński front setek żołnierzy ze 102. Bazy w Tadżykistanie), satrapowie rządzący regionem nie tylko zwątpili w sens uległości wobec Moskwy, ale też dostrzegli szansę na siłowe rozwiązania. Stąd choćby graniczny konflikt Tadżykistanu z Kirgistanem, który z całą siłą rozgorzał akurat wtedy, gdy w Samarkandzie bawili Putin i prezydenci obu wojujących ze sobą krajów.

Trauma z Samarkandy
Azja Środkowa to obszar ostatnich wielkich podbojów Rosji. Do rangi symbolu urasta więc fakt, że w perle tego regionu, mieście Samarkanda, Putin faktycznie abdykował. Jako lider Rosji, dominującej w całym tym ogromnym regionie od XIX wieku. I to na rzecz Chin, czyli drugiego mocarstwa Eurazji, które przez trzysta poprzednich lat musiało uznawać dominację Rosji w Azji Środkowej. Zresztą to spotkanie Putina z Xi Jinpingiem, na marginesie szczytu Szanghajskiej Organizacji Współpracy, było kluczowe. Osłabienie Rosji w trakcie wojny na Ukrainie nieuchronnie osłabia jej pozycje w Azji Centralnej, a Chiny są zaniepokojone niezdolnością Moskwy do pełnienia dotychczasowej roli „dostawcy bezpieczeństwa” w tym bogatym w konflikty regionie. Klęski Rosji w wojnie z Ukrainą Pekin też by nie chciał. Więc widząc kłopoty na froncie Xi zapewne dał jasno do zrozumienia Putinowi, że musi coś z tym zrobić. Stąd pewnie od razu decyzja o mobilizacji i aneksji.

Gdzież te czasy, gdy Moskwa i Pekin były równorzędnymi graczami? Rosja uznaje już oficjalnie starszeństwo chińskiego partnera. Spotkanie w Samarkandzie przejdzie do historii – tam przywódca Rosji uznał pokornie faktyczne zwierzchnictwo Chin. Putin musiał wysłuchać uwag Xi i potulnie im przytaknąć. Ale to i tak nie było największe upokorzenie. Upokorzeniem dla Putina były też spotkania z liderami dwóch innych znaczących graczy, których Rosja uznaje za co najmniej przychylnie neutralnych: Indii i Turcji. - To nie czas na wojnę - powiedział Narendra Modi do Putina, podkreślając znaczenie "demokracji, dyplomacji i dialogu". W odpowiedzi prezydent Rosji zapewnił indyjskiego premiera, że chce "jak najszybciej" zakończyć konflikt na Ukrainie i przyznał jednocześnie, że rozumie "obawy" Indii. Przebieg swojej rozmowy z Putinem Recep Tayyip Erdogan zrelacjonował dopiero kilka dni później w wywiadzie dla amerykańskiej telewizji PBS (co też znaczące). - W Uzbekistanie spotkałem się z prezydentem Putinem i przeprowadziliśmy bardzo obszerne dyskusje. I on pokazuje mi, że chce to wojnę zakończyć tak szybko, jak to tylko możliwe. Takie było moje wrażenie, ponieważ to, jak obecnie wyglądają sprawy, jest dość problematyczne – powiedział prezydent Turcji. Na dodatek podkreślił, że Rosja powinna zwrócić Ukrainie nie tylko ziemie zajęte w tym roku, ale też Krym.

Putin odbył też rozmowy z każdym przywódcą Azji Środkowej, ale według oficjalnych stenogramów nigdzie nie wspomniał o Ukrainie. Zignorował również gwałtowną eskalację starć granicznych między Kirgistanem i Tadżykistanem z użyciem ciężkiej broni, podczas gdy prezydenci obu krajów udawali, że w Samarkandzie panuje atmosfera "dobrego sąsiedztwa". Nowe zaognienie konfliktu mamy też na Kaukazie Południowym. W Samarkandzie był prezydent Azerbejdżanu Ilham Alijew i znalazł tam pełne poparcie dla swojej nowej ofensywy ze strony prezydenta Turcji Recepa Tayyipa Erdogana. Tymczasem goszczący w tym samym mieście Putin pozostawił bez odpowiedzi rozpaczliwy apel o pomoc ze strony prezydenta Armenii Nikola Paszyniana – który zresztą do Samarkandy nie przyleciał, bo zagrożenie dla jego kraju i dla jego władzy jest zbyt duże, by ryzykować opuszczenie kraju.

