PiS bierze na pokład Ziobrę, Romanowskiego, Mateckiego, Wosia czy dziedzictwo Kowalskiego, może więc magia tych nazwisk unieważnia jakieś nudne deklaracje polityczne. Warto jednak zatrzymać się na tym dokumencie choć minutę. Obok dystansowania się od UE, nowej konstytucji czy budowania relacji z USA oraz - a jakże - „stanowczego rozliczenia ekipy Tuska” (punkt 10), mamy kilka uroczych niedorzeczności. Weźmy choćby hasło „walki z gender”, które brzmi jak eksponat z 2013 roku, kiedy radni PiS ścigali biedne przedszkolanki, które pokazywały dzieciom różnice między spodniami i spódnicą.
Najciekawiej jednak robi się w punkcie szóstym: „(Zobowiązujemy się do) Przywrócenia pełnej wolności w Polsce. W szczególności wolności słowa, wyboru samochodu, mieszkania czy źródeł ogrzewania”.
Oto mamy więc Kaczyńskiego z Jakim, którzy walczą o wolność słowa. Kaczyńskiego z Jakim, którzy z mediów publicznych zrobili fabrykę propagandy i szczucia, próbowali zlikwidować media regionalne, dotowali zaprzyjaźnione redakcje, a odcięli od pieniędzy redakcje im nieprzychylne. Oto mamy też Kaczyńskiego z Jakim, którzy nagle lubią Passaty 1,9 w dieslu, bo to niczym symbol wstecznictwa w kontrze do Brukseli. I Warszawy, co ważne, bo kopnięcie w Trzaskowskiego i warszawską Strefę Czystego Transportu przed wyborami prezydenckimi to nie przypadek.
No i mamy Kaczyńskiego z Jakim, którzy lubią smród smogu w mojej dzielnicy - bo paru idiotów nie wymienia starego pieca albo ładuje biedawęgiel do kozy, nie wiem. Nie powinno w sumie dziwić, bo słowa Kaczyńskiego z 2022 roku chyba wciąż wyborców PiS obowiązują: „Trzeba w tej chwili palić wszystkim, no poza oczywiście oponami i tym podobnymi rzeczami” - tak brzmiała lekcja najważniejszego wtedy człowieka w państwie. Ostatecznie rdzeń ideolo PiS niezmiennie zawiera ballady o ekoterrorystach, klimatyczny negacjonizm i umiłowanie górniczego stanu (czytaj: górniczych związków zawodowych). A zatem może nic nas nie powinno dziwić.
Ale powinno wkurzać. Ten populistyczny ukłon wobec trucicieli jest nawet głupszy i bardziej niebezpieczny niż pisowska zapowiedź napisania nowej konstytucji, która ma „przywrócić ład ustrojowy w Polsce”.
„W polityce trzeba mieć dobrą pamięć, ale krótką" - tak Kaczyński podsumował decyzję o przebaczeniu Ziobrze. Głupoty punktu szóstego ich wspólnej deklaracji nie da się zapomnieć.