Koniec ery postsowieckiej
Od momentu rozpoczęcia inwazji na Ukrainę Rosja błyskawicznie traci wpływy i znaczenie w przestrzenie posowieckiej, którą zwykło się uznawać za jej naturalny obszar dominacji. Nie przypadkiem Rosjanie mówią o byłych republikach związkowych, dawniej słuchających rozkazów z Moskwy, „bliska zagranica”. Szczyt w Samarkandzie tylko potwierdza erozję rosyjskich wpływów. I nie chodzi tylko o sposób, w jaki inni przywódcy odnosili się do Putina. Jeszcze rok temu byłby najważniejszym, obok Xi Jinpinga, gościem imprezy. Dziś widać, że nie jest postrzegany jako silny lider mocarstwa. Sojusznicy tracą wiarę w Rosji, przeciwnicy próbują wykorzystać jej słabość. Widać to, jak były Związek Sowiecki długi i szeroki.

Jedynym krajem, gdzie Kreml zachowuje jeszcze kontrolę, jest Białoruś. Ale to też wynika bardziej z funkcjonowania reżimu Łukaszenki. Ale już na przykład Mołdawia kieruje się na Zachód, mimo prób destabilizacji przez siły prorosyjskie, zaś włączenie separatystycznego Naddniestrza to kwestia czasu. Jak tylko Ukraina wygra z Rosją, ten zamrożony konflikt też zostanie zakończony. Na Kaukazie narasta opór polityczny i społeczny przeciwko skrycie przychylnym Rosji rządom koalicji Gruzińskie Marzenie. Dalej na południe, na linii Azerbejdżan-Armenia, dochodzi ostatnio do zbrojnych starć. To Baku czuje słabość Rosji i chce siłą wywrzeć presję na Ormianach. Ci zaś nie mogą liczyć na swego jedynego sojusznika, Moskwę. Do gry wchodzą więc UE i USA. Do tego ważnym graczem jest Turcja. Dla Rosji miejsca w tej układance jest coraz mniej. Azerowie dobre relacje z Moskwą traktują instrumentalnie, będąc w sojuszu z Ankarą i stawiając na eksport węglowodorów do Europy. Ormianie zaś, rozczarowani sojusznikiem, szukają innych opcji, chcąc uniknąć totalnej klęski w starciu z tandemem Baku-Ankara. Teoretycznie jest tu jeszcze jeden gracz, czyli przychylny Rosji Iran, tyle że ajatollahowie mają problemy na własnym podwórku.

Regionem, gdzie najmocniej widać odwrót Rosji i zajmowanie jej miejsca przez innych graczy, jest jednak Azja Środkowa. Lokalni satrapowie widzą klęski rosyjskiej armii na Ukrainie, widzą też, że Moskwa wycofuje swoich żołnierzy z baz w regionie. A przecież była to największa dotąd gwarancja bezpieczeństwa, zwłaszcza w obliczu zagrożenia z Afganistanu. Szczególnie odczuwa to Tadżykistan. Nie dość, że ma przy granicy talibów, to jeszcze jest tlący się bunt w autonomicznym Górskim Badachszanie. A teraz doszła kolejna eskalacja na granicy z Kirgistanem. Ten ożywający co pewien czas krwawy konflikt wynika ze spuścizny sowieckiej, konkretnie wytyczonych wtedy granic. Ale Sowieci pilnowali porządku, a potem Rosja też była czynnikiem stabilizującym. Jednak w sytuacji, gdy Rosja wycofuje znaczną część żołnierzy ze 102. Bazy w Tadżykistanie, bo nie ma ludzi do walki z Ukrainą, to sytuacja się zmienia.

Na Pekin przeorientowują się też inne kraje Azji Środkowej. Moskwa nie jest im w stanie już nic zaoferować. Kazachstan, najznaczniejsze państwo regionu, wyraźnie już stawia na Chiny. Tokajew, mimo że w styczniu Putin pomógł mu zyskać pełnię władzy, nie popiera wojny z Ukrainą, pamięta też o rosyjskich groźbach pod adresem Kazachstanu. Mając dużą mniejszość rosyjską w granicach, Kazachstan nie ma wyjścia, musi szukać ochrony w Pekinie. Nie przypadkiem Xi przed wizytą w Samarkandzie odwiedził właśnie stolicę Kazachstanu. Ostatnio pojawiły się doniesienia, że Amerykanie mogą wzmocnić armie Uzbekistanu i Tadżykistanu śmigłowcami armii afgańskiej, które ewakuowano po zwycięstwie talibów. To pokazuje, że teza, iż po odwrocie USA z Afganistanu, Zachód przestanie się liczyć w Azji Środkowej, a zapanuje tam kondominium rosyjsko-chińskie, była przedwczesna. Tym bardziej, że w przestrzeń opuszczaną przez Rosjan wchodzą inne kraje liczące się w tej części Azji: Indie, Turcja, Pakistan i Iran.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na Twitterze!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na Twiterze!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Więcej informacji na stronie głównej Portal i.pl